advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

NATO obroni nas przed Rosją? "Pułapka" w kluczowym artykule [PRZEDWOJNIE]

4 min. czytania
22.07.2024 20:53
W najważniejszym z artykułów Traktatu Północnoatlantyckiego jest zagadkowy zapis. Zasada "jeden za wszystkich - wszyscy za jednego" uzupełniona jest rozmiękczającym dopiskiem. Skąd wzięło się to zastrzeżenie i czy może się obrócić przeciwko nam?
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

W liczącej 75 lat historii NATO artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego został do tej pory uruchomiony tylko raz. I to wcale nie przeciwko Rosji czy Związkowi Radzieckiemu. - To jest bardzo ciekawa historia, dlatego że artykuł 5 został wymyślony po to, żeby odstraszać - tak jest to zapisane w traktacie - agresję zbrojną. Myślano o takim klasycznym konwencjonalnym ataku na terytorium Sojuszu. Wtedy myślano o ataku Związku Radzieckiego. A artykuł 5 uruchomiono po ataku terrorystycznym - mówi w podcaście "Przedwojnie" Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Artykuł 5 uruchomiony w 24 godziny

Ten jeden przypadek uruchomienia kluczowego artykułu miał miejsce w 2001 roku, po zamachach terrorystycznych dokonanych przez Al-Kaidę na terytorium Stanów Zjednoczonych 11 września. Terroryści uprowadzili wówczas cztery samoloty, dwoma z nich wlecieli w wieże World Trade Center, trzecim w siedzibę Pentagonu, a czwarty, który kierował się na Biały Dom, na skutek interwencji pasażerów spadł na pole. Zginęły tysiące ludzi. Wtedy uruchomienie artykułu 5 zajęło tylko 24 godziny.

Jak mówił Wojciech Lorenz, był to wtedy ważny gest polityczny. Ale były też pewne warunki. - Artykuł 5 wtedy był przywołany warunkowo, dlatego że jeszcze nie było pewności, kto stał za atakiem. Wiadomo było, że doszło do ataku terrorystycznego, ale trzeba było potwierdzić, kto go zorganizował, przeprowadził. I dopiero po zebranych danych wywiadowczych (...) 4 października zostało potwierdzone, że doszło do ataku z zewnątrz - wyjaśniał ekspert.

'Prezydent był zaskoczony'. Były ambasador przy NATO ujawnił kulisy konfliktu Dudy z Sikorskim

Gdy NATO już miało pewność, że Stany Zjednoczone rzeczywiście zostały zaatakowane z zewnątrz, rozpoczęły się konkretne rozmowy - kto z sojuszników co może dać. - Sojusznicy zaoferowali wysłanie natowskich samolotów rozpoznawczych AWACS, które latały nad terytorium USA, zaproponowali bliską współpracę, jeśli chodzi o wsparcie logistyczne (...), a także współpracę wywiadowczą - wyliczał Wojciech Lorenz. Ale wtedy konsekwencją uruchomienia artykułu piątego było także to, że niektóre państwa sojusznicze ruszyły do Afganistanu. Ale tylko niektóre.

Zagadkowy zapis w artykule 5

Od czego zależy, kto w sytuacji zagrożenia dla Sojuszu wystawia wojska na wojnę? Okazuje się, że wiele można wyczytać z treści artykułu - jest w nim zapisane, że strony podejmą "działania, jakie uznają za konieczne". W podcaście "Przedwojnie" Wojciech Lorenz tłumaczył, skąd wziął się ten zagadkowy zapis. Chodzi tu o okoliczności podpisania i przyjęcia Traktatu Północnoatlantyckiego w 1949 roku.

- Stany Zjednoczone nie chciały narzucać na siebie pewnych zobowiązań, dlatego w 1949 roku, żeby taki traktat mógł być ratyfikowany przez amerykański Kongres, trzeba było pokazać, że te kompetencje Kongresu dotyczące użycia sił zbrojnych będą zachowane, że nie ma tutaj preautoryzacji. I tylko z tego powodu ten zapis został w ten sposób rozmiękczony - wyjaśniał ekspert.

Wojna z pokładu AWACS. Odśaniamy kulisy 'nowego oka polskiej armii'

Wojciech Lorenz przyznał, że dziś ten zapis często jest czytany bez tego kontekstu. I służy podważaniu wiarygodności kluczowej zasady NATO. Czy ta niepewność ma jakieś podstawy i czy dziś ktoś mógłby się zasłonić zapisem o "działaniach, jakie uznaje za konieczne"? Maciej Miłosz w podcaście "Przedwojnie" przypomina słowa Edgara Buckleya, który w 2001 roku był w kierownictwie Sojuszu. Przyznał on, że wtedy niektóre kraje rzeczywiście obawiały się szybkiego uruchomienia artykułu piątego. - Strony chciały, aby było jasne, że każdy Sojusznik uzna samodzielnie, co jest "konieczne" - wspominał.

Maciej Miłosz przypomina, że pewnym przykładem może być również to, co dzieje się w Ukrainie - oczywiście pamiętając, że Ukraina nie jest członkiem NATO i tu nie ma mowy o uruchomieniu artykułu 5. Jednak już sama postawa sojuszników może dać nam do myślenia, np. jeszcze przed atakiem Rosji Amerykanie przysłali do sąsiadującej z Ukrainą Polski kolejnych 5 tys. żołnierzy. A jednocześnie niemieccy i francuscy przywódcy ograniczali się do wykonywania telefonów do Władimira Putina.

NATO to nie tylko artykuł 5

Maciej Miłosz w drugim odcinku podcastu "Przedwojnie" przyznaje, że rzeczywiście w Traktacie Północnoatlantyckim nie ma dokładnego zalecenia, jak ma się zachować państwo sojusznicze w przypadku ataku na inne państwo NATO. Ale to nie jest tak, że NATO o tym nie wie. Dlatego, by uniknąć tej niepewności, tworzone są dodatkowe zabezpieczenia.

Nuklearny szantaż? Wojna hybrydowa? W tym podcaście porządkujemy wiedzę o potencjalnej wojnie [PRZEDWOJNIE]

- Mechanizmy kolektywnej obrony nie opierają się tylko na zapisach traktatowych. Opierają się także na strukturach wojskowych, które Sojusz rozwija - to jest zintegrowana struktura dowodzenia, to są siły preautoryzowane czy wcześniej przypisane do działania w ramach Sojuszu, to są plany obronne - wyliczał Wojciech Lorenz. To wszystko ma zminimalizować ryzyko, że w sytuacji zagrożenia członkowie będą się wykręcać jedynie poparciem politycznym, że nie powiedzą: wojskowo nie mamy was jak wesprzeć.

A jak wygląda rozkład sił NATO i Rosji? I jak zmienia się to od lat - również na przykładach? Oraz ile prawdy jest w stwierdzeniu o członkach NATO drugiej kategorii - o tym w drugim odcinku podcastu "Przedwojnie".