,
Obserwuj
Polska

Smog krąży nad Polską. Gdzie jest najgorzej i dlaczego?

3 min. czytania
07.01.2026 15:11

Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego, mówił w "Pierwszym programie TOK FM", że wystarczy kilkaset kopciuchów i jakość powietrza natychmiast spada. Ocenił też, że program "Czyste powietrze" jest "w wielkim kryzysie" i nie wiadomo, czy się z niego podniesie.

fot. Artur Szczepanski/REPORTER/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego w Warszawie i na Mazowszu jest tak złe powietrze? 
  • O ile zredukowano liczbę kopciuchów w Polsce? 
  • Z jakiego powodu program "Czyste powietrze" przestał działać?

Zimowe warunki i niska temperatura sprawiają, że w wielu miasta Polski wraca problem fatalnego stanu powietrza.  We wtorek  RCB wysłało alert do osób przebywający na terenie powiatu kłodzkiego (woj. dolnośląskie), powiatu krotoszyńskiego, Kalisza i Poznania (woj. wielkopolskie), a także powiatu żywieckiego (woj. śląskie) i powiatu łaskiego (woj. łódzkie) o złej jakości powietrza w zakresie pyłu zawieszonego PM10 (smog). Zaapelowano o unikanie aktywności na zewnątrz.

W środę alert o złym stanie powietrza został wydany dla części woj. podlaskiego. RCB ostrzega też mieszkańców Łomży i powiatu przed prognozowaną złą jakością powietrza w zakresie pyłu zawieszonego PM10 (smog). Ostrzeżenie obowiązuje przez 24 godziny.

Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego zwrócił uwagę, że Alert RCB "odnosi się do tego, co było". - Obecnie, o godzinie 6:40 rano (godzina rozmowy na antenie TOK FM - przyp. red.) najgorsza sytuacja jest na Mazowszu, a dokładniej - w Łomży. To wydaje się dziwne, bo to niewielka miejscowość w dosyć czystym regionie, ale niestety północne Mazowsze to jest w tej chwili najgorsze powietrze w Polsce - powiedział Siergiej.

Winny jest obwarzanek

Pytany o to, dlaczego w Warszawie jest tak złe powietrze, stwierdził, że "odpowiedź jest bardzo prosta". - Warszawa i jej mieszkańcy nie przyczyniają się aż tak do złego stanu jakości powietrza, ponieważ w stolicy mamy około 1400 kotłów na węgiel i na drewno. Natomiast cały obwarzanek Warszawy, czyli powiaty otaczające stolicę, to już jest 80 tys. kopciuchów i tutaj mamy przyczynę - dodał.

Jak tłumaczył, by zanieczyścić powietrze często wystarczy "dosłownie kilkaset sztuk" kopciuchów w zimowe noce, gdy temperatura spada do około minus 10 stopni i brak jest wiatru. - Tym się charakteryzuje Mazowsze, że tu w tej chwili w ogóle nie wieje, i niestety nawet kilkaset kopciuchów jest w stanie doprowadzić powietrze do takiego stanu, w którym nie da się oddychać, czyli są przekroczone dopuszczalne normy jakości - dodał. Zaznaczył również, że zanieczyszczone powietrze przedostaje się do mieszkań.  

Uszczelnienie programu "przesadzone"

Siergiej ocenił polskie zmagania ze smogiem na trójkę z plusem. Wskazał, że udało się zredukować liczbę kopciuchów o około milion - z 3,5 do 2,5 miliona w skali kraju. Dodał, że sztandarowy program walki ze smogiem, czyli "Czyste powietrze", jest w "ogromnym kryzysie".

- Nie wiem, czy z niego się podniesie. Mam nadzieję, że to się uda, ale to wymaga bardzo intensywnych działań po stronie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska - podkreślił.

Zaznaczył, że w 2024 roku program działał bardzo dobrze. - Po zmianie władzy program przyspieszył, to było fantastyczne, w roku 2024 spłynęło prawie 280 tysięcy wniosków z różnych gospodarstw domowych na to, aby ocieplić dom, wymienić źródło ciepła - powiedział.

Dodał, że program wyhamował w roku 2025, "kiedy liczba wniosków spadła, zależnie jak liczyć, cztero lub pięciokrotnie".

Gość Wojciecha Muzala wskazał na kilka przyczyn. - Po pierwsze, program zawieszono na jedną trzecią roku, wyłączono go po prostu z piętnastominutowym ostrzeżeniem. Ludzie, którzy byli w trakcie składania wniosków, zobaczyli ekran z informacją, że te przestały być przyjmowane - powiedział.

Druga przyczyna to wprowadzenie nowych reguł. - One oznaczają, że program jest trudniejszy w obsłudze, ludzie narzekają na to, że jest trudniej do niego aplikować - podkreślił. 

Zaznaczył, że wprowadzone zmiany miały uszczelnić program, aby przeciwdziałać nadużyciom. Jednak w  jego ocenie nadużycia nie były "masowe".

- W tej chwili, z tego, co ja rozumiem, na ponad milion złożonych wniosków do programu, w prokuraturze jest kilkaset spraw. To się zdarzało, ale nie był to proceder na tyle masowy, aby warto było program uszczelniać do takiego stopnia, że on po prostu przestał bardzo dobrze funkcjonować. W tym momencie funkcjonuje w bardzo ograniczonym zakresie - podkreślił.

Przyznał też, że część wprowadzonych zmian jest uzasadniona, jak choćby obowiązek przeprowadzania audytu energetycznego. - Doprowadzono do tego, że ten program w tej chwili będzie skuteczniejszy, jeśli chodzi o to jak wymieniamy ocieplenie w naszym domu, na jakie źródło ciepła wymieniamy starego kopciucha - zaznaczył.

Gość TOK FM stwierdził, że ostatecznie wprowadzone zmiany doprowadziły jednak do utraty zaufania obywateli do programu. - Podważono do niego społeczne zaufanie, firmy nie chcą go obsługiwać, co oznacza że nawet jeśli dostaniemy wniosek, mamy poważny kłopot ze znalezieniem wykonawcy, bo oni nie chcą w nim uczestniczyć i to skutkuje tym, że wniosków jest tak mało - dodał.

Źródło: TOK FM, PAP, RCB