Samobójstwa księży w diecezji tarnowskiej. "Nie są z kruszcu, ale z gliny"
"Najtrudniejszy zawód świata" - tak swój temat numeru tytułuje " Tygodnik Powszechny ". Inspiracją do tematu jest seria samobójstw księży w diecezji tarnowskiej. Według doniesień mediów od 2006 roku życie odebrało tam sobie ośmiu księży, co 'TP' weryfikuje do pięciu przypadków (pozostałe przyczyny rzekomych samobójstw to wypadek, problemy z sercem i rak). Nadal jednak to pięć samobójstw w najlepszej, jak mówił Sporniak, diecezji w Polsce. - Tak jest postrzegana, tam jest najwięcej powołań, największe seminarium - wyjaśniał.
Dlaczego ksiądz - ktoś, kto "urzędowo" głosi, że każde życie ma sens, popełnia samobójstwo? - Wymagania, jakie stawiamy księżom, są często sprzeczne i niemożliwe do spełnienia. To jest bardzo trudny zawód. Nie da się przygotować na wszystkie okoliczności, jakie przyniesie życie. Formacja [kapłańska; proces dojrzewania kandydata - przyp. red.] musiałaby trwać pół życia - tłumaczył w "Popołudniu Radia TOK FM" Sporniak.
Ksiądz jako ktoś "z innego wymiaru"
- Sobór zmienił podejście i zaproponował nowoczesną formację. U nas jednak był jeszcze okres PRL, który zakonserwował wizję księdza jako pośrednika między ziemią a niebem. Jest traktowany jak ktoś z innego wymiaru. Widać to zwłaszcza na wsi - mówił dziennikarz "TP".
Jak tłumaczył gość TOK FM, jeśli ksiądz jest postrzegany w ten sposób, to musi być idealny. - Bo strefa sacrum jest idealna - dodał. Wszelkie najmniejsze potknięcia są bardzo źle odbierane. Nawet jeżeli społeczeństwo będzie wyrozumiałe, to sami księża mają często wizję, że są takimi pośrednikami, więc stawiają niezwykle wysokie wymagania. - To bardzo niebezpieczne i może bardzo szybko zniszczyć - uważa Sporniak.
Ksiądz powinien mieć superwizora
Zdaniem Sporniaka ksiądz, podobnie jak psychoterapeuta, przyjmuje na siebie cudze emocje, choćby podczas spowiedzi. Jednak w przeciwieństwie do osób zajmujących się terapią księża nie mają systemowego wsparcia. - Ksiądz nie ma superwizora. Dlatego postulujemy, żeby sami między sobą tworzyli grupy samopomocowe; dyskutowali o swoich problemach i nie nieśli brzemion sami - tłumaczy dziennikarz.
- Nasz reportaż pokazuje, że księża, którzy popełnili samobójstwo, byli zostawieni sami sobie - dodaje dziennikarz. I podkreśla: - Ksiądz musi sobie w swoim życiu pozwolić na niedoskonałości.
Wszystkiemu winien celibat? Stereotyp
W tekście w 'TP' ks. Jacek Prusak , jezuita i psychoterapeuta sprzeciwia się, jak pisze, stereotypom dotyczącym życia w celibacie. "Które jakoby unieszczęśliwia zdrowych mężczyzn i przyciąga osoby niedojrzałe emocjonalnie - duchowni katoliccy nie tylko nie są grupą o widocznych brakach emocjonalnych, ale w porównaniu do innych mężczyzn wypadają nieco lepiej na wskaźnikach mierzących poziom lęku, depresji i ogólnego psychicznego dobrostanu" - pisze ks. Prusak, powołując się na badania S. J. Rosetti 'Why Priest are Happy. A Study of Psychological and Spiritual Health of Priest' z 2011.
Jak relacjonuje ks. Prusak, wynika z nich, że nie tyle "feudalna struktura" Kościoła może być czynnikiem ryzyka w podjęciu decyzji o samobójstwie, lecz raczej brak właściwego odczytania oznak "wypalenia zawodowego" oraz opór księży i ich przełożonych przed korzystaniem z pomocy psychologicznej.
Jezuita podkreśla, że owo "wypalenie zawodowe" to najczęściej wynik nadmiernych oczekiwań, jakie stawiane są księżom. - Księża nie są z cennego kruszcu zbudowani, lecz z gliny. Tym, co pomaga im nosić łaskę powołania, jest umiejętność przyznania się do swojej niemocy i gotowość przyjęcia pomocy psychologicznej w pracy nad sobą - podkreśla.