"W Polsce do więzienia trafia co setny gwałciciel". W sprawie przemocy wobec kobiet lepiej jest tylko w statystykach

Jeżeli powiedziałbym, że mamy mniejszą skalę przemocy, to powiedziałabym prawdę. I tak samo powiem prawdę, jeżeli stwierdzę, że mamy większą skalę przemocy - mówiła w TOK FM Anita Kucharska-Dziedzic. Posłanka od lat działa na rzecz pomocy ofiarom przemocy, jest szefową Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet "Baba". Jak oceniła z goryczą, "Facebook, Instagram zablokuje nam zdjęcie nagiej kobiety, bo nie można patrzeć na nagość. Natomiast tę samą nagą kobietę można - w naszej praktyce prawnej - obmacywać, gwałcić praktycznie bezkarnie".
Zobacz wideo

W początkowych miesiącach pandemii temat przemocy wobec kobiet wybrzmiewał szczególnie głośno -  dlatego, że ofiary wówczas zmuszone były spędzać więcej czasu ze swoimi agresorami pod jednym dachem. Dziś nasza sytuacja pandemiczna się poprawiła. Według Anity Kucharskiej-Dziedzic, niestety tego samego nie możemy powiedzieć o skali przemocy w Polsce. - Lepiej jest tylko w statystykach - stwierdziła posłanka i prezeska lubuskiego Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet "Baba" w rozmowie z Adamem Ozgą.

Na papierze - w statystykach - sytuacja wygląda lepiej, bo jak wyjaśniła gościni TOK FM, brakuje dostatecznej "uważności państwa, które powinno zbierać dane". Ma to związek z tym, że Polska cały czas nie wypełnia zapisów konwencji stambulskiej

- Ona nakłada na nas niezrealizowane obowiązki. Jednym z nich jest zmiana postrzegania gwałtu. Chodzi o zmianę definicji gwałtu, żeby uzależnić zgwałcenie od kwestii braku zgody. A druga kwestia to jest prowadzenie wiarygodnych statystyk, rozpoznających skalę problemu. My skali problemu dobrze nie rozpoznajemy. Bo tak naprawdę jedynym sposobem ewidencjonowania przemocy domowej jest Niebieska Karta. A ich z roku na rok jest coraz mniej, bo obywatelki i obywatele już się nauczyli, że ten system nie przeciwdziała przemocy, nie jest dobrym systemem. Jak się chce, to można wypełnić Niebieską Kartę, ale to może nic nie dać  - tłumaczyła posłanka i wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy.

Ewidencję dotyczącą przypadków przemocy powinna prowadzić policja. Jednak jak podkreśliła Kucharska-Dziedzic, żeby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja, trzeba być gotowym na mrówczą robotę. - Trzeba pytać każdą komendę osobno, każdy sąd rejonowy. To ostatnio robiła Niebieska Linia, która wydała raport o zabójstwach kobiet. I to była naprawdę mrówcza robota, żeby wydobyć te informacje - mówiła.

A skoro nie ma wiarygodnych danych, to i postawienie diagnozy jest trudne. - Jeżeli powiedziałabym panu, że mamy mniejszą skalę przemocy, bo statystyki o tym mówią, to powiedziałabym prawdę. I tak samo powiem prawdę, jeżeli stwierdzę, że mamy większą skalę przemocy, bo mamy mnóstwo przemocy ukrytej. A po pandemii zwiększyła nam się liczba najcięższych przestępstw, np. morderstw - wyjaśniła.

Skala przemocy seksualnej w Polsce. "Mamy kompletny brak interwencji"

Do 10 grudnia trwa międzynarodowa kampania 16 Dni Przeciw Przemocy ze względu na Płeć, w którą włączyło się kilkanaście polskich organizacji, które od lat zajmują się sprawą przemocy seksualnej, pomocą osobom pokrzywdzonym. Elementem akcji jest przekazywanie wszystkim parlamentarzystom i parlamentarzystkom apeli w sprawie zmiany tego, żeby - jak poinformowała posłanka - "wreszcie procedować ustawę zmieniającą Kodeks karny w zakresie przemocy seksualnej".

Chodzi o zmianę definicji gwałtu oraz kwalifikację gwałtu jako zbrodni, a nie jak w obowiązujących obecnie przepisach - występku.

- Jeżeli mówimy o przemocy seksualnej, mamy kompletny brak interwencji. Jak obliczają organizacje pozarządowe w przypadku karania tego typu przemocy, większość wyroków to wyroki w zawieszeniu. Bo (według polskiego prawa - red.) gwałt to występek. W Polsce do więzienia trafia co setny gwałciciel - alarmowała posłanka Nowej Lewicy. Jak wyjaśniła, dane powstały na podstawie wyliczeń dotyczących liczby zgłoszonych gwałtów, ze statystyk dotyczących postępowań w tych sprawach.

- Facebook, Instagram czy Twitter zablokuje nam zdjęcie nagiej kobiety, bo nie można patrzeć na nagość. Natomiast tę samą nagą kobietę można - w naszej praktyce prawnej - obmacywać, gwałcić praktycznie bezkarnie - stwierdziła z goryczą posłanka i aktywistka, która od lata zajmuje się pomocą ofiarom przemocy.

System jest niewydolny

Anita Kucharska-Dziedzic zwróciła też uwagę na to, że o ile w Polsce przemocą domową zajmuje się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a działania dotyczące Niebieskich Kart są w gestii samorządów, to przypadkami przemocy seksualnej mają zajmować się wojewodowie, "którzy w tym zakresie absolutnie nic nie robią".

- Mamy też Ministerstwo Sprawiedliwości, które prowadzi Fundusz Sprawiedliwości. Z niego utrzymuje się kilkadziesiąt ośrodków pomocy dla pokrzywdzonych przemocą w całym kraju, które udzielają pomocy materialnej, prawnej, psychologicznej przed procesem. I tu ciekawostka - uzupełnienie Niebieskiej Karty wcale nie jest dowodem na to, że zaistniało przestępstwo i nie czyni z osoby pokrzywdzonej przemocą domową osoby, która jest pokrzywdzona przestępstwem - tłumaczyła gościni TOK FM.

Zdaniem posłanki i prezeski lubuskiego Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet "Baba", skoro tak wiele instytucji państwa ma zajmować się pomocą tym, którzy doznali przemocy, to "w efekcie nie wiadomo, gdzie szukać pomocy i kto jej skutecznie udzieli". - Ten bałagan kompetencyjny, wielotorowość powoduje, że system wspierania osób, które doświadczają przemocy, jest niewydolny i nieskuteczny - stwierdziła.

21 listopada rząd przyjął projekt nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Przepisy poszerzono o nowe kategorie przestępstw: przemoc ekonomiczną i cyberprzemoc oraz o nowe osoby objęte działaniami antyprzemocowymi. Zmieni się też nazwa ustawy, w której "przemoc w rodzinie" zostanie zastąpiona "przemocą domową".

- Jako państwo nie chcemy zmienić definicji rodziny. Rodzina to tylko ta sakramentalna. A jak powiedział minister Ziobro, w takiej rodzinie przemocy nie ma - podsumowała Anita Kucharska-Dziedzic.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM