''Lekarz rodzinny+''. ''Dobra zmiana'' w POZ już od października. Każdy Polak pod opieką

1 października chcemy wprowadzić w życie ustawę o podstawowej opiece zdrowotnej - mówi TOK FM wiceminister zdrowia Zbigniew Król. Idea lekarza rodzinnego będzie zmieniona. - To sposób na "wyrzucenie" internistów i pediatrów z POZ - alarmuje

Prace nad ustawą o podstawowej opiece (POZ) rozpoczęły się już kilka miesięcy temu, gdy poznaliśmy pierwszą wersję założeń do ustawy. Potem były wiele razy zmieniane, ale główna idea pozostała. Jeśli plany resortu ma się powieść, to czeka nas błyskawiczna praca w parlamencie. Projekt jeszcze nie trafił pod obrady Rady Ministrów, a uwzględniając całą ścieżkę legislacyjną i wakacje sejmowe musi trafić na biurko prezydenta najpóźniej na początku września. Na początku w ministerstwie projekt pilotował wiceminister Piotr Warczyński i to on stworzył założenia. Po tym jak zrezygnował z funkcji prace prowadzi wiceminister Zbigniew Król, który w rozmowie z TOK FM przyznał, że projekt jest praktycznie gotowy i opowiada o jego założeniach.

Michał Janczura, TOK FM: Pomysły na organizację POZ zmieniają się co kilka miesięcy jaki jest ostateczny pomysł resortu na zmiany? Na jakim etapie są te prace? 

Zbigniew Król: Wszystko wskazuje na to, że uda się, aby przepisy weszły w życie razem z przepisami o tzw. sieci szpitali, czyli 1 października. Jesteśmy już po ponownych konsultacjach międzyresortowych, w najbliższym czasie zmianami zajmie się rząd, a potem wszystko zależy już od prac w parlamencie, ale ten termin który sobie założyliśmy jest realny. 

Jak ma ostatecznie wyglądać ten zespół, który ma się nami pacjentami opiekować? 

- Proponujemy tryb dochodzenia do pewnych rozwiązań, więc jesienią ten zespół niewiele się zmieni. Jest jednak pewne wskazanie ustawowe, aby opiekować się jedną listą podopiecznych, bo przecież nie wszyscy są pacjentami. Dotyczy to lekarza rodzinnego (POZ) i pielęgniarki środowiskowo-rodzinnej (POZ), którzy ze sobą współpracują. Położna środowiskowa (POZ) też ma mieć opiekę nad kobietami z danej listy.

A jak opieka nad podopiecznymi z tej listy będzie wyglądać w praktyce? 

- Chcielibyśmy, aby docelowo każdy Polak miał swojego lekarza rodzinnego, który koordynuje planuje, potrafi doprowadzić do szybszego i skuteczniejszego diagnozowania, który pracuje nad listą podopiecznych tak, aby wybrać zagrażające czynniki zdrowotne w danej populacji i im przeciwdziałać. Lekarz współpracuje z pielęgniarką, która ma tę samą listę podopiecznych. Przekazują sobie informacje i są w stanie dużo lepiej zaplanować jakieś działanie. Pielęgniarka i położna mają za zadanie oprócz współpracy z lekarzem prowadzić także akcje profilaktyczne i promocji zdrowia.

To jak ma wyglądać realizacja tej profilaktycznej roli zespołu? 

- Chcemy, żeby bardziej skutecznie były wykonywane te programy, które są już finansowane czy to przez NFZ, czy przez samorządy. Rola pielęgniarki jest tu nie do przecenienia. Mając wiedzę na temat zagrożeń epidemiologicznych danej populacji można przesterować te programy właśnie tak, by spełniały określoną rolę dla danej grupy. Kluczowa jest tu też rola deklaracji wyboru określonego lekarza. Świadomie deklaruję wybór danego lekarza, a lekarz świadomie przyjmuje moją deklarację - deklarację mojej rodziny - najlepiej w takim odniesieniu. Lekarz pracując z daną populacją jest w stanie interweniować i ukierunkowywać pacjenta na zapobieganie. 

Niech pan poda jakiś przykład, żebyśmy mogli to sobie wyobrazić.

- Jeżeli lekarz ma na swojej liście określoną listę podopiecznych - średnio liczymy, że to będą 2- 2,1 tys. osób na jeden zespół - to wiemy, że z epidemiologii wychodzi około 2,5 proc. osób z cukrzycą, a nie mam tylu na swojej liście. Wtedy powinienem przeprowadzić program poszukiwania tej cukrzycy. To mogą być badania poziomu glukozy przeprowadzane przez pielęgniarkę przy okazji innych wizyt albo poszukiwanie tych chorych poprzez kontakt z rodzinami. 

Z tego co pan mówi wynika, że pielęgniarka środowiskowo-rodzinna ma kluczową rolę w tym systemie. Podobno teraz one też istnieją, ale ja powiem szczerze nigdy nie wiedziałem, kto to jest. Nigdy nie miałem z kimś takim do czynienia.

- To jest właśnie niewydolność tego systemu. Powierzamy tym ludziom ogromną wartość, jaką jest zdrowie, a nawet ich nie znamy. Nie korzystamy z tego tak jak powinniśmy albo system nie pozwala nam na to korzystanie. Dlatego ten nowy POZ ma opierać się na tym, że wybieram z pełną świadomością lekarza i pielęgniarkę. W ustawie są zdefiniowane zakresy czynności, które mają do wykonania, ale dość ogólnie. Rozporządzenia, które przygotujemy określą to bardziej szczegółowo, ale mam takie marzenie, żeby czynności podejmowane przez zespół były odpowiedzią na potrzeby tych obywateli, którzy nas wybrali. 

Na początek planujecie program pilotażowy. Kiedy my dojdziemy do tej pełnej koordynacji, kiedy to wszystko pana zdaniem zacznie funkcjonować tak jak powinno? 

- Program pilotażowy zacznie się na początku 2018 roku i zakończy się w 2019. On będzie realizowany przez NFZ. Chcemy, żeby nam dał jednoznaczną odpowiedź, w jakim stopniu podstawowa opieka zdrowotna ma możliwość poszerzenia zakresu świadczeń, zakresu badań i zakresu terapeutycznego. Jeśli to ustalimy w uzgodnieniu ze środowiskiem POZ, to określimy ten zakres w większym stopniu niż w tej chwili i to będzie obowiązywało od 2020 roku. Lekarza dla rodziny, to jest model docelowy. Tylko on będzie miał możliwość bycia, po 2025 roku, lekarzem POZ.

Czy ten model w jakiś sposób zmierza do tego, żeby lekarze o nas konkurowali? Będą o nas zabiegać, starać się, będą mili i od naszego zadowolenia będzie zależało jakie otrzymają pieniądze?

- Chyba nie do końca chodzi o bycie miłym. Lepiej funkcjonujemy i potrafimy się otworzyć z naszymi problemami zdrowotnymi jeśli mamy za biurkiem kogoś kulturalnego, ale też kogoś, kto profesjonalnie nas o to wypyta. Lekarze pracując na tym polu podstawowej opieki nie konkurują o pacjenta natomiast pewnie konkurują ze sobą o to im więcej bardziej profesjonalnych usług są w stanie zaoferować. 

Pan minister jest chyba za dużym idealistą... 

- Jestem. Medycyna rodzinna, ten lekarz w rodzinie jest takim ideałem. Taki jest cel.

Proszę mi powiedzieć, czy my zauważymy fizycznie jakąś zmianę, gdy te zespoły zaczną powstawać?  

- Ta zmiana nie będzie dostrzegalna od razu. Na pewno będzie dostrzegalna tam, gdzie będzie prowadzony pilotaż, bo tutaj ta opieka w ramach pilotażu powinna być bardziej kompleksowa. Po pilotażu będzie możliwe wprowadzenie zwiększonej koordynacji wraz z możliwością m.in. dokonywania konsultacji w modelu lekarz-lekarz bądź też wprowadzenie rozmowy telefonicznej w ramach konsultacji to będzie to wdrażane. Często jest tak, że lekarz pierwszego kontaktu potrzebuje tylko krótkiej informacji od specjalisty do potwierdzenia tej diagnozy, albo do pokierowania gdzie określone badania można wykonać. Chcemy uniknąć długiego czasu oczekiwania na wizyty u specjalistów, jak i dość często zbyt częstych i niepotrzebnych wizyt u specjalistów, gdyż to samo można osiągnąć dużo szybciej i taniej. 

Czyli ten idealny scenariusz zakłada, że podczas wizyty u lekarza rodzinnego nie otrzymuję skierowania do specjalisty i nie staję w kolejce, ale ten mój lekarz rodzinny dzwoni do specjalisty i próbuje dowiedzieć się czegoś na mój temat i moich dolegliwości?

- Tak.

To, jak rozumiem, wymaga bardzo dobrze działającego systemu informatycznego.

- Już w ramach pilotażu ma działać bardzo zaawansowany system informatyczny i teleinformatyczny. Ma działać na takim poziomie jak ten do którego dążymy w ramach informatyzacji służby zdrowia.

A jaki ma być mechanizm zachęcania lekarzy do tego, żeby realizowali wizję zapisaną w ustawie? Mówiąc wprost: czy będzie więcej pieniędzy?

- Jest zbyt wcześnie, żeby mówić o konkretach finansowania. Sposób finansowania został określony w projekcie ustawy ale szczegóły dotyczące poszczególnych produktów w modelu opieki koordynowej będą uregulowane na poziomie płatnika, po przeprowadzeniu pilotażu.

KOMENTARZE

''PiS chce zamknąć POZ dla wybranych lekarzy''

Kilka lat temu boje z lekarzami POZ toczył Bartosz Arłukowicz, były minister. Dziś twierdzi, że nowe przepisy pod płaszczykiem pięknych idei są ukłonem w stronę jednego środowiska lekarskiego, czyli specjalistów medycyny rodzinnej. W ostatecznym modelu tylko oni będą mogli funkcjonować w POZ.

- Ja jako minister wprowadzałem przepisy, które umożliwiały zakładanie POZ dla pediatrów i internistów. Chodziło o to, by w podstawowej opiece rodzice mogli z chorym dzieckiem iść do kogoś, kto przez lata specjalizował się w leczeniu dzieci. To był mój cel. Trzeba to bardzo wyraźnie podkreślać, że w tej ustawie dokładnie te przepisy wykreślono. Intencją tej ustawy jest wyrzucenie z POZ lekarzy internistów i pediatrów. Chodzi o zamknięcie tej dziedziny medycyny dla lekarzy medycyny rodzinnej. Proszę pamiętać z jakiego środowiska wywodzi się minister Radziwiłł. Ze środowiska lekarzy rodzinnych - mówi Arłukowicz i dodaje, że ustawa nie zawiera żadnych konkretów dotyczących koordynacji leczenia. - W tej ustawie nie jest napisane nic oprócz tego, że to wszystko ma być, ale nie wiadomo, jak to ma się stać -dodaje.

Idea bez gwarancji

Co na to środowisko lekarzy rodzinnych? Szef Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski widzi w tych propozycjach „dobry początek” i tylko początek. Jego zdaniem wprowadzenie istotnych zmian do 2020 roku jest praktycznie niewykonalne i to z wielu powodów:

- Generalnie uważamy, że ustawa jest jeszcze niegotowa. Jeżeli chodzi o opiekę koordynowaną jesteśmy oczywiście za. To będzie wartość, którą pacjenci docenią. Będą czuli, że ktoś nad nimi czuwa. Ustawa niczego jednak nie gwarantuje, pokazuje tylko plan, ale niczego nie zapewnia. Ale my to widzimy jako plan. Jak to zrobić operacyjnie na tym poziomie przy wszystkich niedoróbkach, przy braku informatyzacji. To musi zająć kilka-kilkanście lat, ale nie w trzy lata. Tego się nie da zrobić.  

DOSTĘP PREMIUM