Koniec wojny w Ukrainie to początek innych problemów. "Zagrożenie wzrośnie"
Litwa, Łotwa i Estonia, które należą do NATO, ale w przyszłości były we władaniu Związku Radzieckiego, od lat obawiają się rosyjskiej agresji. We wszystkich tych państwach żyje duża grupa osób posługujących się językiem rosyjskim, nie wszyscy z nich chcą nauczyć się języka, który obowiązuje tam, gdzie mieszkają i żyją. Wojna w Ukrainie zwiększyła obawy państw bałtyckich. - Jest tam takie poczucie, że jeżeli wojna w Ukrainie zacznie w jakikolwiek sposób się kończyć, to zagrożenie dla Łotwy i Estonii wzrośnie - mówił w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsatu, przypominając, że propaganda Kremla nazywa państwa bałtyckie "faszystowskimi, rewanżystowskimi, zagrażającymi Rosji".
Dziennikarz był niedawno w Estonii i na Łotwie. - W przypadku takiego kraju jak Estonia, kiedy z granicy rosyjskiej do stolicy państwa - Tallina są dwie godziny jazdy samochodem, to jakiekolwiek działania nawet zaraz za granicą oznaczałoby tak naprawdę paraliż całego kraju - stwierdził.
Jak przygotować się na rosyjską agresję?
Estonia przygotowuje się na groźne scenariusze. Jak poinformował niedawno dowódca estońskich sił zbrojnych gen. Andrus Merilo, jeśli dojdzie do ataku ze strony Rosji, możliwa jest ewakuacja obywateli nawet z obszaru całego kraju, który ma 1 mln 300 tys. mieszkańców.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- W przypadku Łotwy jest niewiele lepiej: odległość od granicy z Rosją czy Białorusią do stolicy - Rygi jest troszkę większa - wyjaśnił. Zdaniem gościa "Połączenia" poczucie zagrożenia jest w państwach bałtyckich odczuwalne. - Oczywiście wszyscy na razie podkreślają, że na razie Rosja jest zaabsorbowana Ukrainą. Słyszałem nawet opinię, że baza 76. Dywizji Desantowo-Powietrznej w Pskowie jest praktycznie opustoszała. A to największa baza niedaleko granicy z Estonią - relacjonował.
Państwa bałtyckie. Wewnętrzne zagrożenie
Scenariusze dotyczące wkroczenia wojsk rosyjskich to nie wszystko. Bo kwestie bezpieczeństwa związane są też z bardzo dużymi grupami mieszkańców państw bałtyckich, którzy posługują się językiem rosyjskim. Jak mówił rozmówca Jakuba Janiszewskiego, w estońskim mieście Narwa, "które jest miastem granicznym, ponad 90 proc. ludności to Rosjanie bądź też ludność rosyjskojęzyczna". Wiele z tych osób ma rosyjski paszport, bo Moskwa w ostatnich latach chętnie je rozdawała. - Część z tych Rosjan, którzy w ciągu ostatniej dekady wzięli rosyjskie paszporty, czyli stali się de facto obywatelami federacji rosyjskiej, przemyślała sprawę i chcieliby jednak zostać obywatelami Estonii. Są przeciwko wojnie, nie podoba im się to, co robi Moskwa. Ale to nie jest to teraz takie proste - opowiadał dziennikarz "Biełastu".
Problemem jest to, że Rosja odmawia procedury zrzeczenia się rosyjskiego obywatelstwa. A to oznacza, że nie można ubiegać się o obywatelstwo Estonii.
Na Europę padł blady strach. Nowy kryzys na horyzoncie. Tego słowa powinniśmy się wszyscy nauczyć
Kacewicz tłumaczył, że dotyczy to najczęściej tych, którzy przez wiele lat istnienia niepodległej Estonii mieli tzw. szare paszporty, czyli nie mieli pełni praw obywateli estońskich. Mieszkali tam, mogli podróżować po Unii Europejskiej, ale nie chcieli zdać egzaminu z języka estońskiego i wiedzy o Estonii. - Krótko mówiąc, nie chcieli być Estończykami. Teraz procent osób z szarymi paszportami pozostał już bardzo niewielki. To głównie ludzie starsi - powiedział. A z kolei młodzi estońscy Rosjanie decydują się paszporty estońskie
- Estończycy, podobnie jak Łotysze bardzo się obawiają tego, w jaki sposób zachowa się mniejszość rosyjska w wypadku agresywnych działań ze strony Rosji - mówił gość TOK FM, dodając, że nie chodzi od razu o pełnowymiarową inwazję, ale o "kumulację działań hybrydowych". Bo incydenty tego typu zdarzają się często. W tym roku doszło m.in. do obrzucenie koktajlami Mołotowa muzeum okupacji w Rydze. - Jest silne poczucie, że Rosja będzie dążyła do wewnętrznej destabilizacji państw bałtyckich - podkreslił gość TOK FM. Zdaniem Kacewicza takie działania przysłużyłyby się "globalnym celom Rosji w odniesieniu do całego Zachodu".