,
Obserwuj
Polska

Jak armia w ciągłym odwrocie przegnała bolszewickie hordy? "Nie tylko zwycięstwo Piłsudskiego"

3 min. czytania
15.08.2024 16:30
Polscy żołnierze tuż przed Bitwą Warszawską 1920 roku cierpieli na "chorobliwe uczucie odwrotu". Mimo to pokonali Armię Czerwoną, która zmierzała na podbój nie tylko Polski, ale i reszty zachodniej Europy. Jak do tego doszło?
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

104 lata temu Wojsko Polskie odniosło jedno ze swoich najważniejszych zwycięstw w historii. Udało się odeprzeć nacierającą na Warszawę Armię Czerwoną. Zwycięstwo o tyle cenne, że mało kto się go spodziewał. Od połowy lipca polskie siły były w ciągłym odwrocie. Traciły wiarę w zwycięstwo. Bolszewicki generał, Michaił Tuchaczewski, w ciągu miesiąca pokonał ze swoimi wojskami prawie 600 km. Adam Zamoyski, historyk, pisał w swojej książce 'Warszawa 1920. Nieudany podbój Europy. Klęska Lenina', że była to 'dziwna wojna, w czasie której nie doszło do żadnej znaczącej bitwy'. Nawet Charles De Gaulle miał powiedzieć, że 'to nie była wojna, bo nie było żadnych trupów'.

Bitwa Warszawska 1920 r. W rocznicę posłuchaj najlepszych podcastów o 'Cudzie nad Wisłą'

Zamoyski w rozmowie z Maciejem Zakrockim w TOK FM przypominał, że kiedy armia polska straciła inicjatywę, potrzebowała nowego bodźca. - Zazwyczaj potrzebny jest jakiś manewr, strategia, która dałaby żołnierzom cel. Tutaj tego nie było. Zostało tylko wycofywanie się - opowiadał historyk. Przestrzegał, że takie ruchy na pewno oddziaływały jeszcze gorzej na armię. - Spada morale, bo można odnieść wrażenie, że dowództwo nie panuje nad sytuacją - dodał.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Bitwa Warszawska i "chorobliwe uczucie odwrotu"

Generał Lucjan Żeligowski wspominał, że żołnierzy dopadło 'chorobliwe uczucie odwrotu'. - Zasypiając i budząc się myśleli, żeby się cofać. Stało się to do pewnego stopnia chorobą i weszło w krew. Nie było to tchórzostwo, ale groźne przyzwyczajenie - pisał polski dowódca. Zakrocki zauważył, że ten obraz kłóci się z wizją wielkiej Armii Polskiej, jaka została w narodzie po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej 1920. Zamoyski wyjaśniał, że polskie wojsko było wtedy w dość trudnej sytuacji. - Nie było czego jeść, nie było zapasów, nie mieli już butów. Po sześciu tygodniach takiego odwrotu każde wojsko, nawet najlepiej zdyscyplinowane, zaczyna działać jak stado - podkreślał historyk.

Jednocześnie, jak Zamojski sam opisywał w książce, Armia Czerwona nie była - eufemistycznie mówiąc - najlepiej wyposażona. 'Nacierała armia tragiczna. Jedni byli boso, drudzy w łapciach, inni znów w jakiś butach gumowych, a na głowach mieli kapelusze, nawet damskie czapki zimowe albo chusteczki, albo szli z gołymi głowami, tylko im czupryny wiały. Wyglądali jak jakieś upiory' - pisał w książce gość TOK FM.

Skąd więc to ciągłe cofanie się polskiego wojska? - Wchodzi w grę lęk przed czymś innym. Kiedy normalne wojsko walczy, nawet jak pójdzie się do niewoli, to jakoś to będzie. Tutaj rozchodziła się fama o okrucieństwie Armii Czerwonej. Jest to walka ideowa, klasowa, rasowa. Te hordy bolszewickie bardzo szybko nabrały takiej spuścizny Tatarów i Kozaków - tłumaczył historyk.

Jak odmienić losy wojny?

Dlatego Polska Armia w sierpniu stanęła przed trudnym wyzwaniem przełamania tej psychozy cofania. A ojcem tego sukcesu - jak podkreśla Zamoyski - był Józef Piłsudski. - Pomógł żołnierzowi uwierzyć w to, że ktoś tam na górze ma plan i wie co robi. I jeśli pójdzie ofensywa, będzie dobrze. Piłsudski miał ogromną charyzmę wśród większości żołnierzy. Jak on coś mówił, to ludzie słuchali. Trzeba było wrzucić ideę tego, że mamy jakiś plan - wskazał gość TOK FM.

Koncepcja Piłsudskiego była ryzykowna, ale obiecywała bardziej stanowcze zwycięstwo. - To nie była nowa, genialna koncepcja. To była ewidentna rzecz. Natarcie Piłsudskiego znad Wieprza było logiczne. Chodziło przede wszystkim o siłę. To obnażyło słabości innych frontów. Przegrupował polskie siły w dość zasadniczy sposób, a to co nastąpiło, było spektakularne w swoich skutkach - wyliczał.

Wzmożenie patriotyczne

Gość TOK FM przypominał, że Cudu nad Wisłą nie można postrzegać tylko jako zwycięstwa Piłsudskiego. - Tylko całego narodu polskiego i różnych generałów. Gdyby nie Sikorski, który odegrał kluczową rolę broniąc Płońska, Nasielska i Modlina, to bolszewicy mogliby wtargnąć na tyły Warszawy. Właściwie wszyscy spełnili swój obowiązek. Harcerze, kobiety. Ludność już na ziemiach rdzennie polskich rzeczywiście stanęła w obronie i wiara w odzyskaną państwowość polską była absolutnie decydującym czynnikiem, więc jest to wielkie zwycięstwo narodowe. Każdy Polak powinien być z tego dumny. 15 sierpnia to dzień celebracji, a nie jakichś rozrachunków - podsumował gość Zakrockiego.