"Podatek Sasina" w opinii ekspertów: Inwestorzy uciekają, złoty się osłabia, obywatele tracą miliardy

Podatek od nadmiarowych zysków spółek energetycznych powoli przeradza się w poszukiwanie dodatkowych pieniędzy wszędzie tam, gdzie tylko spojrzy rząd. Już nie tylko spółki energetyczne, które na podwyżkach cen paliw zaczęły zarabiać krocie, ale wszystkie duże firmy, mające zyski, mogą się złożyć na dodatki energetyczne dla Polaków. Eksperci mówią o tym jak to się może skończyć.

Kto zapłaci podatek od nadmiernych zysków? Nie tylko spółki energetyczne

To właśnie państwowe spółki energetyczne miały być pierwotnie źródłem uzyskania dodatkowych dochodów dla budżetu państwa. Uzasadnieniem było to, że wzrastające ceny paliw powodują gigantyczny wzrost marż, na których zarabiają spółki. Ten dodatkowy zarobek miał zostać opodatkowany, aby dostarczyć środków na sfinansowanie dodatków energetycznych dla Polaków.

Jednak w rządzie zaczęły pojawiać się inne pomysły na ściągnięcie pieniędzy z firm.

"Największym poszkodowanym może, ale wcale nie musi, być energetyka" - ostrzega Rzeczpospolita.

Podatek Sasina czy podatek rządowy? Ścierają się dwa podejścia

Według pomysłu wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina, o czym informowaliśmy już w TOK FM, nowym podatkiem od tzw. nadmiarowych zysków mogą być objęte praktycznie wszystkie duże firmy.

Danina miałaby być nałożona na firmy zatrudniające powyżej 250 osób, z rocznym obrotem powyżej 50 mln zł.

Opodatkowana zostanie połowa zysku, który wykracza poza średnią z poprzednich lat - 2018-2019 i 2021. - powiedział reporterowi TOK FM Szymonowi Kępce, Robert Tomaszewski z "Polityki Insight".

"Spółki chętnie te nadmiarowe zyski oddadzą" - powiedział Sasin, uzasadniając, że to sztywne unijne mechanizmy liczenia ceny energii wygenerowały tak duże zyski firm energetycznych, a nie zachłanność państwowych molochów.

Minister nie wyjaśnił, dlaczego poza spółkami energetycznymi daniną miałyby być objęte także inne podmioty gospodarcze, w tym firmy prywatne, które nie korzystają na kryzysie energetycznym.

Z kolei wiceminister finansów Artur Soboń, zdradził w rozmowie w TOK FM inny pomysł rządu.

"Musimy wyważyć te zyski fiskalne z możliwością inwestycyjną spółek energetycznych, bo przed tymi spółkami gigantyczne wydatki inwestycyjne po to, aby przechodzić transformację — powiedział wiceminister na antenie radia TOK FM.

Artur Soboń podkreślił, że resorty pracują nad różnymi wariantami tego podatku. Z wypowiedzi wiceministra wynika, że także znacząco różniącymi się od pomysłu Jacka Sasina.

Podatek od nadmiernych zysków. Eksperci o konsekwencjach

Choć przedstawiciele rządu powtarzają, że podobne rozwiązania przygotowują rządy innych krajów europejskich, komentatorzy nie szczędzą krytyki.

"Inwestorzy uciekają, złoty się osłabia, obywatele tracą miliardy złotych" — ostrzega na Twitterze ekonomista Michał Przybylak i publikuje dane obrazujące spadki giełdowe energetycznych spółek.

W sieci pojawiła się też krytyka wprowadzania 50-procentowych podatków, działających wstecz. Internauci uważają, że taka polityka daje argumenty przeciwnikom ściągania podatków od obywateli i firm.

Z kolei Wyborcza.biz zauważa, że firmy, które nie będą chciały zapłacić podatku, w łatwy sposób ten obowiązek ominą.

"To strzał kulą w płot, bo jeśli firma nie będzie chciała wykazać zysku, to go nie wykaże — są różne księgowe metody, by zaniżać zyski netto i bronić się przed dodatkowym podatkiem — komentuje portal. - A jeśli jakaś firma jest na granicy zatrudnienia 250 osób, to wystarczy, że zwolni sporą grupę albo przerzuci na umowy cywilno-prawne, i również nie zapłaci podatku"- czytamy na Wyborcza.biz

.

.

DOSTĘP PREMIUM