"Z NIK fundamentalnie się nie zgadzam". Szef komisji ds. pedofilii o "działaniu w stanie wyższej konieczności"

Najwyższa Izba Kontroli zarzuciła Państwowej Komisji ds. Pedofilii m.in. niegospodarność. Z tymi zarzutami nie zgadza się prof. Błażej Kmieciak, szef komisji. - W sytuacji, gdy tworzymy zupełnie nowy byt, jednak jest pewien margines błędu. Mamy też prawo się bronić. Działaliśmy w stanie wyższej konieczności - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

"Gazeta Wyborcza" dotarła do wstępnego raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat Państwowej Komisji ds. Pedofilii. Ten nie pokazuje ciała, którym kieruje prof. Błażej Kmieciak, w pozytywnym świetle. Lista zarzutów jest długa, wszystkie one sprowadzają się do nieprawidłowości związanych z wykonaniem budżetu instytucji

Sam prof. Kmieciak w rozmowie z TOK FM ubolewa przede wszystkim na bierność polityków. Jednym z głównych zadań, powołanej w 2020 roku komisji, miało być przeprowadzanie postępowań wyjaśniających w sprawach pedofilskich, które się przedawniły. Zgodnie z ustawą komisja ma możliwość wpisywania sprawców pedofilii do rejestru sprawców przestępstw seksualnych. W rzeczywistości nie korzysta z tych uprawnień, bo sama uznała, że obecne przepisy są dziurawe i nie gwarantują m.in. zachowania konstytucyjnej zasady równości stron wobec prawa. 

Przedstawiciele komisji prosili polityków, by naprawili w tej kwestii prawo. Tak się jednak nie stało. - To jest ustawa, która dotyczy ochrony małoletnich, ochrony dzieciaków przed przemocą seksualną -  tłumaczył prof. Kmieciak. Zapewnił przy tym, że od początku tego roku dostawał pozytywne sygnały z Kancelarii Prezydenta, która miała przeforsować zmiany. - Średnio raz w tygodniu upominałem się o tę sprawę w różnych miejscach. Po to, żeby coś z tym zrobić, żeby ta ustawa weszła - mówił. Politycy - mimo szumnych zapowiedzi - walkę z pedofilią zepchnęli jednak na dalszy plan. I tutaj - jego zdaniem - zaczęły się problemy Komisji, także te obecne - z Najwyższą Izbą Kontroli. 

"Z Najwyższą Izbą Kontroli mamy protokół niezgodności"

NIK uznała, że zatrudnienie osób w komisji do przygotowań postępowań było niezgodne z prawem i nie miało uzasadnienia. Tym bardziej, że w kwietniu ubiegłego roku komisja sama podjęła uchwałę o wstrzymaniu zadań wynikających z ustawy. - Tu z Najwyższą Izbą Kontroli mamy protokół niezgodności, dlatego, że pracownicy departamentu postępowań wyjaśniających nie prowadzą postępowań wyjaśniających, ale wykonują mnóstwo innych działań, które są związane z postępowaniami wyjaśniającymi. To jest chociażby ustalenie, czy Kowalski żyje, czy Nowak żyje. Z Najwyższą Izbą Kontroli fundamentalnie się nie zgadzam - zastrzegł w rozmowie z TOK FM szef komisji Błażej Kmieciak. 

Od października 2021 roku w departamencie postępowań wyjaśniających pracowało troje pracowników; do grudnia przeznaczono na ich wynagrodzenia 40 tys. zł. Od stycznia miało ich być już sześciu. W opinii prof. Kmieciaka, komisja musiała zatrudnić nowe osoby.  - W 2021 r. na przełomie października i listopada mieliśmy zapewnienie, że projekt znowelizowanej ustawy wejdzie do Sejmu. W tym momencie na przedpolu, musieliśmy przygotować bardzo trudne procedury orzekania w sprawach przedawnionych, dotyczące wpisania obywatela RP do rejestru sprawców, do rejestru pedofilii - tłumaczył. 

Zastrzegł, że gdyby miał sytuację odwrotną, że np. w ciągu 24 godzin ustawa byłaby uchwalona, a po 48 godzinach podpisana w Pałacu Prezydenckim, to okazałoby się, że "nagle nie ma pracowników". - Mam 143 sprawy, które są często wielowątkowe i wielotomowe, a nie mam kim ogarnąć tematu. Wtedy zarzut niegospodarności musiałbym przyjąć na klatę, teraz będę z nim dyskutować - podkreślił. 

"Działaliśmy w stanie wyżej konieczności" 

NIK ma jeszcze inne zaostrzenia wobec komisji. Chodzi o nieprawidłowości i niegospodarność przy szukaniu wykonawcy (drugiego) logotypu komisji oraz doradcy w kampanii społecznej. Odbyło się to bez przetargów i konkursów (zamówień udzielono na kwotę ok. 935 tys. zł). - Logotyp pierwszy był tańszy, przyjęty przez pierwszego dyrektora generalnego, który potem złożył rezygnację. Nie do akceptacji. Nie do przyjęcia. Przypomniał jedno z logo kolei państwowych. Druga kwestia - wybór eksperta. Nie był to nikt wskazany przez znajomego znajomych. Poznaliśmy go podczas jednego z postepowań kwalifikacyjnych do pracy w komisji. Nie wygrał konkursu, dał się za to poznać jako ekspert w zakresie moderowania i prowadzenia kampanii - skomentował.

Przewodniczący komisji podkreślił, że i tu nie złamał prawa. Także dlatego, jak mówił, że "komisja ma regulamin i kwoty powyżej, których jest konkurs i poniżej których konkursu nie ma". Choć nie wykluczył błędu. - W sytuacji, gdy tworzymy zupełnie nowy byt, jednak jest pewien margines błędu - podkreślił. - Mamy też prawo się bronić. Działaliśmy w stanie wyżej konieczności - dodał.

Przewodniczący komisji był też pytany, czy cała sprawa nie dowidzi, że PiS o walce z pedofilią dużo mówił, ale powołanie komisji traktowało jako listek figowy - komisja jest, ale niewiele może. - Widzę tutaj sens, przede wszystkim w sytuacji, w której możemy doprowadzać sprawców do wpisu, bo to jest unikalne zadanie komisji. Jeśli takiej możliwości nie będzie, to jestem przekonany, że wtedy intensywniej będą rozważał inne opcje - skomentował.

Czy Kmieciak rozważa dymisję? - Jeżeli mam być wyłącznie jakąś fasadą, to nigdy się na to nie zgodzę - odpowiedział przewodniczący. 

O komentarz w sprawie wstępnych wyników kontroli TOK FM poprosił też Najwyższą Izbę Kontroli. Jej rzecznik zastrzegł jednak, że do czasu ostatecznego raportu musi wstrzymać się z wypowiedzią.

DOSTĘP PREMIUM