O co chodzi w puczu w Gabonie? Ekspert wyjaśnia. "Na razie wszyscy nabrali trochę wody w usta"
Po puczu, dokonanym w środę przez armię w Gabonie, wojskowi poinformowali, że dotychczasowy prezydent, Ali Bongo Ondimba, znajduje się w areszcie domowym - podała agencja Reutera. Obalony prezydent zaapelował do swoich zwolenników aby 'robili hałas' w jego obronie. Kilka godzin wcześniej, tuż po ogłoszeniu przez komisję wyborczą informacji o wygranej urzędującego już od dwóch kadencji Bongo wyborów prezydenckich, grupa oficerów przekazała za pośrednictwem telewizji, że przejmuje władzę w kraju, unieważnia wybory, zamyka granice i rozwiązuje szereg instytucji państwowych.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia i próbują zrozumieć, co się w Gabonie wydarzyło, bo to nie jest do końca jasne - mówił w 'Światopodglądzie' w TOK FM prof. Dominik Kopiński z Uniwersytetu Wrocławskiego. Założyciel Polskiego Centrum Studiów Afrykanistycznych zwrócił uwagę, że to już ósmy przewrót w Afryce w ciągu trzech lat, jednak ten jest inny, niż wszystkie dotychczasowe. - Kusi, żeby wrzucić Gabon do tej puli puczów, ale tych podobieństw w zasadzie nie ma. W krajach Sahelu mieliśmy oficjalny powód związany ze stabilizacją i brakiem postępu w walce z dżihadżystami i krytykowanie demokratycznie wybranych liderów za brak tych postępów. Mieliśmy spore przetasowanie na szczytach władzy - wskazał.
Jak wyjaśnił, w Gabonie sytuacja jest inna. - Dynastia rodziny Bongo panuje nieprzerwanie od 53 lat. Nikt, póki co, nie chce też wyrzucać Francuzów, którzy tam są. Nie ma tu żadnych inspiracji rosyjskich, ani wątków wagnerowskich, których próbowaliśmy się doszukiwać w Sahelu. No i nie ma sentymentu antyzachodniego - wyliczał prof. Kopiński.
Rozmówca Agnieszki Lichnerowicz podkreślił, że na razie nie można przesądzić, że pucz ostatecznie się uda. Nie do końca też wiadomo, kto za nim stoi. - Pojawiają się przecieki, że na czele puczystów stoi kuzyn Aliego Bongo, czyli rodzina dzieli się nadal łupami. Jeśli to by się potwierdziło to okazałoby się, że to równie skorumpowany polityk jak Ali Bongo - relacjonował wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.
"Zielony autorytaryzm" i wahanie Zachodu
Prof. Kopiński podkreślił, że dynastia Bongo, która rządzi w Gabonie ponad 50 lat, sabotuje system demokratyczny. - Najważniejszy jest ten limit kadencyjny, który został ustalony w 2003 roku po to, żeby dynastia Bongo mogła rządzić po wieki wieków - wskazał. Ponadto w tym kraju wprowadzono wybory jednoturowe i można je wygrać, nie przekraczając 50 procent.
Jak mówił, można tu więc zadać pytanie, czy wszystkie pucze są złe. Ale świat wciąż waha się, co z tym zrobić. - Na razie wszyscy nabrali trochę wody w usta. Trzeba pamiętać, że Gabon i Bongo uzyskali legitymizację za granicą w zamian za istotne zobowiązania klimatyczne. Gabon to w 90 proc. las równikowy, jedna wielka dżungla. Jest to kraj też bogaty w surowce, który jest największym producentem ropy w Afryce - podsumował gość TOK FM.