,
Obserwuj
Polska

Polska dziennikarka wygrała w Strasburgu. "Ta praktyka cały czas trwa"

PAP
3 min. czytania
31.07.2025 16:20
Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał w wyroku dotyczącym skargi złożonej przez dziennikarkę Ewę Siedlecką, że podczas jej zatrzymania na demonstracji w 2017 roku doszło do naruszenia prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego.
|
|
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • ETPCz uznał skargę Ewy Siedleckiej w sprawie jej zatrzymania na demonstracji w 2017 roku;
  • Orzeczono, że władze polskie nie dowiodły, iż zastosowane środki przymusu miały wystarczającą podstawę prawną;
  • "Pozbawienie wolności przez legitymowanie to jest cały czas trwająca praktyka policyjna" - zwraca uwagę dziennikarka.

Trybunał w Strasburgu uznał w czwartek, że sposób i czas przetrzymywania dziennikarki przez policję podczas kontrdemonstracji stanowiły pozbawienie wolności.

W czwartkowym orzeczeniu ETPCz podano, że władze polskie nie dowiodły, iż zastosowane środki przymusu miały wystarczającą podstawę prawną. Władze nie wykazały - zdaniem trybunału - że czas, w którym przetrzymywani byli uczestnicy kontrdemonstracji, był niezbędny do ich legitymowania. Nie wyjaśniły także, dlaczego demonstranci zostali zwolnieni nie po sprawdzeniu dowodów osobistych, a dopiero po zakończeniu zgromadzenia cyklicznego.

Zatrzymanie Ewy Siedleckiej

 

Skarga Ewy Siedleckiej dotyczyła wydarzeń 10 czerwca 2017 roku, gdy dziennikarka brała udział w zorganizowanej przez organizację Obywatele RP kontrdemonstracji do zgromadzenia upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej (tzw. miesięcznicy). Wcześniej kontrdemonstracja została zakazana przez prezydenta Warszawy ze względu na przepisy o zgromadzeniach cyklicznych (zakazywały one tych demonstracji, które odbywają się w tym samym miejscu i czasie co zgromadzenia cykliczne). Mimo to Obywatele RP wzięli udział w proteście. Otoczeni przez policję, usiedli na ziemi. Policja wyniosła ich na podwórze budynku przy ul. Miodowej. Byli tam legitymowani i nie pozwolono im opuścić tego miejsca przez około dwie godziny, nie mogli też skontaktować się z adwokatami.

W tym czasie policjant wezwał Ewę Siedlecką do wylegitymowania się i okazała ona legitymację prasową. Policjant, który ją legitymował, uznał, że to nie wystarczy i zatrzymał jej dowód osobisty na pewien czas, twierdząc, że musi ustalić, czy nie znajduje się ona na liście osób poszukiwanych.

Polskie prawo nie chroni przed homofobią. Ważny wyrok po 11 latach

Ewa Siedlecka najpierw złożyła zażalenie na swoje zatrzymanie, a później zwróciła się do Trybunału w Strasburgu. W swojej skardze wskazywała na to, że doszło do faktycznego pozbawienia jej wolności (a nie, jak twierdzili funkcjonariusze, 'pozostawienia do dyspozycji policji').

Ewa Siedlecka: To stała praktyka

 

- Jestem bardzo zadowolona, że Trybunał uznał w mojej sprawie naruszenie wolności osobistej. Przede wszystkim jednak chodzi o to, że pozbawienie wolności przez legitymowanie to jest cały czas trwająca praktyka policyjna, w związku z czym ten wyrok zobowiązuje państwo polskie do wyeliminowania takich sytuacji i do zmiany prawa, tak aby przedłużające się legitymowanie nie mogło być stosowane jako szykana w stosunku do - najczęściej - osób biorących udział w jakichś demonstracjach, protestach - powiedziała po wyroku Siedlecka.

Jak dodała, doświadczyła tego również, gdy brała udział w proteście razem z Ostatnim Pokoleniem. - Było nas chyba sześć osób, a legitymowanie trwało ponad dwie godziny. Działo się to zimą (...). Policjantów było więcej niż osób siedzących - opisywała. Jak podkreśliła, „'o jest stała praktyka, więc ten wyrok (ETPCz) jest jak najbardziej aktualny'. - Mam nadzieję, że nowy minister sprawiedliwości (Waldemar) Żurek zapozna się z tym wyrokiem i podejmie jakieś kroki legislacyjne - powiedziała dziennikarka.

Polska płaci za neo-sędziów. Rząd Tuska zawarł już 20 ugód

Za najważniejszy element wyroku uznała to, że "przedłużające się legitymowanie jest pozbawieniem wolności, że nie jest przewidziane przez polskie prawo (...), nie jest środkiem ani proporcjonalnym, ani adekwatnym, czyli nie spełnia warunków zarówno Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, jak i naszej konstytucji". Zaznaczyła, że ETPCz nie odwoływał się do polskiej konstytucji, ale "w konstytucji jest identycznie - ograniczenia mogą być stosowane wtedy, kiedy są konieczne w demokratycznym państwie prawa (...) i są proporcjonalne". Poinformowała także, że orzeczoną przez ETPCz kwotę zadośćuczynienia w wys. 3 tys. euro przeznacza na Obywateli RP.

'Żaden sąd takiej perspektywy nie powinien przyjmować'

 

Adwokat Paweł Osik z Kancelarii Sidor, Pietrzak i Wspólnicy, który reprezentował Ewę Siedlecką przed Trybunałem, powiedział, że "dla każdego obywatela, zwłaszcza takiego, który bierze udział w zgromadzeniach publicznych, ten wyrok będzie mógł stanowić podstawę do składania skarg na, chociażby zatrzymanie, jeśliby takie sytuacje jednak miały się powtarzać w przyszłości".

- Trybunał (w Strasburgu) mówi wprost: w sprawie Ewy Siedleckiej sąd warszawski uznał, że to nie było zatrzymanie, tylko legitymowanie, przyjął perspektywę policji. Ale już po tym wyroku (ETPCz) żaden sąd takiej perspektywy nie powinien przyjmować - wskazał adwokat.