,
Obserwuj
Polska

Pogrzeb Stanisława Soyki bez kwiatów. Rodzina apeluje o wpłaty na hospicjum

4 min. czytania
07.09.2025 07:00

Pogrzeb Stanisława Soyki odbędzie się 8 września. Artysta zostanie pochowany na Powązkach. Rodzina poprosiła, by nie kupować kwiatów, a w zamian - wpłacić choć symboliczną kwotę na Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie. To miejsce, z którym Soyka był od wielu lat zaprzyjaźniony. 

Stanisław Soyka zmarł 21 sierpnia w Sopocie.
Stanisław Soyka zmarł 21 sierpnia w Sopocie.
fot. Rafał Malko / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zaczęła się przyjaźń ojca Filipa Buczyńskiego z artystą?
  • W jaki sposób Stanisław Soyka wspierał hospicjum?
  • Jak wygląda finansowa sytuacja placówki?

Stanisław Sojka zmarł 21 sierpnia w Sopocie. Przyjechał na festiwal, brał nawet udział w próbie, ale na koncercie już nie wystąpił. - Zmarł prawie na scenie - mówi w TOK FM ojciec Filip Buczyński, założyciel i prezes Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia. Znał Stanisława Soykę od 27 lat. Zaprzyjaźnili się, a artysta zawsze chętnie wspierał działalność hospicjum. 

Zgodził się być "zapchajdziurą"

- Zaczęło się dawno temu, gdy zadzwoniłem do Staszka - już wtedy wielkiej gwiazdy - z prośbą o to, aby przyjechał z koncertem na rzecz lubelskiego hospicjum. Zgodził się od razu, powiedział, że przyjedzie całkowicie za darmo. A jednocześnie zaproponował, że jak już przyjeżdża, to żeby - promując nasze hospicjum - zorganizować konferencję prasową. I tak się stało, a kiedy koncert się odbył i we wszystkich mediach lubelskich o nim mówiono, to Staszek powiedział, że jest do dyspozycji, że chętnie przyjedzie ponownie, jeśli byłaby taka potrzeba. I tak zaczęła się nasza współpraca i przyjaźń. Mówił do mnie "Filippo" - opowiada Buczyński.

Pamięta wiele różnych historii związanych z artystą. Jedna z nich dotyczy koncertu, na którym miała wystąpić Edyta Geppert, ale w ostatniej chwili okazało się, że z powodu choroby jednego z muzyków nie jest to możliwe. - Zadzwoniłem do Staszka i mówię "Jestem w wielkim dramacie". Zapytał, co się stało, opowiedziałem mu całą historię, że za dwa dni jest zaplanowany koncert, wszystkie bilety wyprzedane. Natychmiast zajrzał w swój kalendarz i powiedział "Nie ma problemu, przyjadę, wystąpię". Wspaniały, wielki artysta zgadza się wystąpić i - przepraszam za ten kolokwializm - być "zapchajdziurą". Niejeden by się uniósł swoją dumą, a Staszek - absolutnie nie. Po prostu wiedział, że potrzebuję pomocy, że chodzi o Hospicjum dla Dzieci i chciał pomóc - opowiada gość TOK FM. 

- Z czasem zaprzyjaźniliśmy się na całego. Do tego stopnia, że jak syn Staszka - Antek, brał ślub, to ja byłem tym, który im błogosławił, w Małym Cichym. I to były takie rodzinne, łączące nas relacje. Pamiętam jak przed ślubem przyszedł na zachrystię i zapytał, czy mógłby zaśpiewać psalm. Powiedziałem "Oczywiście, że możesz". Proszę sobie to wyobrazić - każdy werset miał jedyną niepowtarzalną melodię, to było wykonanie, jakiego nigdy więcej nigdzie nie usłyszałem i na pewno nie usłyszę - mówi ojciec Filip Buczyński. 

- Teraz rodzina uznała, że dobrze byłoby, żeby to pomaganie naszemu hospicjum jakoś kontynuować. Stąd apel, by nie kupować kwiatów, tylko wpłacić pieniądze na rzecz Lubelskiego Hospicjum im. Małego Księcia. Tak jakby Staszek mówił z góry "Może i odszedłem z tego świata, ale dalej będę wam pomagał" - opowiada ojciec Filip.

Jak dodaje, rozmawiał już wstępnie z rodziną artysty, że ta włączy się w przyszłoroczną akcję zbiórki 1,5 procent podatku dla hospicjum. W ramach kampanii promocyjnej miałby się pojawić wieki przebój artysty "Tolerancja". 

To właśnie ojciec Filip Buczyński ma celebrować mszę świętą na pogrzebie Stanisława Soyki. - To ze względu na to, że nasze relacje były naprawdę bardzo bliskie. Trochę mi żal, że nie zdążyłem pojechać do jego domu, który wybudował i zawsze mnie tam zapraszał. Ciągle coś stawało mi na drodze - dodaje nasz rozmówca. 

- Staszek był przyjacielem, na którego zawsze można liczyć, bo na tym polega też przyjaźń - nie musisz mieszkać obok, by wiedzieć, że jest ktoś, do kogo zawsze możesz zadzwonić. Tak było też w tej relacji - opowiada Buczyński. 

- Czasami mieliśmy inne zdania. Nie jest tajemnicą, że Staszek był po rozwodzie i że Ewa jest jego drugą żoną. Obaj stwierdzaliśmy, że nie był to dobry czyn, natomiast w takich kategoriach głęboko relacyjnych, to jest to jego relacja z Panem Bogiem, i to Pan Bóg jest tym, który ocenia. Ja nigdy nie oceniałem, choć o różnych rzeczach rozmawialiśmy - opowiada ojciec FiIlip w rozmowie z TOK FM. - Natomiast nie było między nami żadnych kłótni czy konfliktów. Staszek był bardzo ugodowy, ja też jestem generalnie ugodowy, stąd też nasza bezkonfliktowa relacja - dodaje. 

Ojciec Filip Buczyński
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka

Hospicjum - na co przydadzą się pieniądze?

Lubelskie Hospicjum im. Małego Księcia rocznie dostaje z NFZ w ramach kontraktu ok. 10 milionów złotych, ale na utrzymanie potrzeba ok. 16 milionów. Reszta pochodzi więc ze zbiórek: z 1,5 procent podatku, z - jak mówi ojciec Filip - żebrania w wielu firmach i instytucjach. Dlatego dla hospicjum liczy się każda złotówka.

- Gdy będziemy mieli rozeznanie, jaka kwota wpłynęła, wtedy zdecydujemy, na co ją przeznaczyć. Ale przykładowo - unit stomatologiczny, który potrzebujemy kupić (hospicjum leczy zęby dzieciom i dorosłym z niepełnosprawnościami, w tym robi zabiegi w znieczuleniu ogólnym - przyp. red.), to koszt rzędu 170 tysięcy zł. Pulsoksymetr dla małych dzieci, wysokiej klasy, to ok. 7 tysięcy. Także potrzeb mamy sporo, będziemy decydować - tłumaczy ojciec Filip Buczyński.

Pod opieką hospicjum jest obecnie 53 dzieci w tzw. opiece domowej, 8 na oddziale oraz 3 rodziny w hospicjum perinatalnym. - Staszek zawsze wychodził z założenia, że jego talent artystyczny ma m.in. służyć i pomagać innym. I pomagał tym, którzy tej pomocy potrzebują - dodaje gość TOK FM.

Źródło: TOK FM