,
Obserwuj
Pomorskie

Nerwowe spotkanie w sprawie dębów w Gdyni. "Chcieliby odsunąć tego gorącego kartofla"

4 min. czytania
28.03.2025 16:51
Burzliwy przebieg miało spotkanie w sprawie gdyńskich pomników przyrody, zagrożonych - zdaniem mieszkańców - przez sąsiadującą z nimi inwestycję. Obrońcy drzew i przedstawiciele dewelopera zasiedli przy jednym stole z urzędnikami, do najmniejszego choćby porozumienia jednak nie doszło.
|
|
fot. Paweł Radzewicz / TOK FM
  • Chodzi o dęby z ulicy Kostki-Napierskiego w Gdyni, obok których prowadzona jest inwestycja;
  • Mieszkańcy obawiają się, że dęby, które są pomnikami przyrody, zostaną zniszczone;
  • Spotkanie wszystkich stron - mieszkańców, urzędników i dewelopera - zostało zorganizowane w piątek 28 marca. Było burzliwe.

O tej sprawie pisaliśmy już na tokfm.pl kilkukrotnie. Dwa pomnikowe dęby rosną przy wąskiej uliczce w Gdyni Redłowie. Do niedawna stał przy nich niewielki domek. Teraz teren przy samych drzewach jest rozkopanym placem budowy. Mieszkańcy dokumentują problemy z zabezpieczeniem drzew, rozjeżdżaniem ich bezpośredniego sąsiedztwa i zrywanymi przez koparkę korzeniami. Obawiają się, że budowa wielorodzinnego budynku z podziemnym garażem skończy się dla pomników przyrody bardzo źle.

Nerwowa atmosfera

Spotkanie zorganizowane w piątek (28 marca) przez miejskie radne przebiegało w bardzo napiętej atmosferze. Przedstawiciele wszystkich stron łapali się za słówka, nie szczędzili uszczypliwości. Właściwie każda wymiana zdań rozpoczynająca się deklaracją, że "trzeba chronić dęby" kończyła się na uzasadnianiu, kto ma racje. Obrońcy drzew przekonywali, że zgodnie z prawem nie można wchodzić z inwestycją w strefę korzeniową pomników przyrody. Przedstawiciele dewelopera zasłaniali się tym, że prowadzą budowę zgodnie z uzyskanymi zgodami, a urzędnicy rozkładali ręce, że wydanych pozwoleń cofnąć nie mogą, a o dęby przecież dbają.

- Przede wszystkim mamy problem z decyzjami, które zostały wydane kilka lat temu - tłumaczył po spotkaniu wiceprezydent Maciej Zielonka. - Pozwolenie na budowę z 2018 roku jest ostateczne i na tej podstawie inwestor może wykonywać pracę. Z drugiej strony w 2022 roku została podjęta decyzja o tym, że te dwa dęby są chronione i są pomnikami przyrody. Tu jest sprzeczność rozstrzygnięć, które zostały niestety poprzednio wydane, natomiast wszystkie te działania teraz powinny zmierzać do tego, żeby chronić te drzewa, to jest dla nas priorytet - zapewniał.

Wiosna zawitała nad polskie morze. 'Co się pan dziwi? Dzień wagarowicza mamy'

Zabrakło wrażliwości

Władze Gdyni odziedziczyły niejako problem po poprzednikach, wiceprezydent nie widzi jednak potrzeby szukania winnych i wyciągania konsekwencji wobec urzędników. - Wszystko zostało wydane zgodnie z przepisami, natomiast można mieć wątpliwość, czy ta wrażliwość społeczna i ekologiczna była w należytym stopniu uwzględniona - przyznaje Zielonka. I zapewnia, że podobna sytuacja już się nie powtórzy - już rozmawialiśmy z pracownikami, żeby przy postępowaniach nie patrzeć tylko na te aspekty prawno-administracyjne, ale też ogólnie patrzeć na to, co jest w sąsiedztwie inwestycji, które są prowadzone - tłumaczy

Brak zdecydowanych działań urzędu może mieć fatalny skutek. Jest wiele inwestycji, które stoją na kolizyjnym kursie z ochroną przyrody. Przymknięcie oczu i wypowiadane na spotkaniu wielokrotnie zdanie, że "najgorsze już się stało i nic nie da się zrobić" może zachęcać do przesuwania granicy deweloperskiej wrażliwości.

- Na tym spotkaniu wyraźnie było widać, że urzędnicy chcieliby po prostu odsunąć od siebie tego gorącego kartofla i zamieść sprawę pod dywan - mówi Brunon Wołosz z fundacji Fidelis Siluas. - Urząd powinien stać na straży przede wszystkim prawa, które mówi jasno, jak wygląda ochrona pomników przyrody - dodaje.

W jego ocenie przyczyny problemu leżą po stronie miasta, które "najpierw wydaje pozwolenie na budowę, a następnie na tym terenie uchwala się pomniki przyrody". - I miasto powinno z tego tematu samo wybrnąć. I może to zrobić, ponosząc niestety pewnie koszty. Ale czy te pieniądze nie są warte ochrony dla następnych pokoleń tych cennych drzew? Bo ktoś powie: "no dobra, to tylko dwa dęby, może ich nie być, będziemy dalej funkcjonować", ale wtedy ktoś inny powie: "aha, tu się udało, to i tam się może udać". To duże zagrożenie - dodaje.

Drzewa czeka powolna egzekucja?

Mieszkańcy ulicy Kostki-Napierskiego, przy której stoją dęby, obawiają się, że dojdzie do sytuacji jak z anegdoty o dwóch lekarzach spierających się nad łóżkiem pacjenta i dochodzących do wniosku, że rozstrzygnięcie, który z nich ma rację, przyniesie dopiero sekcja zwłok. Ucinanie korzeni, betonowanie ostatniej wolnej przestrzeni przy dębach to ryzyko, że może nie od razu, ale uschną.

- Tak może niestety być - komentuje smutno adwokat Marcin Kachanowski, pełnomocnik mieszkańców ulicy Kostki-Napierskiego. - Odnoszę wrażenie, że nie ma woli ze strony zarówno władz miasta, jak i dewelopera, aby przeprowadzić działania, które powinny być przeprowadzone już wcześniej. A zatem ustalenia, jakie rzeczywiste skutki dla obu tych pomników może mieć kontynuacja budowy - dodaje. W jego opinii to powinno zostać zrobione przy okazji procesu w sprawie pozwolenia na budowę i decyzji o warunkach zabudowy. - A nie zostało - rozkłada ręce prawnik. - Wydaje mi się, że miasto w tej kwestii mogłoby podjąć bardziej intensywną i dalej idącą inicjatywę, czego niestety nie robi - dopowiada.

Inwestor nie będzie nic zmieniał

Przedstawiciele inwestora podczas spotkania tłumaczyli przede wszystkim, że ich działania są legalne i opierają się na prawomocnych pozwoleniach na budowę. Przekonywali, że podejmują szereg działań łagodzących skutki budowy dla dębów oraz, że prace prowadzone są pod kontrolą dendrologa, ale też, że nie mają też zamiaru zmieniać zakresu budowy. Po spotkaniu odmówili komentarza.

Sprawę możliwego niszczenia pomników przyrody bada też gdyńska prokuratura. Efektów postępowania na razie brak.