"Cudowna" krew pępowinowa i poważny problem z nadzieją, którą daje. "To polisa bez pokrycia"

- Szansa na wykorzystanie krwi pępowinowej w leczeniu dziecka, od którego ona pochodzi, jest znikoma - mówił w TOK FM prof. Józef Dulak, Kierownik Zakładu Biotechnologii Medycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Prezydium Komitetu Biotechnologii PAN.

Wprowadzony w 2018 roku zapis w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia sprawił, że prywatne firmy od lat mają darmową reklamę w szpitalach. Chodzi o banki pobierające i przetrzymujące krew pępowinową, oczywiście odpłatnie. Ma to być szansa na wyleczenie w przyszłości wielu chorób komórkami macierzystymi. Ministerstwo Zdrowia, pytane przez TOK FM, skąd taki zapis w rozporządzeniu, w odpowiedzi błyskawicznie zmieniło prawo i zapis usunęło. 

- To zastanawiający przepis, bo w Polsce nie ma publicznych banków krwi pępowinowej - przyznał w "Poranku Radia TOK FM" prof. Józef Dulak. Publicznych, czyli takich, które przyjmowałyby krew pępowinową za darmo i wykorzystywały do leczenia potrzebujących jej pacjentów. W rozmowie z Karoliną Głowacką prof. Dulak tłumaczył, że szansa wykorzystania krwi dziecka w leczeniu tego dziecka jest bardzo znikoma. A powodów jest kilka.

- Jeśli u dziecka rozwinie się nowotwór krwi, to nie ma podstaw do jej stosowania, bo jest ryzyko, że w tej krwi zawarte są komórki zmutowane, które po pewnym czasie rozwinęły się w komórki nowotworowe. Poza tym tej krwi jest zbyt mało, więc dla dziecka, które osiągnie pewną masę, w uzasadnionym przypadku zastosowania krwi pępowinowej w przeszczepach łączy się krew pępowinową pochodzącą od różnych dawców - wyjaśniał ekspert. Przyznał, że w pewnych wyjątkowych przypadkach te komórki mogą być wykorzystane u rodzeństwa, ale tu prawdopodobieństwo wynosi poniżej 1/1000 proc.

Co naprawdę może krew pępowinowa?

Jak dodał, wedle dzisiejszej wiedzy krew pępowinowa może być wykorzystana w leczeniu chorób krwi i w wyjątkowych sytuacjach w terapiach eksperymentalnych. - Ale nie w sytuacjach, o których dowiadują się rodzice - podkreślał rozmówca Karoliny Głowackiej. Prowadząca zwracała uwagę, że na stronie największego polskiego banku krwi pępowinowej mowa jest o możliwości wykorzystywania jej w terapii m.in. dziecięcego porażenia mózgowego czy autyzmu. 

- W świetle obecnej wiedzy, według wytycznych odpowiedzialnych instytucji, nie ma uzasadnienia do stosowania tej krwi w tak rozmaitych chorobach, o jakich mogą się dowiadywać rodzice - odpowiedział prof. Dulak. Jak dodał, "poważnym problemem jest mieszanie informacji o wykorzystywaniu i skuteczności komórek macierzystych w leczeniu np. z nowotworów krwi, z informacjami o tym, że takie komórki są stosowane w terapiach eksperymentalnych w tych kilkudziesięciu chorobach, które według obecnej wiedzy nie mają żadnego związku z komórkami macierzystymi". - W dodatku nie wiadomo, na jakiej zasadzie miałyby w tych przypadkach działać, a poza tym jeśli są podawane, pochodzą od innego dawcy - wyjaśniał gość TOK FM.

Nadzieja bez pokrycia?

Okazuje się, że już od kilku lat zwracają na to uwagę towarzystwa naukowe i instytucje regulujące dopuszczające terapie. - 28 kwietnia 2020 roku Komitet Zaawansowanych Terapii Europejskiej Agencji Leków wydał stanowisko przestrzegające przed tymi tzw. terapiami oferowanymi w problemach takich jak autyzm, porażenie mózgowe dziecięce, porażenie zanikowe boczne, choroby serca, różnego rodzaju dystrofie itd. - wyliczał prof. Dulak. Podkreślał, że wydanie przez EMA zgody na wytwarzanie komórek nie jest jednoznaczne z wydaniem zgody na ich stosowanie w leczeniu określonych schorzeń ani nie oznacza, że taka terapia będzie skuteczna. 

Prof. Dulak przytoczył słowa dziekana wydziału medycznego uniwersytetu Harvarda, który stwierdził, że terapie tego typu są oferowane albo przez szarlatanów, albo przez lekarzy, który nie mają świadomości skomplikowania komórek macierzystych. 

Podkreślił jednocześnie, że sama procedura pobrania krwi pępowinowej nie jest zagrożeniem dla dziecka czy matki. - Ale jest to polisa bez pokrycia - dodał.

DOSTĘP PREMIUM