,
Obserwuj
Polska

Dlatego trzeba się martwić, że nie ma śniegu w zimie. "Fatalne skutki"

Łukasz Konarski, TOK FM
4 min. czytania
13.02.2025 18:08
Po najcieplejszym styczniu w historii, mamy suszę w środku zimy. - Jak popatrzymy na statystykę, to tego opadu jest mniej więcej tyle samo. Tylko zamiast śniegu pada deszcz, a deszcz penetruje znacznie szybciej. Chodzi o to, żeby to był śnieg i to dużo śniegu - mówił w TOK FM. prof. Paweł Rowiński i wyjaśniał, dlaczego jest to bardzo poważny problem.
|
|
fot. Wojciech Zatwarnicki/REPORTER/East News
  • Tegoroczny styczeń był najcieplejszy w historii pomiarów;
  • Trwa susza zimą, bo mamy zbyt mało opadów śniegu. Zimowe deszcze nie rozwiązują problemu;
  • W efekcie niski stan wód będzie kłopotem zarówno dla rolników, jak i chociażby elektrowni;
  • Polska od dawna znajduje się na granicy deficytu wodnego. A coraz wyższe temperatury tylko pogarszają sprawę.

Dlaczego o tym piszemy? Katastrofa klimatyczna to nie wymysł ekologów, to fakt, który każdy z nas odczuwa na co dzień. Pogoda bije kolejne rekordy. Badacze i obserwatorzy twierdzą, że styczeń 2025 roku był najcieplejszy w historii pomiarów. Gość audycji "Światopodgląd", dyrektor Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk i prezes Europejskiej Federacji Akademii Nauk, prof. Paweł Rowiński, od razu zaznaczył, że nie dotyczy to tylko stycznia, bo luty także może być rekordowy, a i grudzień był bardzo ciepły, 'cieplejszy o 2 stopnie niż średnio'. - A kiedy mówimy o "średnio w przeszłości" to mówimy o latach 1991-2020, czyli nie tak dawno - podkreślił gość Agnieszki Lichnerowicz.

Za dużo deszczu, za mało śniegu

 

Skąd bierze się susza zimą? - Oczywiście bardzo trudno teraz opowiedzieć w całej fizyce tego procesu. Fakt, że ta północ, Atlantyk, już tak nie zamarza, że ten wir polarny nie jest aż tak silny, a jak już się rozłoży, to zwykle wystarcza tego wiru, żeby ochłodzić Amerykę Północną i obserwujemy, że tamte zimy ostatnio były i ciągle są - tłumaczył, dodając, że to tam jest śnieg, którego my nie mamy. I "skutek jest fatalny". - W tej chwili na Kasprowym i na Śnieżce pokrywy śnieżne są znacznie mniejsze. To jest kilkadziesiąt centymetrów, a tam bywały 2-2,5 metra. A śnieg jest takim naturalnym rezerwuarem wody - mówił gość TOK FM.

Zdaniem Rowińskiego źle wyglądają proporcje śniegu i deszczu. - Jak popatrzymy na statystykę, to tego opadu jest mniej więcej tyle samo. Tylko zamiast śniegu pada deszcz, a deszcz penetruje znacznie szybciej. Chodzi o to, żeby to był śnieg i to dużo śniegu - przekonywał. Tymczasem jest go "jak na lekarstwo". - Nawet jeśli w tej chwili trochę popada, to też bardzo szybko przyjdą wysokie temperatury, więc szybko stopnieje - wyjaśniał, dodając, że nie o to chodzi w idei śniegu jako rezerwuaru wody.

W efekcie spada poziom wód gruntowych. To spory kłopot chociażby dla tych, którzy korzystają z indywidualnych studni, gdzie spada poziom zwierciadła wody, ale nie tylko. - To powoduje, że woda w rzekach czy w jeziorach nie jest zasilana, bo często robi to właśnie woda gruntowa - tłumaczył. - Rzeka jest dla mnie trochę jak układ krwionośny. Ona pokazuje, jak przyroda reaguje. Tam jest mało wody, znaczy, że i w glebie jest jej mało - stwierdził.

Mamy deficyt wodny

 

Susza zimą to problemy przez cały rok. - Poziom wód gruntowych jest niższy. A to tylko taka emanacja tego, co się dzieje - podkreślił. - A jednocześnie, jak nie ma wody w rzekach, to na przykład trudno schłodzić elektrownie - zauważył. Do tego na pewno dojdą też problemy w rolnictwie. - Choć rolnicy jeszcze tak nie krzyczą, bo to nie jest taki problem, którego doświadczają w tym momencie - przyznał.

Polska, ma dodatkowo problem, jak tłumaczył ekspert, który wynika z naszego położenia. - My jesteśmy dość daleko od Atlantyku. A wilgoć, która dochodzi nad Polskę, jest głównie stamtąd - stwierdził. Zatrzymać by ją mogły naturalne pasma górskie biegnące z północy na południe, ale takich nie mamy, więc przechodzi nad nami "jak takim korytarzem".

- I to jest poważny problem. Im dalej od Atlantyku tym tej wody jest mniej i Polska jest tak na granicy deficytów - stwierdził gość TOK FM. - Jest taka magiczna liczba, która mówi, ile wody w wodach powierzchniowych powinno przypadać na mieszkańca na rok. Jak jest poniżej 1600 metrów sześciennych, to mówi się mówi, że jest deficyt wodny i mamy tak zazwyczaj mamy. Położenie jest takie, że tej wody mamy mało i musimy sobie z tego zdać sprawę. A nie będzie lepiej, bo są wyższe temperatury i zmiana klimatu - spuentował.