Tej zmiany nikt się nie spodziewał. Jaki był pierwszy rok nowej prezydent Gdyni?
- Opozycyjni radni są krytyczni wobec prezydentki Gdyni. Przekonują, że nie udało się wprowadzić żadnych dużych projektów, które były zapowiadane w kampanii;
- Sama Aleksandra Kosiorek mówi, że jest zadowolona z tego, co wydarzyło się w ostatnim roku. To był rok trudnej, bardzo intensywnej pracy" - mówi;
- "Przejęcie władzy po blisko trzydziestoletnim sprawowaniu jej przez jednolite środowisko jest wejściem do bardzo trudnego otoczenia" - twierdzi przewodniczący Rady Miasta.
W wyborach prezydenckich Aleksandra Kosiorek reprezentowała ugrupowanie Gdyński Dialog. Brawurowa kampania nałożyła się na serię niepowodzeń i złych decyzji ówczesnej władzy i doprowadziła do zwycięstwa mało znanej wcześniej kandydatki zarówno w pierwszej, jak w w drugiej turze wyborów. Kosiorek wyraźnie pokonała Tadeusza Szemiota z Koalicji Obywatelskiej.
Zdaniem opozycji w radzie miasta jednym z problemów Aleksandry Kosiorek w pierwszym roku rządzenia Gdynią był brak doświadczenia. Mówiąc obrazowo, przejęła stery miasta, ale nie wiedziała jak ich używać.
"Miasto dryfuje siłą rozpędu"
- To był rok stagnacji. Nie można mówić o śmiałej wizji miasta, ponieważ jej nie znamy. Nie można mówić o nowych projektach, które były zapowiadane w kampanii wyborczej, ponieważ chyba żadne takie nie zostały wdrożone - punktuje radny Jakub Ubych z Samorządności. - Wszystko to, co się dzieje, to przede wszystkim kontynuacja projektów rozpoczętych, chociażby takich jak obwodnica Witomina czy inwestycje drogowe, które już wcześniej były w trakcie realizacji - dodaje.
Radny przyznaje, że martwi go "osiem miesięcy bez żadnego przetargu na realizację inwestycji w mieście". - Chyba chcielibyśmy widzieć projekty, które - tak szumnie zapowiadane - miały poprawić życie mieszkańców. Tymczasem miasto dryfuje siłą rozpędu lat poprzednich, natomiast kierunku w żaden sposób nie zmieniło - podsumowuje samorządowiec.
"Mieliśmy zastój"
- To przede wszystkim rok zawiedzionych nadziei - recenzuje Marek Dudziński, radny Prawa i Sprawiedliwości. - Wielu wyborców i wielu mieszkańców naszego miasta oczekiwało realnych zmian po niemal trzydziestoletnich rządach prezydenta Wojciecha Szczurka i mają słuszne prawo czuć się zawiedzeni. Pani prezydent weszła do urzędu miasta, nie znając go. Nie była ani radną miasta, ani radną dzielnicy. Zanim się nauczyła pewnych podstawowych rzeczy, zajęło to czas i w wielu rzeczach mieliśmy po prostu zastój - dodaje.
"Jestem zadowolona"
Aleksandra Kosiorek nigdy nie ukrywała, że musi się uczyć samorządu i że pierwsze miesiące jej pracy będą najtrudniejsze. Dużo czasu zajęło też docieranie się z obecnym koalicjantem, czyli klubem Koalicji Obywatelskiej, Ruchów Miejskich i Lewicy (KORMiL), który stanowi największą siłę w Radzie Miasta.
- To był rok trudnej, bardzo intensywnej pracy. W zasadzie rok przygotowywania się do pewnych ruchów, które są konieczne - mówi prezydent Gdyni. I wymienia takie sprawy jak przygotowanie się do kwestii naprawy sytuacji w Ekodolinie czy przygotowanie do inwestycji obwodnicy Witomina. - Rozmawiamy również o sporcie i kulturze, o planie budowy boisk, nowej sieci teatru miejskiego, więc dzieje się bardzo dużo, ale tak naprawdę efekty tej pracy będziemy dostrzegać w perspektywie kilku lat - zapewnia.
Kosiorek przyznaje, że "jest zadowolona", bo - jak mówi - wie, że "ciężka praca się odbywała i że włożyła w tę pracę całą energię i możliwości, jakie posiada". - Wiem, że mieszkańcy oczekują zmiany szybciej, natomiast wiem też, że miasto znajduje się w tak trudnej sytuacji finansowej, że będziemy przez kilka lat, jeżeli nie kadencji, z tych problemów wychodzić. Ale ten proces się rozpoczął - przekonuje.
Koalicjant wierzy w sukces
Proces zmian Gdyni nie byłby możliwy bez porozumienia w Radzie Miasta. Bezpośrednie zaplecze z Gdyńskiego Dialogu nie miało wystarczającej siły, by dyktować warunki. Dopiero po zawarciu koalicji z KORMiL w wielu punktach zbieżne pomysły z kampanii, można próbować realizować. Pierwszy rok, zdaniem koalicjanta, był niezbędnym przetarciem.
- Przejęcie władzy po blisko trzydziestoletnim sprawowaniu jej przez jednolite środowisko jest wejściem do bardzo trudnego otoczenia, więc nie należy się spodziewać tego, żeby w ciągu roku poukładać wszystko po swojemu - przekonuje reprezentujący KORMiL przewodniczący Rady Miasta Gdyni Tadeusz Szemiot. - Natomiast ten proces się odbywa, więc jestem spokojny, że po tym roku nastąpi przyspieszenie, które będzie można oceniać również poprzez pryzmat wdrażanych działań - deklaruje.
- Faktem jest, że dopiero po pół roku udało się zawrzeć koalicję. Uważam, że powinno się to wydarzyć na samym początku. Moglibyśmy wtedy w bardziej stabilny sposób kierować nasze miasto do przodu -rozkłada ręce Szemiot.
Opozycyjni radni Gdyni z trudem odpowiadają na pytanie o pozytywne aspekty roku rządów Kosiorek. Przedstawiciele Samorządności Wojciecha Szczurka, którzy przetrwali wyborczy pogrom, za plus poczytywali kontynuacje projektów rozpoczętych za ich czasów.
Prawdziwa ocena zarówno prezydentki i radnych nastąpi w wyborach samorządowych za cztery lata.