,
Obserwuj
Świat

"Czerwona linia Kremla". Czy rozmowy w Berlinie mogą przynieść przełom ws. Ukrainy?

3 min. czytania
15.12.2025 14:58

Wszystkie oczy zwrócone są na Berlin, gdzie wznowiono rozmowy prezydenta Ukrainy z amerykańskimi negocjatorami. - Czy jesteśmy dziś w momencie, w którym jesteśmy najbliżej zakończenia rosyjskiej inwazji? Myślę, że tak; niewątpliwie. Czy gwałtownie rosną szansę na to, że Rosja zaprzestanie inwazji i się wycofa? Uważam, że cały czas operujemy na bardzo niskim  prawdopodobieństwie - ocenił w TOK FM Leon Pińczak z Polityki Insgiht. 

Wołodymyr Zełenski
Wołodymyr Zełenski
fot. Marcin Nowak/REPORTER
  • W Berlinie wznowiono rozmowy prezydenta Ukrainy z amerykańskimi negocjatorami. Do Berlina poleci też Donald Tusk;
  • Leon Pińczak z Polityki Insight przyznał w TOK FM, że "cały czas bardzo sceptycznie patrzy na scenariusz zakończenia rosyjskiej inwazji". "Przy czym to nie wynika z tego, gdzie odbywają się rozmowy" - dodał; 
  • Gość "TOK 360" odpowiedział też na pytanie, czy jesteśmy dziś w momencie, w którym jest najbliżej zakończenia rosyjskiej inwazji. 

W Berlinie wznowiono w poniedziałek rozmowy prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z amerykańskimi negocjatorami Steve'em Witkoffem i Jaredem Kushnerem, których celem jest zakończenie wojny wywołanej przez Rosję - podała AFP, powołując się na wysokiego rangą ukraińskiego urzędnika. Pierwsza część negocjacji w takim formacie odbyła się w niemieckiej stolicy w niedzielę - rozmowy trwały ponad pięć godzin.

W poniedziałek wieczorem do Zełenskiego oraz kanclerza Friedricha Merza dołączyć mają w Berlinie przywódcy państw europejskich, m.in. premier RP Donald Tusk, prezydent Francji Emmanuel Macron oraz premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. 

- Cały czas bardzo sceptycznie patrzę na scenariusz zakończenia rosyjskiej inwazji. Nie wynika to z tego, gdzie odbywają się rozmowy - mówił rozmówca Filipa Kekusza. Podkreślił, że powodem jest postawa Rosji i "absolutnie czerwona linia Kremla", który nie decyduje się na żadne ustępstwa. Ekspert zacytował ostatnią wypowiedź rzecznika Kremla. Dmitrij Pieskow stwierdził, że Ukraina nie powinna wchodzić do NATO. - Bądźmy szczerzy, nikt Ukrainy nie chciał przyjmować do NATO przed 2022 roku. Nic się w tej sprawie nie zmieniło. Ale też od roku 2019 w ukraińskiej konstytucji jest zapisane dążenie do NATO jako strategiczny kurs rozwoju państwa ukraińskiego. Jak na razie przynajmniej nie widzę sygnałów, żeby Ukraińcy pokazywali, że będą chcieli go usunąć. Dlaczego? Wpisanie dążenia do przystąpienia do Sojuszu, to wybór cywilizacyjny - argumentował.

"Nie widzę dobrej woli ze strony Moskwy"

Gość "TOK 360" zwrócił uwagę na to, że ocenił przy tym, że rozmowy, które się toczą od ponad miesiąca, nie mówią o tym, jak miałoby wyglądać życie po zakończeniu rosyjskiej inwazji.

- Cały czas mowa jest o wstrzymaniu walk czy wprowadzeniu rozejmu. Inna rzecz, że potencjalny traktat ukraińsko-rosyjskiej będzie wymagał bardzo żmudnych rozmów, które mogą się toczyć latami. Dwa, nie widzę też dobrej woli ze strony Moskwy, argumentów sygnalizujących, że Kreml zrezygnował z części swoich postulatów - dopowiedział ekspert Polityki Insight. 

Rosja - jak dodał - cały czas chce swojemu społeczeństwu przedstawić toczącą się wojną jako zwycięstwo nie tylko nad Ukrainą, ale nad całym Zachodem. Stąd Europejczycy muszą dołączać do stołu negocjacyjnego, by pokazać swoją rolę "w kształtowaniu przyszłej architektury bezpieczeństwa w regionie". - Bo ani bez Ukrainy, ani bez Europy ten system nie może istnieć - wyjaśnił. 

- Czy jesteśmy dziś w momencie, w którym jesteśmy najbliżej zakończenia rosyjskiej inwazji? Myślę, że tak; niewątpliwie. Czy gwałtownie rosną szansę na to, że Rosja zaprzestanie inwazji i się wycofa? Uważam, że cały czas operujemy na bardzo niskim prawdopodobieństwie - podsumował Leon Pińczak. 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca