,
Obserwuj
Pomorskie

Organizują nabór za naborem, a ludzi i tak nie ma. Wakat na co piątym stanowisku

2 min. czytania
30.11.2024 09:00
Brakuje chętnych do pracy w Straży Miejskiej w Gdyni. Formacja organizuje nabór za naborem, ale liczba wakatów się nie zmniejsza. W służbie, która ma dbać o porządek i bezpieczeństwo w mieście, wolne jest co piąte stanowisko. Kolejny nabór rusza na początku grudnia.
|
|
fot. Piotr Matusewicz/East News

W Straży Miejskiej w Gdyni pracuje niewiele ponad sto osób, z czego około osiemdziesięciu to strażnicy miejscy. Na ten moment liczba wakatów oscyluje wokół dwudziestu.

- Rzeczywiście cały czas staramy się pozyskać nowe osoby do pracy, właściwie ciągle trwają nabory, przygotowujemy się do ogłoszenia kolejnego - mówi komendant Andrzej Bień. - Poszukujemy ludzi chętnych do pracy, która wymaga niewątpliwie zaangażowania i poczucia służby miastu - dodaje z nadzieją, że znajdą się chętni.

Praca wyjątkowa

Kandydatów do pracy brakuje, bo funkcja strażnika wymaga poświęceń i bywa niewdzięczna. Co więcej zarobki strażników na szukających pracy wrażenia nie robią, a obowiązków przybywa. To wszystko sprawia, że trudno ją zareklamować.

- Specyfiką naszej pracy jest to, że wymaga ona nie tylko zaangażowania, ale też takiego poświęcenia się. Spotyka się również z różnymi formami niedocenienia przez mieszkańców - rozkłada ręce komendant - płace w administracji publicznej nie są też wyjątkowo wysokie, więc to również powoduje, że trudno jest nam konkurować na rynku pracy - rozkłada ręce.

Nocą strażnika nie spotkasz

Straż Miejska w Gdyni z przyczyn kadrowych zrezygnowała kilka lat temu z nocnych patroli. Dla wielu mieszkańców zmniejszyło to poczucie bezpieczeństwa zwłaszcza w rejonach, gdzie sama możliwość pojawienia się strażników mogła działać odstraszająco.

Wyjątkowym skutkiem tej decyzji jest też konieczność zdejmowania wieczorem blokad na koła źle zaparkowanych aut. Strażnicy tłumaczą, że nie mogą zostawić samochodu unieruchomionego do rana, więc jeśli kierowca auta z blokadą nie wezwał straży, to przed końcem dnia oni sami muszą blokadę zdjąć. Na razie o powrocie do nocnych dyżurów nie ma mowy.

Pracy coraz więcej

- To dla nas fundamentalne w tej chwili, żebyśmy pozyskali dodatkowe osoby do pracy. Jeśli zapełnimy te brakujące wakaty, to wtedy możemy o tym [nocnych dyżurach - red.] rozmawiać - ucina Andrzej Bień, dodając, że straż w obecnym składzie ma i tak bardzo dużo pracy. - Dochodzą nowe obowiązki związane przede wszystkim z przepisami antysmogowymi. To jest kilka tysięcy pieców do sprawdzenia, część wymaga ponownego kontrolowania, będziemy się zajmowali tym problemem przez najbliższe kilka lat - nie ukrywa.

Praca idealna dla zmarzluchów? Szukają specjalisty od... storczyków

Pieniądze na... nowe etaty

Na finansową rewolucję w Straży Miejskiej nie ma co liczyć. Miasto planuje jednak doraźnie odciążyć strażników od tzw. papierkowej roboty.

- Potrzeba więcej ludzi w takiej służbie biurowej, która będzie zapleczem dla służby liniowej - mówi radny Łukasz Piesiewicz. I dodaje, że w powstającym budżecie na przyszły rok znalazły się pieniądze na trzy takie stanowiska. - Tutaj nawet nie musimy mieć do czynienia ze strażnikiem miejskim. Wystarczy urzędnik, który będzie po prostu wspierał straż - podsumowuje radny.