Wiceminister Kaczmarczyk i sprytny sposób na tańszą ziemię bez przetargu

Gdy był młodym posłem Kukiz'15, grzmiał z sejmowej mównicy o "pseudorolnikach", którzy dzięki układom i kontaktom załatwiają sobie "wielkie latyfudia ziemskie". Kilka lat później pomógł bratu poddzierżawić 141 ha państwowej ziemi z pominięciem wprowadzonego przez PiS prawa. O niejasnych okolicznościach użytkowania ziemi przez braci Kaczmarczyków pisze "Wirtualna Polska".
Zobacz wideo

Norbert Kaczmarczyk zaistniał w świadomości opinii publicznej po tym, jak media rozpisywały się na temat jego hucznego wesela. Przyjęcie z udziałem 1,5 tysiąca gości, występy gwiazdy disco polo - zespołu Bayer Full, a przede wszystkim prezent w postaci wartego 1,5 mln zł ciągnika sprawiły, że o szerzej nieznanym wiceministrze rolnictwa zrobiło się głośno. 

Kaczmarczyk najpierw tłumaczył, że drogi prezent otrzymał od brata Konrada. Później zaś zmienił zdanie i stwierdził, że nie otrzymał w prezencie ślubnym ciągnika, a jedynie możliwość jego współużytkowania. 

Teraz "Wirtualna Polska" opisuje kolejną niejasną transakcję z udziałem braci Kaczmarczyków.

Poddzierżawa zamiast przetargu. "WP": Tak bracia Kaczmarczyk ominęli wprowadzone przez PiS prawo

We wsi Kępie na granicy województw małopolskiego, śląskiego i świętokrzyskiego brat wiceministra Kaczmarczyka w uprawia 141 ha ziemi. Umowę na poddzierżawę podpisał z pominięciem obowiązującego prawa.

W 2016 roku pod hasłem "obrony polskiej ziemi przed spekulantami", PiS zmienił ustawę regulującą obrót ziemią. Do przepisów wprowadzono między innymi zakaz dzierżawy ziemi z państwowych zasobów ludziom, którzy nie są rolnikami wystarczająco długo i nie mieszkają w gminie, w której położona jest nieruchomość przeznaczona pod dzierżawę.

Norbert Kaczmarczyk, który w tamtym czasie był młodym posłem Kukiz'15, wyrażał duże poparcie dla tych zmian. - Rolnicy żyją z ciężkiej pracy, a nie tylko z dopłat. Dopłaty nie mogą być sposobem na życie dla pseudorolników mających układy w agencjach rolnych, którzy załatwili sobie wielkie latyfundia ziemskie dzięki swoim kontaktom. Bo ci ludzie niszczą polskie rolnictwo - grzmiał wówczas z mównicy sejmowej.

Kilka lat później, już jako poseł Prawa i Sprawiedliwości pomógł swemu bratu ominąć wprowadzone w 2016 roku przepisy i poddzierżawić ziemię w gminie, w której żaden z nich nie mieszka. W dodatku za poddzierżawę płacą kilkukrotnie mniej, niż inni rolnicy uprawiający ziemię w tym regionie. 

"Wiedza ta w regionie była powszechna"

Bracia Kaczmarczykowie umowę poddzierżawy podpisali w 2020 roku z panem Robertem, rolnikiem, który od lat dzierżawił 157 ha ziemi po dawnym PGR-ze. Jak opowiedział dziennikarzom "Wirtualnej Polski", kiedy przejmował ten teren, prawo mówiące o dzierżawie państwowej ziemi wyłącznie rolnikom zamieszkującym daną gminę jeszcze nie obowiązywało. Kiedy skończył 70 lat i uznał, że nie ma dalej siły na pracę na roli, a jego dzieci nie chciały przejąć po nim tego zajęcia, zgłosił się do lokalnego oddziału Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, by poinformować o rezygnacji z dzierżawy. Wówczas ziemia powinna trafić na przetarg.

Rolnik nie zdążył jednak złożyć oficjalnego pisma w tej sprawie, bowiem otrzymał telefon od Konrada Kaczmarczyka z propozycją poddzierżawy. Dziennikarzom wp.pl nie udało się ustalić, skąd brat wiceministra wiedział, że pan Robert planuje zrzec się dzierżawy. Sam Norbert Kaczmarczyk w odpowiedzi na pytania dziennikarzy odpisał, że "wiedza ta była powszechna w regionie", choć pan Robert zapewnia, że o swojej wizycie w KOWR nikomu nie powiedział. Podpisując umowę poddzierżawy, braciom udało się ominąć przepis mówiący o zakazie dzierżawy rolnikom niemieszkającym w danej gminie, bowiem obaj zamieszkują w oddalonych o 60 km Czajęczycach.

Druga budząca wątpliwości kwestia to stawka, jaką Konrad Kaczmarczyk płaci za dzierżawę ziemi. Lokalni rolnicy, którzy otrzymują w tej okolicy pola pod uprawę w drodze przetargu, zwykle płacą za nie ok. kilkudziesięciu decyton pszenicy za hektar (decytona to 100 kg pszenicy, w 2020 roku warta była ok. 74 zł). Tymczasem brat wiceministra płaci za uprawiane przez siebie 141 ha niecałe 9 decyton za hektar. 

- Miało być pole dla zwykłych rolników, a trafiło do wpływowych polityków i ich rodzin - komentuje w rozmowie z wp.pl jeden z lokalnych rolników.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM