Marny los psich seniorów z Palucha. Ich budynek się rozpada, a urzędnicy nie mogą się dogadać

Karolina Wiśniewska
Przez lata mieszkały w budynku, o którym wolontariusze mówili wprost - "ruina". Kiedy padało, woda lała się do środka, gdy spadł śnieg - z niepokojem patrzono, czy dach przypadkiem nie oberwie im się na głowy. Starym i chorym psom ze Schroniska na Paluchu w Warszawie nowe miejsce obiecano już wiele lat temu. Wciąż jednak nie ma podpisanego porozumienia między miastem a zarządcą terenu, którymi są Porty Lotnicze.
Zobacz wideo

W warszawskim Schronisku Na Paluchu psich seniorów jest obecnie około 50. Wielu z nich nie może się poruszać bez pomocy człowieka. Nie widzą, nie słyszą, chorują na serce, tarczycę, mają zwyrodnienia stawów i całą masę innych schorzeń. Bo zwierzęta, podobnie jak ludzie, na starość chorują częściej. Potrzebują większej uwagi, opieki, ale też odpowiednich warunków zapewniających im bezpieczne poruszanie się, ciszę i - zwyczajny, acz niezwykle ważny - święty spokój. O to wszystko psim seniorom z Palucha niezwykle trudno.

Starsze i chore psy w warszawskim schronisku mają wydzieloną specjalną część - zwaną geriatrią. To specjalny pawilon, którego drzwi ponad dwa tygodnie temu zostały zamknięte, bo istniało zagrożenie, że budynek zwyczajnie się zawali. Obrywający się sufit, przerdzewiałe boksy, niedziałające ogrzewanie i problemy z elektryką stanowiły zbyt duże niebezpieczeństwo i dla zwierząt, i dla opiekujących się nimi ludzi.

Schronisko jest jednostką budżetową urzędu miasta stołecznego Warszawy. Pod koniec marca wolontariusze Schroniska Na Paluchu napisali więc list do prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego, w którym zwrócili uwagę m.in. na problem fatalnego stanu pawilonu geriatrii.

"Latem budynek tak bardzo się nagrzewa, że trzeba rozstawiać wiele wentylatorów, by zwierzęta mogły w ogóle oddychać. Zimą problemem są niedomykające się okienka - wyjścia na wybiegi. (…) W deszczowe dni leje się na nie woda przez dziurawe zadaszenia, a zimą zagrożeniem jest zalegający śnieg. Nie ma odważnego do wejścia na dach i uprzątnięcia śniegu z obawy przed jego zawaleniem się. W ścianach i pod podłogą żyją szczury" - opisali warunki, w jakich żyją psy wymagające specjalnej troski.

Nie są to problemy, które powstały z dnia na dzień - o tym, iż psia geriatria wymaga remontu, mówiło się, od kiedy schronisko przeszło pod zarząd miasta, czyli od… 20 lat.

"To nie jest miejsce dla starszych i chorych psów"

Kiedy zamknięto rozpadający się budynek, gdzieś trzeba było ulokować jego mieszkańców. Starsze i schorowane psiaki przeniesiono więc do innych pawilonów, w których wcześniej znajdowały się młodsze i zdrowsze zwierzęta. Nie są to jednak warunki idealne dla starszych i chorych zwierząt, z uwagi na niedostosowaną do ich potrzeb infrastrukturę.

- Pawilony nie są przystosowane do sprawnego funkcjonowania starszych psów, szczególnie niepełnosprawnych, niewidomych, demencyjnych czy słabo poruszających się. Mają zbyt dużo barier architektonicznych - mówi nam Dorota, jedna z wolontariuszek psiej geriatrii. Jak dodaje, główną bolączką są metalowe progi i odpływy na wodę, które psy muszą pokonać, chcąc wyjść z boksu. - Sprawny piesek sobie taką przeszkodę po prostu przeskoczy. Niesprawny nie jest w stanie tego przejść samodzielnie. Trzeba mu pomóc: podnieść, podtrzymać - opisuje.  

Kolejny problem to przymocowane do drzwi boksów metalowe obręcze, w których umieszcza się miski z wodą lub jedzeniem. - U seniorów się to zupełnie nie sprawdza. Pies, który nie widzi albo ma demencję i kręci się w kółko, zwyczajnie uderza się o to głową - mówi wolontariuszka. Do tego dochodzi też śliska podłoga. Aby uchronić zwierzaki przed wypadkiem, opiekunowie i wolontariusze wykładają boksy kocami lub dywanikami, które często trzeba wymieniać. 

Przy starszych i chorych psach potrzeba też więcej miejsca do przechowywania (chociażby na leki czy wspomniane koce). W pawilonach, jak podaje nasza rozmówczyni, tego miejsca nie ma. Brakuje przestrzeni do swobodnej pracy lekarzy weterynarii czy dokarmiania zwierząt, które jedzą o różnych porach.

- Musimy sobie radzić w tej sytuacji i sobie radzimy. Ale gołym okiem widać, że to nie jest absolutnie miejsce dla chorych piesków. Ta zmiana jest trudna, ale trzeba było ją przeprowadzić. Przynajmniej nie musimy się bać, że coś naszym podopiecznym spadnie na głowę - mówi wolontariuszka Dorota.

(Nie) idzie nowe

Plan zburzenia starej geriatrii i zbudowania nowej - bezpiecznej, nowoczesnej i zapewniającej zwierzakom potrzebny komfort - istnieje od lat. Miasto już dawno zarezerwowało na ten cel pieniądze, przygotowało dokumentację i stoi w blokach startowych, by ogłosić przetarg na wyłonienie wykonawcy. Nowa geriatria miałaby być realizowana w formule "zaprojektuj i wybuduj", w technologii modułowej (kontenerowej). Dzięki temu mogłaby powstać szybciej i - w razie konieczności - być łatwiej przeniesiona w inne miejsce.

Na stronie urzędu miasta czytamy, że nowa przestrzeń zapewnić ma "stały nadzór lekarski" oraz "profesjonalną i indywidualną opiekę nad czworonogami w podeszłym wieku". Oprócz tego będzie też nowy teren zielony, przearanżowane psie wybiegi czy "kąciki adopcyjne" mające ułatwić "budowanie relacji między czworonogami a ich przyszłymi właścicielami". W tym pięknym planie jest jednak dość zasadnicze "ale" - miejsce, a raczej jego brak.

Schronisko na Paluchu znajduje się w sąsiedztwie Lotniska Chopina w Warszawie. Większość tego terenu (około 2 z 3 hektarów) nie należy do miasta, lecz do Skarbu Państwa. Użyczają go schronisku Państwowe Porty Lotnicze (PPL). Na terenie Portów znajduje się też psia geriatria.

Schronisko Na Paluchu w Warszawie znajduje się w dzielnicy Włochy, zaraz obok Lotniska Chopina.Schronisko Na Paluchu w Warszawie znajduje się w dzielnicy Włochy, zaraz obok Lotniska Chopina. Screen z Google Maps

By można było zmodernizować pawilon, miasto potrzebuje od PPL gwarancji użyczenia części nieruchomości na 10 lat. W przeciwnym razie, jak mówi nam Justyna Glusman (dyrektorka koordynatorka ds. zrównoważonego rozwoju i zieleni w ratuszu) urzędnicy mogą narazić się na zarzut niegospodarności związany z inwestowaniem na gruncie, co do którego nie ma prawa własności ani pewności, że umowa dzierżawy nie zostanie wymówiona wcześniej z zastosowaniem 6-miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Sprawa ciągnie się od ponad czterech lat, bo dyrektor schroniska Henryk Strzelczyk pierwszy wniosek do PPL wysłał w styczniu 2017 roku. Wynegocjował nową umowę użyczenia, ale do tej pory władze Portów jej nie podpisały.

Światełko w tunelu pojawiło się pod koniec 2019 roku, przy okazji awantury o budżet dla schroniska, który rzekomo miał być obniżony (co okazało się nieporozumieniem - sprawę opisywaliśmy tu). Radni Prawa i Sprawiedliwości alarmowali w mediach, że Trzaskowski zabiera Paluchowi ponad milion złotych. Głos zabrał wtedy sam premier Mateusz Morawiecki, który w mediach społecznościowych oznajmił, że "ochrona braci mniejszych jest bardzo ważna" i zaprosił przedstawicieli schroniska do siebie.

Dyrektor postanowił wykorzystać to wydarzenie do pchnięcia tematu geriatrii. Wydawało się, że jest zielone światło do dalszych negocjacji i w końcu do ostatecznej finalizacji umowy.

Pod koniec 2020 roku nastąpiła jednak zmiana Zarządu PPL, w tym na stanowisku wiceprezesa PPL, w którego gestii leży podpisanie umowy ze schroniskiem. Został nim Paweł Siennicki, wcześniej redaktor naczelny dziennika "Polska Metropolia Warszawska" (Polska Press Grupa). - Pan Siennicki poprosił o chwilę czasu na zapoznanie się z dokumentacją. To było w styczniu i od tego czasu nie mamy od niego odpowiedzi - informuje Justyna Glusman.

Siennicki miał nieco ostudzić entuzjazm urzędników co do udzielenia gwarancji aż na 10 lat. Fakt, że tak długi okres jest niemożliwy, sygnalizowali też wcześniej przedstawiciele portów m.in. w piśmie, które jedna z posłanek udostępniła w mediach społecznościowych. Informowano w nim, że użyczenie jest możliwe do końca 2027 roku "w związku z ewentualnym terminem zamknięcia Lotniska Chopina". Okęcie miałoby z kolei zostać zamknięte w związku z powstaniem Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie.

Czy inwestycja ta w ogóle powstanie, to wciąż wielki znak zapytania. Glusman wskazuje jednak, że miasto w tej sprawie poszło na kompromis i w projekcie umowy z PPL znajduje się zapis, że w przypadku podjęcia decyzji o zamknięciu Okęcia i wykorzystaniu gruntów przy schronisku, umowa może być wypowiedziana 31 grudnia 2027, odstąpiono też od zamiaru zabudowy trwałej na rzecz zabudowy modułowej. Odpowiedzi od PPL jednak nie ma.

- Wciąż czekamy. Pan prezydent Trzaskowski 26 kwietnia wystosował pismo do premiera Morawieckiego, w którym prosi o podjęcie pilnych działań mających na celu sfinalizowanie podpisania umowy - informuje dyrektorka Glusman. - Tu naprawdę nie ma zaniechań ze strony miasta. Ta sprawa jest procedowana non stop od stycznia 2017 roku. W tej kadencji prace zostały zintensyfikowane. Jest projekt funkcjonalno-użytkowy dla tego zadania. W budżecie miasta zabezpieczono środki w kwocie 4,3 mln zł na realizację. Byliśmy przekonani, że w momencie rozwiązania wszystkich problemów formalnoprawnych nie będzie żadnych przeszkód - dodaje.

A co, jeśli CPK jednak powstanie?

Pytana o ewentualny "plan B", gdyby Porty umowy jednak nie podpisały, przyznaje: "Nie mamy na ten moment 'planu B'". - Nigdy nie otrzymaliśmy sygnału, że to rozwiązanie jest negatywnie ocenianie przez naszego partnera ani ze strony Ministerstwa Infrastruktury, ani ze strony premiera, ani ze strony PPL, więc trudno tworzyć "plan B" na wypadek czegoś, co nie istnieje - przekonuje.

Choć na dziś perspektywa zamknięcia Okęcia ze względu na powstałe CPK wydaje się mało prawdopodobna, może warto sobie zadać pytanie - co w sytuacji, kiedy warszawskie lotnisko rzeczywiście przestanie istnieć. Na sejmowej komisji w środę minister Marcin Horała poinformował, że decyzje co do przyszłości Okęcia podejmowane będą w okresie 2025-2027.

- Mamy wtedy kilka lat na szukanie nowego terenu. Być może pod całe schronisko. Nikt o tym w tej chwili nie rozmawia - informuje Glusman. Przekonuje, że obecna lokalizacja Palucha jest bardzo dobra: oddalona od zabudowy mieszkaniowej, z miejscami do spacerowania dla psów i jednocześnie pętlą autobusową, która zapewnia dojazd komunikacją miejską.

- Jeśli okazałoby się, że lotnisko byłoby zamykane, to po prostu musimy doprowadzić do jakiegoś sensownego i systemowego rozwiązania. Może porozumieć się z PPL i wymienić na działki? Trzeba po prostu usiąść i się dogadać. Wspólnie i dla tej sprawy, a nie przerzucać odpowiedzialnością - podsumowuje nasza rozmówczyni.

W piątek warszawski ratusz otrzymał od KPRM zgodę na dzierżawę terenu, którą minister Marcin Horała podpisał i przekazał PPL już w styczniu.

O to, dlaczego Porty Lotnicze nie chcą się zgodzić na podpisanie umowy ze schroniskiem i czy jest szansa na szybkie zakończenie sprawy, zapytaliśmy spółkę jakiś czas temu. Rzecznik Lotniska Chopina wysłał nam oświadczenie, w którym opisuje, jak PPL pomaga bezdomnym zwierzętom i nadmienia, że w 2018 roku spółka znalazła się wśród laureatów gali "Przyjaciel Schroniska na Paluchu". W piśmie nie ma jednak odpowiedzi na poruszone przez nas kwestie. Pytania wysłaliśmy także do Ministerstwa Infrastruktury oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Czekamy na odpowiedź.

Miejsce godne patrona

Na początku marca prezydent Rafał Trzaskowski poinformował, że chciałby, aby warszawskie schronisko dla zwierząt nosiło imię Jana Lityńskiego i wkrótce zwróci się z taką inicjatywą do rady miasta. Przypomnijmy, były działacz opozycji w PRL Jan Lityński utonął 21 lutego w Narwi (w okolicach Pułtuska), próbując ratować psa, pod którym załamał się lód.

Niedługo po tej zapowiedzi w internecie pojawiła się petycja "wolontariuszy i sympatyków" Schroniska Na Paluchu właśnie do prezydenta Trzaskowskiego. Jej autorka - Bożena Urawska - pisze, że znała Jana Lityńskiego i informację o tym, iż miałby on zostać patronem schroniska, przyjęła "z radością". Dalej prosi jednak, by "schronisko, a zwłaszcza jego infrastruktura i stan techniczny, były godne jego imienia".

W komentarzach do petycji podobnych głosów jest więcej. "Jestem wolontariuszem nie od dziś i znam problemy schroniska, które się nawarstwiają, a reakcji brak. W pełni słuszne pismo" - pisze Łukasz.

"Jestem wolontariuszem w Schronisku na Paluchu i los naszych bezdomniaków jest mi bliski. Jako warszawianka od kilku pokoleń i wyborca naszego warszawskiego prezydenta wierzę, że jemu los naszych bezdomnych warszawskich psów i kotów jest również bliski" - zastanawia się Małgorzata. Anna z kolei podaje wprost: "To skandal, że najstarsze i najbardziej potrzebujące zwierzęta po raz kolejny stają się ofiarami ludzkiej obojętności!".

W piśmie do prezydenta czytamy nie tylko o psiej geriatrii, ale też o szeregu innych "braków i niedostatków", w tym konieczności powiększenia budynku kociarni, która latem pęka w szwach czy "grożącej awarią instalacji elektrycznej" w szpitalu zakaźnym. Zbiórka podpisów pod petycją trwa. Do tej pory poparło ją ponad 2 tysiące osób.  

Schronisko dla zwierzątSchronisko dla zwierząt Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

DOSTĘP PREMIUM