Za plecami Czarnka są "dymiące lufy Kościoła". Ojciec dziecka z in vitro o tym, dlaczego idzie do sądu

Kilkadziesiąt osób z całej Polski chce wytoczyć proces prof. Wojciechowi Roszkowskiemu, autorowi podręcznika do HiT. - W języku ludzi kulturalnych nie ma słów dostatecznie obelżywych, żeby wystarczająco dobrze opisać, co poczułem, gdy przeczytałem fragment o in vitro. Uważam, że jest to karygodne, by stygmatyzować dzieci. To politycy doprowadzili do tej sytuacji, ale za ich plecami stoją hierarchowie Kościoła katolickiego z dymiącymi lufami pistoletów. Bo to oni zaczęli tę nagonkę, mówiąc, że in vitro to hodowla ludzi - mówił w TOK FM Kamil Mieszczankowski, ojciec dziewczynki, która przyszła na świat przy pomocy metody in vitro.
Zobacz wideo

Rodzice dzieci poczętych metodą in vitro chcą wytoczyć proces prof. Wojciechowi Roszkowskiemu, autorowi kontrowersyjnego podręcznika do przedmiotu "Historia i Teraźniejszość". Przypomnijmy, w książce, z której od września mają się uczyć dzieci, znalazł się fragment porównujący in vitro do "hodowli" ludzi. "Kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju 'produkcję'? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej. Ileż to razy słyszymy od ludzi wykolejonych: nie byłem kochany w dzieciństwie, nikt mi nic nie dał, więc sam sobie muszę brać" – czytamy w podręczniku.

Mec. Wojciech Kozłowski mówił w TOK FM, że zgłosiło się do niego już kilkudziesięciu rodziców i samych dzieci, bo niektóre z nich są już pełnoletnie. - Czują się bardzo skrzywdzone i bardzo przeżywają takie słowa jak "hodowla" i "produkcja". Takie wypowiedzi grożą tym, że kilkaset tysięcy uczniów będzie się uczyło, iż można krzywdzić dzieci z in vitro. Dlatego teraz działanie prof. Roszkowskiego stało się tak dobitne i może skutkować dalszymi krzywdami – mówił prawnik z kancelarii Dentons.

W jego ocenie takie treści, jak wspomniany fragment o in vitro, "zatruwają serca i umysły uczniów". - Tego jeszcze można uniknąć. Moi klienci nie występują do sądu po to, by poznać tam pana Roszkowskiego, tylko zapobiec szkodzie, która dopiero nastąpi. Chodzi o to, żeby nie doszło do eskalacji – stwierdził.

Dlatego - jak dodał - jego klienci domagają się, by autor kontrowersyjnego podręcznika usunął z niego fragment mówiący o in vitro, a także by do wydrukowanych już egzemplarzy załączył erratę w formie przeprosin. - Po to, by wszyscy wiedzieli, że dzieci z in vitro i ich rodzice zasługują na taką samą ochronę i szacunek jak wszyscy inni ludzie. A nie żeby byli dzieleni na lepszych i gorszych – podkreślił.

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski przypomniał, że z nieoficjalnych informacji Onetu wynika, że wydawnictwo Biały Kruk ma zamiar usunąć z podręcznika do HiT lub zmienić fragment dotyczący in vitro. - To zmieni całą sytuację, o ile ta informacja się potwierdzi. Jeśli wydawnictwo się na to zdecyduje i jeśli pan prof. Roszkowski pójdzie po rozum do głowy, to będę przekonywał klientów do tego, by nie eskalować sporu. Bo nie chodzi o to, żeby spierać się w sądzie, tylko by zapobiec ludzkiej krzywdzie – tłumaczył i zastrzegł, że ostateczną decyzję w sprawie pozwu podejmą jego klienci.

Na koniec docenił wypowiedź posłanki PiS Joanny Lichockiej, która przyznała, że "fragment dotyczący in vitro powinien zostać usunięty z podręcznika albo zmieniony - po to, żeby nie było tam sformułowań, które mogą uderzać w godność dzieci poczętych w wyniku in vitro i ich rodziców". - Mimo że pochodzi z obozu politycznego PiS, miała odwagę powiedzieć, że tak pisać o dzieciach z in vitro nie można – powiedział. Przyznał jednak, że to stało się późno, ale – jak dodał - "lepiej późno niż wcale".

"Dymiące lufy pistoletów hierarchów Kościoła"

Innego zdania o słowach posłanki PiS był w TOK FM Kamil Mieszczankowski, ojciec dziewczynki, która przyszła na świat przy pomocy metody in vitro. W jego ocenie wypowiedź Joanny Lichockiej to taktyczne wycofanie się władzy pod wpływem społecznych głosów oburzenia. - Ona nie powiedziała tego bez uzgodnienia z wyższą instancją. Dopiero, gdy w inetrnecie zawrzało, PiS podjęło decyzję, żeby dokonać korekty swojego stanowiska. Ale dopóki nie zobaczę konkretnych tego skutków, nie uwierzę. Nie mam zaufania do obecnej władzy - podkreślił.

Wyznał, że gdy przeczytał fragment podręcznika do HiT o metodzie in vitro, był bardzo mocno urażony. - W języku ludzi kulturalnych nie ma słów dostatecznie obelżywych, żeby wystarczająco dobrze opisać, co wtedy poczułem. Uważam, że jest to karygodne, by stygmatyzować dzieci. To politycy doprowadzili do tej sytuacji, ale za ich plecami stoją hierarchowie Kościoła katolickiego z dymiącymi lufami pistoletów. Bo to oni zaczęli tę nagonkę, mówiąc, że in vitro to hodowla ludzi. A to, co się znalazło w książce, to jest już tylko egzekucja tych poglądów i próba wprowadzenia ich do szkoły publicznej. Na to się nie zgadzam – podkreślił.

Dlatego - jak dodał - ogłosił w internecie zbiórkę na prawnika, by pozwać ministra edukacji Przemysława Czarnka oraz twórców podręcznika do HiT. Dostał od internautów ogromne wsparcie, czego dowodem jest wynik zbiórki – zamiast planowanych 30 tys. zł przyniosła ponad 300 tys. zł. W TOK FM zapewnił, że nadwyżkę pieniędzy przekaże na fundacje wspierające osoby, które potrzebują in vitro. - Kwota ok. 300 tys. zł zostanie przekazana na to, aby zostały poczęte nowe dzieci i aby świadomość w Polsce dot. metody in vitro była bardziej powszechna – podsumował.

DOSTĘP PREMIUM