,
Obserwuj
Polska

Żołnierze z nerwicami i atakami paniki. "Dramatyczne historie" w polskiej armii

10 min. czytania
08.05.2025 06:44

Polska ma armię z coraz nowocześniejszym sprzętem i staroświeckim podejściem do psychiki wojskowych? Dr Karolina Grządziel opowiada w tokfm.pl o dramatycznych historiach polskich żołnierzy. - Zgrzany umysł nie zareaguje na chłodno w sytuacji bojowej. Taki żołnierz może być zagrożeniem dla siebie i innych - mówi psychiatrka ze szpitala wojskowego.

|
|
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Ta kolejka liczy już ponad tysiąc osób. Ustawiają się w niej policjanci, strażacy, strażnicy graniczni i żołnierze. Mają nerwice, ataki paniki oraz PTSD. Każdy potrzebuje przynajmniej czterotygodniowego pobytu w szpitalu, ale najbliższe wolne terminy przyjęć przypadają na 2027 rok.

- Mimo że jesteśmy jednym z największych w Polsce oddziałów dziennej psychiatrii, to nasza wyporność jest ograniczona. Brakuje nam miejsc, lekarzy, a do tego hamują nas limity NFZ. To sufit, którego nie możemy przebić. Oczywiście, pacjentów w stanie krytycznym nie odprawiam z kwitkiem, tylko przyjmuję od razu. Ale wtedy muszę przesunąć w kolejce kogoś, kto może jeszcze poczekać - mówi dr Karolina Grządziel.

Moja rozmówczyni kieruje Oddziałem Psychiatrycznym Dziennym 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. Każdego roku leczy się tam ok. 400 pacjentów, 80 proc. z nich to mundurowi. Wśród nich najmniej (od 5 do 10 proc.) jest żołnierzy, co robi z nich najciekawszą grupę. Zgłaszają się po pomoc najrzadziej, ale nie dlatego że jej nie potrzebują. Przeciwnie, w czasach rosnącego zagrożenia wojną są najbardziej narażeni na problemy z emocjami.

- Nawet w bezpiecznych czasach armia pozostaje w gotowości do obrony kraju. Żołnierze się szkolą, ćwiczą mobilizację bojową, mają dyżury w jednostkach itd. Ale teraz dochodzi im świadomość, że to może nie być wojskowa rutyna, tylko przygotowanie do realnego konfliktu. To rodzi napięcie, które przedłuża się z roku na rok i wyczerpuje. Do tego pojawia się bliżej nieokreślony niepokój o rodzinę. Bo co z nią będzie, gdy zostanę wysłany w rejon walk? Czy i kiedy ją zobaczę? Może to wywoływać potrzebę wzmożonej czujności i kontrolowania wszystkiego, co jeszcze bardziej męczy. W takich warunkach umysł żołnierza może po prostu się zgrzać - tłumaczy psychiatrka.

Dlaczego więc wojskowi najrzadziej zgłaszają się po pomoc? Zazwyczaj robią to dopiero, gdy są już w ogromnych tarapatach emocjonalnych i ocierają się o choroby psychiczne. Czasem przez to nie dostają wsparcia na czas. - To dramatyczne historie, o których potem piszecie w mediach: żołnierz popełnił samobójstwo albo postrzelił się na poligonie, bo był w takim stanie psychicznym, że już nie w pełni kontrolował świadomość - opisuje dr Karolina Grządziel.

Atak paniki u żołnierza. "Wybucha na dziecko"

Zanim psychotraumatolożka opowie, dlaczego na jej oddziale jest tak niewielu żołnierzy, skupia się na tych, którzy do niej przychodzą. To zarówno emerytowani weterani misji w Iraku czy Afganistanie, jak i wojskowi w służbie czynnej. Ci ostatni mają przeważnie po 28-35 lat. Często do leczenia przekonują ich rodziny, które już z nimi nie wytrzymują.

Od dzieci słyszą: "Tato, jesteś nerwowy, stale wybuchasz, nie można cię o nic zapytać. Zrób coś z tym". Żony dodają: "Co się z tobą dzieje? To nie może być tak, że każesz córkom ustawiać buty w szeregu, budzić się na czas i wprowadzać żołnierski rygor. Rodzina to nie poligon".

Oto trudna prawda o polskim wojsku. Były snajper nie gryzie się w język. 'Mleko pod nosem'

- Atmosfera w domu się zagęszcza, a bliscy nie mają pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Bo żołnierze zazwyczaj nie rozmawiają z rodzinami o swoich problemach. Po pierwsze: mają wpojone, że wszystko co dzieje się w wojsku, jest objęte tajemnicą. Po drugie: nie chcą obarczać rodzin swoim stresem. Po trzecie: są przekonani, że ich doświadczenia nie zostaną zrozumiane przez cywilów. Czasem są tak ekstremalne i odrealnione, że wojskowi nie mają nawet słów, by je opisać. Są oddzieleni od bliskich szklaną szybą. Dlatego gdy już trafiają do nas na oddział, często nam jako pierwszym mówią, czego się boją i co przeżywają - opisuje dr Karolina Grządziel.

Ekstremalnym przeżyciem mogą być np. flashbacki z poligonu, na którym kolega z wojska śmiertelnie się postrzelił. U żołnierza rozwija się wtedy ostra reakcja na stres, ataki paniki albo PTSD, przez co potem w kółko odtwarza tę traumatyczną sytuację. Słyszy odgłos wystrzału i czuje swąd prochu nawet, gdy jest na pikniku z rodziną. Może wtedy czuć mocny ucisk w klatce piersiowej albo kołatanie serca. Ciało boli go tak, że trudno mu wytrzymać.

- Dla takiego żołnierza wszystko wokół nagle staje się nierealne. Jakby nie widział tej łąki, na której odpoczywa z rodziną, tylko znów był na poligonie i patrzył na zakrwawioną część ciała kolegi. Nocą też ciągle wraca do tej sceny w koszmarach, więc codziennie budzi się zlany potem. Zapomina, gdzie jest. W końcu popada w przewlekłe zaburzenia snu. Nie radzi sobie z emocjami. Wybucha na dziecko, a później ma poczucie winy, że je skrzywdził - tłumaczy lekarka.

Superbohater w wojsku się załamuje. "Psychika wystawia rachunek"

Ataki paniki nie muszą być konsekwencją śmierci kolegi na poligonie. Mogą stać za nimi np. traumy z dzieciństwa. - Zanim ktoś zostanie przyjęty do wojska, przechodzi testy psychologiczne. Pomagają odsiać rekrutów z dużymi zaburzeniami osobowości, ciężką depresją, chorobą afektywną dwubiegunową czy schizofrenią. Ale rekruci, jak zresztą spora część społeczeństwa, mają też traumy wyniesione z dzieciństwa: rozpad rodziny, alkoholizm ojca, wczesna śmierć matki, przemoc w domu. Tego nie da się odsiać na testach - podkreśla dr Karolina Grządziel.

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Czasem takie osoby próbują być superbohaterami w wojsku i rodzinie. Udowodnić sobie i innym, że poradzą sobie z wszelkimi trudnościami. To ich mechanizm obronny w reakcji na przeszłość, w której czuli się nikim. Zazwyczaj jednak psychika wystawia rachunek za to bohaterstwo.

- Bo jak długo ona wytrzyma ciągłe ratowanie innych, bycie niezawodnym i kontrolowanie wszystkiego? Prędzej czy później ten mechanizm obronny się załamuje. Może do tego doprowadzić coś tak zwykłego w służbie żołnierza jak przeniesienie do innej jednostki. Musi wtedy np. zostawić żonę w ciąży i jechać w odległy region kraju, co wyzwala w nim silny stres. Wraca trauma z dzieciństwa, zaczynają się zaburzenia lękowe napadowe, chroniczne zaburzenia snu i trudności w codziennym funkcjonowaniu - wymienia psychiatrka.

Mobbing w wojsku? "Te patologie nadal są i wycieńczają żołnierzy"

Na oddział dr Grządzieli żołnierze trafiają też z nerwicami. Niektórym np. po 10 latach służby w wojsku coraz trudniej zameldować się na dyżurze. Nocami męczą ich koszmary, w których dowódca wszczyna im postępowania dyscyplinarne. Zrywają się z łóżka na trzy godziny przed alarmem budzika. Są zlani potem, czują ucisk w żołądku i klatce piersiowej. Na myśl o tym, że muszą stawić się przed przełożonym, reagują lękiem. Ciągle mają wrażenie, że coś złego ich spotka. Zaczynają się problemy z pamięcią, koncentracją i spadek samooceny.

Ukraina na pigułkach. 'Lekarze mówią, że to nawet 90 proc. z nas'

- Wiele stresorów w wojsku może wywołać taką nerwicę. Jeśli się skumulują, to przeciążają psychikę. To np. presja dowództwa, by wykonywać skomplikowane rozkazy w krótkim czasie. Do tego dochodzi ich zmienność i sprzeczność. Żołnierz chce być niezawodny, a w takich warunkach nawala. Musi się tłumaczyć, przyjmować kary albo ciągle żyć w lęku przed konsekwencjami - opisuje lekarka.

- Brzmi, jakby byli ofiarami mobbingu - wtrącam.

- Bo czasem są, tylko w wojsku tak tego się nie nazywa. Mobbing bywa w pracy, a żołnierz jest na służbie. W tym słowie zawarte jest totalne poddaństwo. Wojskowy ma słuchać rozkazów i siedzieć cicho, nawet jeśli dowódca go upokarza i rujnuje mu psychikę. Ten sam mechanizm działa, gdy na służbie dochodzi do molestowania seksualnego kobiet i dyskryminowania gejów. Niestety, wszystkie te patologie nadal są w armii i wycieńczają żołnierzy - stwierdza moja rozmówczyni.

Wielu jej pacjentów cierpi na wypalenie zawodowe. To kolejne określenie, które ma nie pasować do służby wojskowej. Tymczasem ona wypala podobnie jak np. praca w korporacji. - Żołnierze bywają wyczerpani stresem. Nie musi mieć ekstremalnego natężenia, wystarczy, żeby było ciągłe. Po jakimś czasie już trudno odprężyć się i zregenerować. Pojawia się zmęczenie, którego nie da się odespać. Zresztą często dochodzi do tego bezsenność, więc robi się kołowrotek. Wypalenie przechodzi w nerwicę. Na nic tu zda się dwutygodniowy urlop nad morzem. Proces odwracania zmian które zaszły w psychice jest skomplikowany i długotrwały - opisuje psychiatrka.

Żołnierze boją się "żółtych papierów". "Przychodzili do mnie incognito"

Zanim dr Karolina Grządziel została kierowniczką oddziału psychiatrii w szpitalu wojskowym, przyjmowała żołnierzy w prywatnym gabinecie. Przychodzili incognito. Dopiero gdy atmosfera się ocieplała i pacjenci poczuli się bezpiecznie, przyznawali: "Muszę coś pani zdradzić, ale w tajemnicy. Tak naprawdę jestem żołnierzem. Nie chcę, żeby informacja o mojej wizycie u pani trafiła do dokumentacji medycznej. Wojsko nie może się dowiedzieć o moich problemach. Nababram sobie w papierach i potem to będzie ciągnęło się za mną do emerytury".

Rosja zemści się na Polsce? 'Trzeba mieć spakowaną walizkę'

To odpowiedź na pytanie, dlaczego żołnierze rzadko zgłaszają się po pomoc na oddział psychiatryczny. Boją się, że pobyt tam "zażółci" im papiery.

- W innych służbach dowódcy dają większe przyzwolenie na sięganie po pomoc psychiatryczną, dlatego ich funkcjonariusze częściej do nas trafiają. Tak dzieje się zwłaszcza z policjantami. W armii strach przed perturbacjami zawodowymi jest spotęgowany dziesięciokrotnie. Żołnierz często obawia się, że kryzys psychiczny wykasuje jego zasługi. Że nawet jeśli nie zakończy jego kariery, to narazi go na drwiny i wyszydzanie  - tłumaczy psychotraumatolożka.

Nowoczesna broń i staroświeckie podejście do psychiki? "Taki żołnierz może być zagrożeniem"

Na pytanie, czy to urojone czy prawdziwe konsekwencje, dr Karolina Grządziel odpowiada, że nie ma dostępu do akt osobowych żołnierzy. Ciągle jednak słyszy co spotyka niektórych żołnierzy, gdy wracają z turnusu rehabilitacji psychiatrycznej.

Co grozi Polsce po wojnie? 'Temu scenariuszowi da się jeszcze zapobiec'

- Koledzy z armii i dowódcy nazywają ich "wariatami z żółtymi papierami". Rzucają kąśliwe uwagi: "Z twoją głową jest już dobrze czy dalej masz zryty beret?", "Wróciłeś z wczasów? To teraz do roboty!". Moi pacjenci z góry się nastawiają, że po leczeniu będą mieć dwa razy więcej obowiązków albo że ominie ich premia czy awans. Bo mówią, że taki pobyt w szpitalu uchodzi w wojsku za fanaberię i miganie się od służby - opisuje lekarka.

- Mamy armię z coraz nowocześniejszym sprzętem i staroświeckim podejściem do psychiki żołnierzy? - dociekam.

- Słyszę, że to podejście się zmienia. Niektórzy dowódcy sami sugerują podwładnym, żeby zajęli się swoim zdrowiem. To jednak dalej są pojedyncze historie. Znacznie więcej znam tych, które pokazują anachroniczny stosunek do psychiki w wojsku. Jakby ona nie miała związku z ciałem. Jakby można było fizycznie przygotowywać żołnierza do obrony kraju, a jego psychikę zupełnie bagatelizować. Tymczasem zgrzany umysł nie zareaguje na chłodno w sytuacji bojowej. Taki żołnierz może być zagrożeniem dla siebie i innych - uważa.

Jak dodaje, w amerykańskiej armii już dawno to zrozumiano. Żołnierze uczą się, jak rozpoznawać ostre reakcje na stres i jak je opanowywać. Wszystko po to, by podczas ekstremalnego zagrożenia stres nie przeszedł w ataki paniki, odrętwienie ciała czy ucieczkę z pola walki.

"W wojsku nadal się pije". Otwierają butelki, by "regulować" emocje

Żołnierze boją się sięgać po pomoc psychiatryczną również dlatego, że muszą być niezawodni. Jak mówi dr Karolina Grządziel, wojsko im wpoiło, że nie mogą okazywać słabości i mają radzić sobie sami z emocjami. Inaczej nie nadają się do służby. - Często sobie "radzą", otwierając butelkę? - pytam lekarkę.

- Skoro duża część polskiego społeczeństwa nadal tak "reguluje" emocje, to trudno się spodziewać, żeby z żołnierzami było inaczej. Oczywiście, że w wojsku nadal się pije. Na szczęście są już dowódcy, którzy proponują leczenie podwładnym w kryzysie alkoholowym. Ale to na razie tylko taki przebłysk, światełko w tunelu. Alkohol i narkotyki wciąż uchodzą za skuteczny sposób na niwelowanie napięcia, także w wojsku. Rzecz jasna, to mit - podkreśla psychiatrka.

Młodzi żołnierze jak "rozkapryszone zetki"? Zrywają z tabu

Z obserwacji dr Karoliny Grządziel wynika, że młodzi żołnierze śmielej sięgają po profesjonalną pomoc psychiatryczną. Częściej opowiadają lekarzom o swoich problemach i zrywają z wojskowym tabu.

- Nie chodzi o żadne tajemnice służbowe, które muszą pozostać w ukryciu ze względu na bezpieczeństwo państwa. Mówią o naruszeniach, których doświadczają w armii. Wiedzą, że w tych sprawach milczenie jest złe. Osłabia całą armię, bo ukrywa patologie i obniża w niej poczucie bezpieczeństwa. A ono dla żołnierzy jest kluczowe. Muszą być przekonani, że wojsko ich nie zawiedzie zwłaszcza, gdyby znaleźli się w warunkach bojowych. Dlatego ma być przejrzystą organizacją, w której panują jasne reguły i która zawsze za nimi stanie - tłumaczy lekarka.

Jak dodaje, młodzi rozumiejąc to i dbając o siebie, mogą przysłużyć się armii. Nie zawsze jednak spotykają się ze zrozumieniem oficerów. Dla nich bywają rozkapryszonymi zetkami, które na byle trudności odpowiadają: "Nie chcę brać w tym udziału".

"Zepsuty" żołnierz wraca do cywila. "Wszystkie możliwe dramaty"

- Nie chcę mieć obrazu polskiej armii jako formacji, która wykorzystuje żołnierza, dopóki jest sprawny i "działa". A gdy się "zepsuje", to zwraca go do cywila. Chcę ją widzieć jako służbę, którą nie ma użytkowego podejścia do człowieka. Mam jednak z tym trudność po wysłuchaniu wielu opowieści swoich pacjentów - przyznaje moja rozmówczyni.

Chodzi również o historie emerytowanych żołnierzy, którzy przez lata "nie reperowali" zdrowia psychicznego i popadają we wszystkie możliwe dramaty życiowe. To trudności adaptacyjne poza służbą, rozwody, tragedie rodzinne, uzależnienia i poważne choroby psychiczne. Na dziennym oddziale psychiatrii lekarze wyciągają ich z najbardziej mrocznych problemów. Jak to robią?

- Nasi pacjenci nazywają to maratonem. Przychodzą do nas przez cztery tygodnie, od poniedziałku do piątku, na około sześć godzin dziennie. W tym czasie mają terapie indywidualne i grupowe, gdzie dzielą się doświadczeniami, opowieściami o lękach i traumach - mówi.

Dostają też wiedzę, w którą nowoczesne armie wyposażają swoich żołnierzy. Czyli dowiadują się jak ciało reaguje na ostry i przewlekły stres. Jak radzić sobie z atakami paniki. Jak nie zaprzeczać lękowi, tylko go przyjąć i namierzyć jego źródło. Jak zatrzymać hiperwentylację i wyregulować oddech. Jak rozpoznać pierwsze symptomy różnych zaburzeń psychicznych. Jak szukać wsparcia wśród bliskich i jak z nimi rozmawiać.

- Czasem takie maratony trzeba powtarzać, by stopniowo rozplątać problemy. Bo psychika nie może pomieścić wielu zmian naraz. Chciałabym, żeby żołnierze dostawali tę pomoc wcześniej i by nie trafiali do nas dopiero, gdy jest już z nimi bardzo źle - podsumowuje kierowniczka Oddziału Psychiatrycznego Dziennego 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie.

Źródło: TOK FM