Tajemnica bezkarnych wystąpień prezesa. Kaczyński tylko dla wybranych. Dziś reakcja w Sejmie

Objazdy po Polsce i wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego są już głośne na cały kraj. Dziś były tematem burzliwych wystąpień w Sejmie: "opowiada pan bzdury", "obraża cały kraj, nie tylko kobiety". "Przeproś" domagali się posłowie. Jak to możliwe, że prezes bezkarnie wygłasza swoje tezy? Spotkania Kaczyńskiego są starannie aranżowane. Oto ich kulisy.

Spotkania z Kaczyńskim. Przyjazne środowisko, zero niewygodnych pytań

Opowiadanie bzdur i obrażanie wszystkich dookoła, żeby "cementować własny elektorat", zaczyna się od stworzenia bezpiecznego środowiska dla prezesa Kaczyńskiego.

Prezes nie chce podczas spotkań objazdowych stawać twarzą w twarz z niesprzyjającymi mu wyborcami. Nie chce też odpowiadać na trudne pytania, w stylu: "jak żyć panie prezesie"

Woli starannie zaplanować audytorium i nie wpuszczać na salę mieszkańców, którzy nie są zwolennikami jego partii.

Pod drzwiami zostają więc spore grupy chętnych do udziału w spotkaniach. Nie dotyczy to wyłącznie przeciwników partii rządzącej czy opozycji, którzy często protestują na ulicy w czasie gdy Kaczyński spotyka się z mieszkańcami.

Nie zostają wpuszczeni także zwykli mieszkańcy, którzy chcą wysłuchać prezesa czy zadać mu pytanie.  Prezes nie dopuszcza też do tego, aby z sali padały pytania. Są one wcześniej zbierane i odczytywane przez lokalnego działacza PIS, który prowadzi wydarzenie.

Wejście na spotkanie z Kaczyńskim dla wybranych. "Lista jest zamknięta"

Pani Anna z historii opisanej przez krakowski oddział Wyborcza.pl uczestniczyła w spotkaniach z Donaldem Tuskiem, Rafałem Trzaskowskim, a nawet Antonim Macierewiczem. Z trudnością dodzwoniła się do odpowiedniego biura PiS przed spotkaniem w Wadowicach, zgłosiła się i podała swoje dane. Gdy nie dostała potwierdzenia udziału, a termin spotkania się zbliżał, zadzwoniła do biura PiS jeszcze raz.

"Lista jest zamknięta, a ja nie zostałam uwzględniona" - opowiedziała reporterowi gazety.

W Nowym Targu, do budynku Miejskiego Ośrodka Kultury, nie wpuszczono grupy przeciwników partii rządzącej.

"Dowiedziałem się, że przyjeżdża prezes, to chciałem zobaczyć. Ale panowie mówią, że nie" - relacjonowała w TVN24 rozczarowana mieszkanka Ostródy. W tym samym mieście wiele innych osób także nie weszło na spotkanie. Mieszkańcy skarżyli się potem dziennikarzom, że o spotkaniu dowiedzieli się "pocztą pantoflową", bo nie było na ten temat żadnych komunikatów. Nie było więc żadnej możliwości wpisania się na listę uczestników, a do środka wpuszczane były jedynie osoby z tajemniczej listy.

 

Choć podobne historie mają miejsce podczas każdego wystąpienia, zdarzają się też "wyjątki".

Więcej szczęścia miał dwudziestolatek, syn Bartosza Arłukowicza z PO, podczas spotkania Kaczyńskiego w Szczecinie.

O tym jak dostał się na, zamknięte spotkanie z Prezesem PiS opowiedział na swoim Twitterze.

"Pokazałem plakietkę z sobotniego koncertu Fukaja. Jak zobaczyli, że przyszedł jakiś młody, to dali mnie do 1. rzędu na wprost Prezesa, a jak powiedziałem mu, co myślę — wyrzucili" - pisał Maksym Arłukowicz.

Awantura w Sejmie. "Bzdury" prezesa słyszy cała Polska

We wtorek, 15 listopada, podczas sesji Sejmu na mównicę weszły posłanki opozycji i w ostrych słowach skrytykowały to, co prezes PiS mówi podczas swoich objazdów po Polsce.

"Jeździ pan po Polsce i opowiada bzdury" - zwróciła się do Jarosława Kaczyńskiego Barbara Nowacka. "Kobiety nie decydują się na dziecko, bo się boją. To wasza odpowiedzialność" - mówiła, nawiązując do słynnej już wypowiedzi prezesa, że "kobiety nie rodzą, bo dają w szyję".

"Bezpłodność, niepłodność to choroba cywilizacyjna. Dotyka średnio półtora miliona par w Polsce — wyjaśniała Kaczyńskiemu parlamentarzystka. Podkreśliła, że poronienie to wielki, osobisty dramat kobiet.

"Ja nie wiem, kto posłowi Kaczyńskiemu dał prawo do nazywania cierpiących kobiet pijaczkami" - pytała i zażądała, żeby prezes PIS natychmiast przeprosił.

Na mównicę wyszła też z podobnym przesłaniem Katarzyna Kotula z Lewicy. Ona również wezwała prezesa do przeproszenia kobiet.

"To przez pana, przez pana rząd rodzi się mniej dzieci. Kobiety boją się, że umrą w trakcie porodu, a lekarze nie pomagają kobietom, bo boją się ministra Ziobry. I tak to się kręci. - mówiła przedstawicielka lewicy w parlamencie.

Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050 zwróciła uwagę, że podczas objazdów prezesa obrażane są nie tylko kobiety.

"Panie prezesie, jest pan winny przeprosiny nie tylko kobietom, ale wszystkim osobom, które podczas objazdów pan obraża. Myśli pan, że obrażając cały kraj, scementuje pan elektorat? Zastanawiajcie się, jak ratować gospodarkę, a nie odwracać od kryzysu uwagę — mówiła posłanka.

Źródła: Wyborcza.pl, NaTemat, lifeinkrakow.pl. TVN24

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM