Z tego Trump i jego ludzie nie zdają sobie sprawy. Chodzi o Rosję
Szybkiego odejścia od nowej strategii bezpieczeństwa, która podpisał niedawno Trump, nie będzie. - Nawet gdyby w Białym Domu zasiadł za kilka lat Demokrata to i tak nie będziemy mieli gwarancji, że Stany Zjednoczone wrócą do roli, którą im wyznaczał ostatni prezydent z ligi prezydentów transatlantyckich, czyli Joe Biden. To już przeszłość - ocenił w TOK FM dr Marcin Fatalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Jest nowa strategia bezpieczeństwa USA;
- Jak mówił w TOK FM dr Marcin Fatalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, to "potwierdzenie tendencji, że Stany Zjednoczone odwracają się od Europy";
- "Biały Dom wyznacza Rosji miejsce jako jednego z partnerów" - zwrócił uwagę ekspert.
Amerykańskie władze opublikowały nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego USA. Dokument wyznaczający priorytety polityki zagranicznej i bezpieczeństwa tego kraju liczy 33 strony. Podkreślono w nim np., że polityka USA w sprawie Europy powinna traktować jako priorytet m.in. powrót do stabilności strategicznej w relacjach z Rosją, umożliwienie Europie wzięcia odpowiedzialności za własną obronę i zapobieganie dalszemu rozszerzaniu NATO.
Strategia mówi także o zerwaniu z dotychczasową polityką zagraniczną w wielu podstawowych aspektach i zmienia główny nacisk polityki zagranicznej z rywalizacji z Chinami na bezpieczeństwo wewnętrzne oraz wyznaczenie zachodniej półkuli jako amerykańskiej strefy wpływów. Powołuje się przy tym się na XIX-wieczną doktrynę Monroe, której uaktualnieniem ma być "uzupełnienie Trumpa".
Jak ocenił w TOK FM dr Marcin Fatalski to potwierdzenie tendencji, że Stany Zjednoczone odwracają się od Europy, że zmienia się logika stosunków międzynarodowych i spojrzenie Stanów Zjednoczonych na stosunki międzynarodowe.
- Teraz musimy sobie odpowiedź na pytanie, jak w tej sytuacji ma się znaleźć Europa, w tym Polska. Tym bardziej, że próba przeczekania Trumpa - w nadziei na to, że nastąpi jakiś zwrot ku przeszłości - jest niesłychanie płonna. Głównie dlatego, że nawet gdyby w Białym Domu zasiadł za kilka lat Demokrata, to i tak nie będziemy mieli gwarancji, że Stany Zjednoczone wrócą do roli, którą im wyznaczał ostatni prezydent z ligi prezydentów transatlantyckich, czyli Joe Biden. To już przeszłość, to już historia - mówił ekspert z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
"To może nie być koniec rosyjskich dążeń"
Kreml z zadowoleniem przyjął nową amerykańską Strategię Bezpieczeństwa Narodowego i rezygnację z nazywania Rosji "bezpośrednim zagrożeniem" - oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, cytowany w niedzielę przez agencję Reutera.
- To mnie bardzo nie widzi, dlatego że Biały Dom wyznacza Rosji miejsce jako jednego z partnerów. Bardzo interesujące jest z kolei to, że właściwie cały ten konflikt, którym my tutaj żyjemy, dla Amerykanów, przynajmniej dla obecnych elit amerykańskich, jest konfliktem, którego zakończenie zamknie w ogóle dyskusję na temat stosunków europejsko-rosyjskich - komentował ekspert z UJ w rozmowie z Karoliną Lewicką.
Jak dodał dr Marcin Fatalski, Stany Zjednoczone uważają wojnę ukraińską za konflikt mający charakter bardzo lokalny, a jego wygaszenie za koniec rosyjskich aspiracji. - Tutaj otwiera się pole do dyskusji, na temat którego chyba ani prezydent, ani Jared Kushner, ani Steve Witkoff sobie nie uświadamiają: to może nie być koniec rosyjskich dążeń do przebudowy porządku nie tylko tutaj, ale także w innych miejscach świata - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP