Baza w Redzikowie. Co z tego ma Polska? Ekspert zwraca uwagę na Trumpa
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera poinformował, że w środę, 13 listopada, odbędzie się oficjalne otwarcie bazy antyrakietowej w Redzikowie. - Mam deja vu. Dlatego, że tak naprawdę ten system został operacyjnie uruchomiony już rok temu. Natomiast rzeczywiście będzie to takie oficjalne uroczyste otwarcie dla VIP-ów - komentował w TOK FM komandor porucznik rezerwy Maksymilian Dura ekspert portalu defence24.pl.
Jak podkreślił rozmówca Wojciecha Muzala, to jest "system amerykański, który Amerykanie podporządkowali pod system obrony europejskiej". - I to jest zasadnicza różnica - dodał.
Odpowiadając na pytania dziennikarza prowadzącego "Pierwszy program", Dura wyjaśnił, że Polska nie może samodzielnie dysponować system w bazie w Redzikowie. - My w ogóle nie mamy na to żadnego wpływu - mówił. I wskazał na ograniczenia, jakie ma inwestycja. - W Redzikowie są tylko 24 przeciwrakiety, a tych rakiet od strony Federacji Rosyjskiej może dziś iść o wiele więcej. Ten system można rozbudować, on może być o wiele większy. Myślę, że to jest przed nami, o czym zresztą powiedział minister obrony narodowej - powiedział.
Baza w Redzikowie. To nie jest tarcza antyrakietowa
Gość TOK FM podkreślił, że system z bazy w Redzikowie nie wchodzi w skład "naszej tarczy antyrakietowej". - Tak naprawdę jest to system NATO-wski i jest to system do specjalnych zadań - dodał. Jak wyjaśnił, nie jest to system do zwalczania rakiet manewrujących. - To jest system do zwalczania rakiet balistycznych, ale tych prawdziwych, średniego i krótkiego zasięgu i to jeszcze w fazie ostatniej i środkowej, czyli on zwalcza rakiety, które znajdują się w kosmosie już poza atmosferą - mówił komandor porucznik rezerwy.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty.
Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Rozmówca Wojciecha Muzala obrazowo opisywał, że na terenie polskim mamy "tak naprawdę w pewnym sensie kosmodrom". - Ponieważ te wszystkie rakiet, to są rakiety kosmiczne - trzystopniowe, a ostatni element zachowuje się tak jak satelita tzw. niszczycielski, który leci w kierunku rakiety, żeby ją zniszczyć - wyjaśnił.
Korzyść polski z bazy w Redzikowie
Jakie realne korzyści ma więc Polska z bazy w Redzikowie? - Po pierwsze, myśmy użyczyli teren, po drugie my musimy go chronić i to nie tylko chronić, tak jak teraz, że tam są żołnierze. Ale my niestety będziemy musieli też wydzielić system obrony przeciwlotniczej po to, żeby tę bazę bronić. I to jest jakiś nasz wkład, z tego się powinniśmy cieszyć. To jest bardzo ważne, bo, nie stać nas na to, żeby zbudować taką bazę u siebie, w związku z powyższym rzeczywiście nikt nam nie może powiedzieć, że my w tej chwili w tym nie uczestniczymy - stwierdził ekspert portalu Defence24.pl.
Zdaniem Dury należy "namawiać Amerykanów, żeby rozbudowali" bazę w Redzikowie. Tłumaczył, że system działający w bazie w województwie pomorskim jest systemem przeniesionym z amerykańskich okrętów, niszczycieli, ale jest uboższy. Jak wyjaśnił, amerykańskie niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke mają 96 silosów do wystrzeliwania rakiet, czyli zdecydowanie więcej niż baza w Redzikowie. Dlatego należy negocjować z Amerykanami rozbudowę systemu. - Po to, żeby np. tam włożyć systemy rakiet przeciwlotniczych. I bronić nas nie tylko przed rakietami balistycznymi, ale również bronić nas przed rakietami manewrującymi, rakietami Iskander, które nie są zwalczane przez Redzikowo -mówił.
Gość TOK FM przypomniał jednocześnie, że systemy zainstalowane w bazie w Redzikowie są amerykańskie, "w związku z powyższym one działają na rzecz NATO". - Jeżeli Donald Trump powie pewnego dnia, że się z tego wycofuje, to te 24 rakiety można bardzo szybko zabrać z Polski. I zostaniemy bez systemu - ostrzegał.
Ochronić nas przed takim scenariuszem - zdaniem Maksymiliana Dury - może budowa europejskiego systemu antyrakietowego. Polska - zdaniem eksperta - powinna uczestniczyć w realizacji takiego projektu.