"Pod Bydgoszczą spadł obiekt wielkości samochodu". Ekspert wątpi w tłumaczenia min. Błaszczaka. NATO ujawni informacje?

Państwo powinno było informować o rakiecie, która spadła pod Bydgoszczą tak samo, jak w miniony weekend informowało o balonie znad Białorusi - uważa pułkownik rezerwy Maciej Matysiak. Zdaniem gościa TOK FM to niemożliwe, by min. Mariusz Błaszczak nie wiedział o tym. - Pod Bydgoszczą spadł obiekt wielkości samochodu - podkreślił były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Zobacz wideo

W minioną sobotę (13 maja) rano ministerstwo obrony poinformowało, że w polskiej przestrzeni powietrznej odnotowano obiekt, który wleciał z Białorusi. Dodano, że prawdopodobnie jest to balon obserwacyjny. Służby utraciły kontakt radarowy z obiektem w okolicach Rypina. Do tej pory nie mogą go znaleźć.

Zdaniem pułkownika rezerwy Macieja Matysiaka, dobrze się stało, że społeczeństwo zostało poinformowane o potencjalnym niebezpieczeństwie. - Nic, co wlatuje w polską przestrzeń powietrzną z kierunku Białorusi, z reguły nie jest nam przyjazne - mówił w "Poranku Radia TOK FM" ekspert Fundacji Stratpoints i były zastępca szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Rozmówca Dominiki Wielowieyskiej dodał, że o sytuacji będzie można powiedzieć więcej po odnalezieniu obiektu. - Z reguły całkiem sporo jest w przestrzeni powietrznej tzw. balonów obserwacyjnych, głównie meteorologicznych. Prowadzi się za ich pomocą rozpoznanie pogodowe, ale pod tą przykrywką można prowadzić inne działania obserwacyjno-wywiadowcze. Czy ten balon takim był, czy nie, to się nie dowiemy, dopóki nie odnajdziemy jego fragmentów i urządzeń, które są z nimi powiązane - tłumaczył Matysiak.

Były zastępca szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego przypomniał, że niedawno dowiedzieliśmy się o balonach z Chin, które latały nad Stanami Zjednoczonymi. - Jasno i wyraźnie administracja amerykańska stwierdziła, że były to balony wywiadowcze - dodał. W lutym nad terytorium USA zestrzelono przynajmniej kilka obiektów latających. Miały one należeć do Chin.

W ocenie gościa TOK FM także w przypadku obiektu, który nadleciał od strony Białorusi, nie możemy mówić o działaniu nieintencjonalnym. - Ze strony Białorusi nie ma działań przypadkowych - przy pełnej kontroli dyktatorskiej przez reżim Łukaszenki swoich podległych służb. I nie sądzę, żeby to było działanie przypadkowe - podkreślił ekspert.

Ekspert: Minister Błaszczak nie mógł nie wiedzieć o rakiecie pod Bydgoszczą

W ocenie rozmówcy Dominiki Wielowieyskiej "samo postępowanie, czyli komunikaty i informowanie, jest teraz zdecydowanie lepsze niż w sytuacji z rakietą", która spadła w grudniu 2022 roku pod Bydgoszczą. Przypomnijmy, że dowiedzieliśmy się o tym dopiero pod koniec kwietnia, kiedy na fragmenty rakiety natknęła się przypadkowa osoba.

- Pod Bydgoszczą spadł obiekt wielkości samochodu, dwóch ton. Równie dobrze mógł spaść na tereny zamieszkałe. I całe działanie państwa powinno budzić zaufanie społeczeństwa, że nawet jeśli to zagrożenie istnieje, to agendy państwowe podejmują działania, informują społeczeństwo. Wiemy o tym - komentował Maciej Matysiak.

Ekspert jest przekonany, że podobne incydenty z udziałem rakiet, balonów i innych obiektów powietrznych mogą się powtarzać. - W tej sytuacji konfliktu zbrojnego, który mamy w Ukrainie takie sytuacje będą się zdarzać. Mamy co najmniej dwa potwierdzone przypadki, o których wiemy. Nie wiadomo, o ilu nie wiemy. A zagraża to nam wszystkim - podkreślił gość TOK FM.

Pułkownika rezerwy nie przekonały tłumaczenia ministra obrony. Mariusz Błaszczak - przypomnijmy - przekonuje, że on i służby MON-u nie wiedziały o upadku rosyjskiej rakiety pod Bydgoszczą. - Te informacje są w obiegu polskim, ale także NATO-wskim; jest cały system nadzorowania operacji powietrznych. Poza tym podjęto poszukiwania za pomocą śmigłowców, informowano zapewne policję. Ta informacja była szeroko znana w całym systemie rozpoznania. Więc nie da się stwierdzić, że o tym nie było wiadomo - podsumował ekspert Fundacji Stratpoints i były zastępca szefa SKW.

TOK FM PREMIUM