Koniec z rosyjskim prądem. "Zamknięcie niebezpiecznych drzwi"
- Litwa, Łotwa i Estonia całkowicie odłączyły się sieci energoelektrycznej Rosji i Białorusi i zsynchronizują swoje systemy z Europy Zachodnią;
- Przygotowania do tego historycznego kroku trwały blisko 20 lat;
Na dziesięć miesięcy przed planowanym terminem Litwa, Łotwa i Estonia całkowicie wyłączyły swoje połączenia z rosyjską siecią elektroenergetyczną. Operacja trwała blisko 20 lat i była bardzo kosztowna. - Możemy zagwarantować, że w żadnym wypadku nie dojdzie do przerw w dostawie prądu - obiecywał premier Litwy Gintautas Paluckas.
Jak mówił w TOK FM ekspert rynku energetyczno-paliwowego - Piotr Maciążek, jesteśmy świadkami ważnego momentu. - Związek Sowiecki umarł w 1991 roku, ale w niektórych aspektach trwał do dzisiaj. Tak naprawdę zależność energetyczna; to, że państwa bałtyckie znajdowały się nadal w systemie energoelektrycznym z Białorusią i Rosją, to był duży problem - wyjaśnił gość "A teraz na poważnie".
Jak dodał rozmówca Mikołaja Lizuta, utrzymanie starych zasad było wygodne dla Rosji. - Przez wiele lat - szczególne natężenie było przed wojną w Ukrainie - powstawały w okolicy Polski i Litwy duże projekty, z których Rosja i Białoruś chciała eksportować energię do Unii Europejskiej. To, że Litwa nadal znajdowała się w systemie z Rosją i Białorusią, ułatwiało takie inicjatywy. A wiadomo, że jeśli energia i Rosja, to z reguły przekształcało się to w nacisk energetyczny i wielką politykę - stwierdził.
Nie tylko symboliczna zmiana w krajach bałtyckich. "Zamknięcie niebezpiecznych drzwi"
Zmiana jest ważna także dla Polski. - Przypomnijmy sobie dyskusję sprzed lat o elektrowni jądrowej budowanej na Białorusi w Ostrowcu (otwarta została w 2020 roku - red.) - powiedział ekspert, przypominając toczące się wtedy dyskusje na temat tego, "czy kupować stamtąd energię". - Mieliśmy też sprawę z planowaną elektrownią jądrową w obwodzie królewieckim - stwierdził, dodając, że Rosja próbowała to wykorzystać.
Nowy ambasador USA w Polsce. 'Może dochodzić do sytuacji konfliktowych'
Zdaniem Maciążka sytuacja naprawdę była groźna. - Gdybyśmy pokusili się wtedy o to, żeby odbierać energię z tych dwóch projektów poprzez kraje bałtyckie, to być może zablokowałoby to nasze projekty. A przypomnijmy, że sami realizujemy w tej chwili co najmniej dwie lokalizacje w rządowym programie elektrowni jądrowych - zauważył. - Stąd nie jest to tylko kwestia symboliczna, ale zamknięcie pewnych drzwi, które mogły być niebezpieczne dla całego regionu - spuentował rozmówca Mikołaja Lizuta.