Uniwersytet chciał uczyć walki z dezinformacją. Ministerstwo odrzuciło wniosek
Uniwersytet Civitas chciał uruchomić specjalizację poświęconą fact-checkingowi i walce z dezinformacją. Resort nauki odmówił wsparcia. - Zaskoczony jestem formą odpowiedzi - powiedział TOK FM Grzegorz Rzeczkowski, szef Centrum Badań nad Dezinformacją.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie działania planował Uniwersytet Civitas w temacie walki z dezinformacją?
- Dlaczego ministerstwo odrzuciło wniosek o dofinansowanie specjalizacji?
- Dlaczego edukacja w zakresie dezinformacji jest obecnie istotna?
Ostatnie dni - po tym, gdy rosyjskie drony wleciały w polską przestrzeń powietrzną - pokazały, jak szybko rozprzestrzenia się dezinformacja. Na wielu kontach w mediach społecznościowych szybko pojawił się przekaz, że drony to "ukraińska prowokacja" i że to "Ukraina chce Polskę wciągnąć w wojnę". "Rozpowszechnianie rosyjskiej propagandy i dezinformacji w dzisiejszej sytuacji to działanie na szkodę państwa polskiego. Głupota, a tym bardziej polityczne poglądy, nie powinny być traktowane jako okoliczność łagodząca" - napisał szef rządu Donald Tusk. Swoje stanowisko wydała też - działająca przy MSZ - Rada Konsultacyjne ds. Odporności na Dezinformację.
Dezinformacji jest coraz więcej, a ekspertów od tego tematu jak na lekarstwo. Uniwersytet Civitas w Warszawie - w obliczu coraz trudniejszej sytuacji geopolitycznej i rosnących zagrożeń w przestrzeni międzynarodowej - chciał stworzyć dla studentów specjalizację związaną z tym problemem. Chodziło o studia - na początek - dla 20 osób, którzy mieliby być kształceni m.in. w kierunku budowania odporności społeczeństwa na fake newsy i zalew rosyjskiej propagandy. To właśnie na tej uczelni działa też Centrum Badań nad Dezinformacją.
Uniwersytet Civitas wystąpił do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z wnioskiem o dofinansowanie specjalizacji, którą nazwano "Dezinformacja, fact-checking, śledztwa internetowe". We wniosku opisano, dlaczego takie studia są ważne i dlaczego resort nauki powinien wesprzeć tę inicjatywę.
- Wnioskowaliśmy o 600 tysięcy złotych. Chcieliśmy wydać [te środki] także na olimpiadę wiedzy o dezinformacji dla licealistów. Chcieliśmy też wydać podręcznik na ten temat, który napisaliby najlepsi w Polsce eksperci, którzy zajmują się dezinformacją. To, że dostaliśmy odpowiedź odmowną, to dla mnie umiarkowane zaskoczenie, bo ministerstwo ma prawo przyznawać środki publiczne tak, jak uważa. Może nasz projekt się nie spodobał, może były jakieś błędy formalne - zdarza się. Natomiast zaskoczony jestem formą odpowiedzi. To jest jedno zdanie informujące o odrzuceniu wniosku, bez słowa wyjaśnienia czy uzasadnienia. A wniosek był długo procedowany - mówi TOK FM Grzegorz Rzeczkowski, szef Centrum Badań nad Dezinformacją. Wniosek został złożony w lutym, odpowiedź przyszła w wakacje.
Według naszego rozmówcy tego typu studia byłyby aktualnie niezwykle ważne. - Jesteśmy ciągle celem ataków dezinformacyjnych. Ludzie nie rozumieją tego zagrożenia, mało się o tym mówi. Wiele osób traktuje to zjawisko z przymrużeniem oka. Edukacji w tym zakresie potrzebujemy jak kania dżdżu, natychmiast - mówi Rzeczkowski. - Nasze plany i tak były powściągliwe, bo chcieliśmy zrekrutować tylko 20 osób, ale to miał być dopiero początek - dodaje. I przyznaje, że uruchomienie specjalizacji bez wsparcia finansowego "jest trudne, bo materia jest specyficzna".
Co na to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego?
Resort najpierw nie odpowiadał na nasze pytania przez kilka tygodni, a potem - gdy w końcu odpowiedział - to tylko na część z nich. Pytaliśmy m.in., kto dostał dofinansowanie od ministra, na ile ministerstwu zależy na walce z dezinformacją i jakie działania w tym zakresie podejmuje. To wątki, do których resort się nie odniósł.
W udzielonej nam odpowiedzi wskazano natomiast, że "Uniwersytet Civitas, jako niepubliczna uczelnia akademicka, otrzymuje środki subwencji, jednak są to środki na utrzymanie i rozwój potencjału badawczego, a nie dydaktycznego". "Z tej puli nie przyznaje się uczelniom niepublicznym dedykowanych środków w związku z uruchamianiem kształcenia na nowych kierunkach bądź rozszerzaniem oferty dydaktycznej uczelni" - przekazał TOK FM Zespół Prasowy MNiSW.
Jednocześnie przyznano, że decyzje o przyznaniu bądź nieprzyznaniu środków są podejmowanie "w oparciu o indywidualną decyzję Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego". Chodzi o art. 404 par. 1 Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, który mówi, że "minister może zlecić uczelni, instytutowi PAN, instytutowi badawczemu (...) wykonanie określonego zadania w zakresie ich działalności statutowej, zapewniając odpowiednie środki na jego realizację". Tu przyznania takich środków odmówiono. "Nie każdy złożony w tym trybie wniosek otrzymuje dofinansowanie. Otrzymanie dofinansowania zależne jest w szczególności od dostępnych środków w budżecie MNiSW oraz od aktualnych planów Kierownictwa MNiSW w zakresie realizowanych działań" - wskazało ministerstwo w udzielonej nam odpowiedzi.
Jednocześnie przyznało, że miało do wniosku zastrzeżenia. Jednym z zarzutów było to, że miała to być specjalność tylko dla 20 osób. W ramach projektu - oprócz studiów - miało też powstać laboratorium dezinformacji, co ministerstwo uznało za "projekt inwestycyjny". "Na podstawie kosztorysu można jasno stwierdzić, że mamy do czynienia z zakupem środków trwałych. Z kolei opis nie pozwala stwierdzić, czy zakup ten ma charakter inwestycyjny, a co za tym idzie, nie pozwala ustalić, czy zakup może być realizowany z dotacji o charakterze bieżącym. Należy również dodać, że Minister nie finansuje inwestycji na uczelniach niepublicznych" - napisał nam resort nauki. I dodał, że to przeważyło za tym, że wniosek nie został rekomendowany do realizacji.
- W mojej ocenie w temacie dezinformacji dzieje się zbyt mało. Nie ma grantów, nie ma zleceń dla ekspertów na wykonywanie ekspertyz dotyczących badań nad dezinformacją w Polsce. Uważam, że to spore zaniechanie. Wydajemy grube miliardy na wzmocnienie naszej armii - na jej dozbrojenie. Robimy to oczywiście słusznie, ale gdyby choć jeden procent tych pieniędzy został wydany na wzmocnienie naszej odporności na dezinformację, na edukację, na ekspertów, na pewno byśmy z tego skorzystali. Bo na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak perfidnym i niebezpiecznym narzędziem jest dezinformacja - mówi Rzeczkowski.