Tak Musk "ustawia" Europę. Uda się "nie karmić trolla"? "Nie wygląda to dobrze"
- W nowym odcinku podcastu "Techstorie" Joanna Sosnowska i Sylwia Czubkowska opowiadają o tym, jak technologiczni bossowie przygotowują się na prezydenturę Donalda Trumpa.
- Na poważne zmiany w działaniu serwisów społecznościowych zdecydowała się Meta, gdzie ma pojawić się więcej treści politycznych, fact checking mają zastąpić community notes, a także mniej treści ma być blokowanych.
- Jednocześnie Elon Musk, bliski doradca Donalda Trumpa, coraz chętniej i częściej wypowiada się na temat polityki europejskiej.
Mark Zuckerberg ogłosił pięć zmian, z których cztery są naprawdę ważne dla każdego, także polskiego użytkownika Facebooka czy Instagrama. Chodzi m.in. o zakończenie współpracy z zewnętrznymi organizacjami fact checkingowymi i przejście na system Community Notes, czyli wyjaśnień dodawanych przez samych użytkowników serwisów. To jest mechanizm wprowadzony Twitterze po tym, jak kupił go Elon Musk i zmieniał w X.
Druga ważna zmiana to zwiększenie "swobody wypowiedzi", czyli zniesienie ograniczeń na różne tematy z wyłączeniem oczywiście spraw "nielegalnych i poważnych naruszeń", czyli treści choćby pedofilskich, terrorystycznych, przestępczych. Czyli tłumacząc na polski: wyłączone będą filtry, które uniemożliwiały np. obrażanie mniejszości seksualnych albo rasowych. Trzecia zmiana jest pokłosiem tej drugiej i polega na tym, że mniej treści będzie na Facebooku i Instagramie blokowanych. Czyli będzie mniej prywatnej cenzury.
Czwarta zmiana to większe otwarcie się na treści polityczne. A wszystko to dodatkowo ma być wsparte piątą zmianą, czyli przeniesieniem moderatorów z Kalifornii do Teksasu, bo w Dolinie Krzemowej ma panować "zbyt lewicowy klimat".
Nowy porządek Trumpa. Co nas czeka w 2025 roku? [NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI]
Ale Zuckerberg nie poprzestał na tych zmianach i ogłosił głęboką reformę Mety jako organizacji. Otóż Meta zakończy program "Diversity, Equity and Inclusion" (Różnorodności, równości i integracji), zwany w skrócie DEI. Prawa strona sceny politycznej ruchy w kierunku różnorodności uznaje za wymuszone "ideologią woke", według nich np. dbanie o zatrudnianie kobiet, jeśli wśród mężczyzn są lepsi kandydaci, przeczy zdrowemu rozsądkowi.
Zmiany te są wyraźnie skrojone pod zadowolenie dwóch odbiorców: prezydenta-elekta Donald Trump, który zaczyna urzędowanie już 20 stycznia, i jego cienia, doradcy, sponsora, przybocznego i wanna-be-ministra-ds-zagranicznych Elona Muska.
W pewien sposób jednak końskie zaloty Zucka do Trumpa bledną, jeśli przypomnimy sobie, co też na należącej do niego platformie wyprawia najbogatszy człowiek świata. Musk przekształcił swoje konto na X w środek prowadzenia polityki zagranicznej. Przy czym nie wiadomo, na ile głoszone tam poglądy należą do samego Muska, a na ile podziela je prezydent-elekt.
Na czym polega dyplomacja "iksowa" Elona Muska? Jak reaguje na nią Europa, o której coraz częściej pisze najbogatszy człowiek świata? I jak w tym wszystkim wygląda sytuacja TikToka? Czy jego amerykańska część rzeczywiście może zostać przejęta? A jeśli tak, to przez kogo? O tym w tym odcinku podcastu "Techstorie":