,
Obserwuj
Polska

Nawrocki "nie doczekał nawet pierwszej tury". "Zrobił się taki incydent"

7 min. czytania
16.05.2025 06:32

Karolowi Nawrockiemu domalowali przyrodzenie, a Rafała Trzaskowskiego ukradli. Tylko Magdalena Biejat pozostaje bezpieczna na czwartym piętrze, z daleka od przechodniów. Sympatycy kandydatów na prezydenta opowiadają w tokfm.pl o tym, jak polityczne emocje wdarły się w ich codzienność, gdy wywiesili banery wyborcze.

|
|
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Pani Wanda ostatnio zmywała penisa z twarzy Karola Nawrockiego. Napotkała jednak przy tym na opór. Flamaster, którym ktoś pomalował czoło kandydata PiS na prezydenta, nie chciał zejść.

- Byle Kraft z Biedronki nie dawał rady temu, za przeproszeniem, przyrodzeniu. A Ludwik jest za drogi. Jak przejechałam pana Karola czymś mocniejszym, to zrobił się taki spłowiały, jakby startował jeszcze przeciw Krzaklewskiemu (Marianowi, kandydatowi Akcji Wyborczej Solidarność w wyborach z 2000 roku - przyp. autora). Dlatego już go zdjęłam, nie doczekał nawet pierwszej tury. Chciałam dobrze, a tu zrobił się taki incydent. Ludzie stali się tacy nienawistni, że człowiek rozkłada ręce - mówi emerytowana krawcowa z Krakowa.

Wyborczy "ogień" pod banerami kandydatów. "Już nie mogę tego słuchać"

Z kolei Dominika trzyma swoją kandydatkę z dala od przechodniów, bo na czwartym piętrze. Nie dosięgną jej flamastrem. Mogą co najwyżej zahaczyć Magdalenę Biejat niechętnym spojrzeniem, co zresztą często robią. - Mieszkam w małym miasteczku pod Krakowem, gdzie wybierany jest głównie PiS. Dlatego odkąd wywiesiłam na balkonie Biejat, słyszę od sąsiadów: "Zdejmij to. Ona jest za zabijaniem dzieci". Rozmawiam z nimi spokojnie, bo tym banerem sama ich trochę zaprosiłam do dyskusji. Nie oglądałam już debat wyborczych, bo prawie codziennie mam je na klatce schodowej. Ale nikt mi nie będzie mówił, co mam robić - uśmiecha się 36-letnia spedytorka.

Jeśli już się wścieka, to nie na zwolenników PiS, tylko Rafała Trzaskowskiego. Zarzucają Dominice, że zmarnuje swój głos, oddając go na kandydatkę Lewicy z niewielkim poparciem. Mówią: "Trzeba odeprzeć PiS, a ty bawisz się w bycie pięknoduchem", "To nie jest czas na widzimisię, bo jak Trzaskowski nie zrobi dobrego wyniku w pierwszej turze, to w drugiej pokona go Nawrocki. A wtedy otworzy Kaczyńskiemu powrót do władzy".

- Wjeżdżają same libkowe klasyki. Wszystko mi opada, gdy je słyszę. To jakby ktoś odbierał mi głos, bo uznał, że do niego nie dorosłam. Zwolennicy KO zachowują się, jakby tylko oni byli dojrzali, a inni nie dorośli do demokracji. Zastraszają mnie PiS-em, żebym głosowała na obóz Tuska. A ja nie chcę, bo dla mnie to prawak, który nie dowozi aborcji, jest przeciwko migrantom na granicy i pozwala Kościołowi dalej panoszyć się w Polsce - ocenia Dominika.

- Już nie mogę tego słuchać - denerwuje się jej brat Marcin, który mieszka w Krakowie. Sam wywiesił na ogrodzeniu baner Rafała Trzaskowskiego, ale szybko go zerwali i ukradli. Nie zamówił nowego, bo zgadza się, że to działa jak zaproszenie do docinek i dyskusji o polityce, a on ma ich dość. Sprawdził to w praktyce: przechodnie zatrzymywali się przy jego płocie i rzucali: "Ile Soros płaci za taką reklamę?", "Nie szkoda panu Polski?". - Nie miałem cierpliwości odpowiadać. Zamiast dyskutować, wolę działać. W niedzielę po prostu pójdę na wybory - podkreśla 40-letni przedsiębiorca.

Ile za baner wyborczy? "Soros nie płaci"

- Soros nie płaci - prycha Marcin i dodaje, że reklamę wyborczą Rafała Trzaskowskiego sam zamówił u działaczy Koalicji Obywatelskiej i zawiesił ją pro bono. - Najpierw czepiała się mnie żona. Pytała, po co tak obnosić się ze swoimi poglądami politycznymi. Odpowiadałem, że brzmi jak ludzie z PiS, którzy cisną osoby LGBT za obnoszenie się ze swoją orientacją. Nie można mieć pretensji do innych, gdy obnoszą się z tym, że są sobą - mówi.

Ledwie żona mu odpuściła, a już do akcji wkroczyła teściowa. Zastanawiała się na głos: "Po co tak drażnić oczy innych?". Marcin tłumaczył, że nie ma w tym nic złego. Przypominał, że obywatele Stanów Zjednoczonych od dawna obklejają swoje domy podobiznami kandydatów na prezydenta. Na różne sposoby angażują się w kampanie wyborcze, bo tak pilnują swojej demokracji. Usłyszał od teściowej, że Polska to nie Ameryka. - Racja, myśmy jeszcze nie całkiem wyszli z czasów komuny. Dalej chodzi o to, żeby się nie wychylać, bo można dostać za to po głowie. Ale ja wolę podejście Amerykanów, a nie komuchów - ucina.

W końcu jednak zmierziły go dyskusje o polityce i nie chce już ich prowokować banerem wyborczym Rafała Trzaskowskiego. - Do nich trzeba mieć cierpliwość, na jaką stać tylko polityków. Normalny człowiek nie powtórzy dwudziesty raz tego samego, bo wcześniej krew go zaleje. Zresztą gdy wywieszałem baner, nie chciałem nikogo zapraszać do dyskusji. Próbowałem działać na zasadzie: zróbmy efekt skali, policzmy się i zachęćmy tym innych do głosowania - tłumaczy mój rozmówca.

Wyborczy żar "planktonu". "Zostanie zeżarty przez PiS"

Najmniejszą cierpliwość Marcin ma nie tyle do zwolenników PiS, co do niezdecydowanych. Wprawdzie tylko ci pierwsi podchodzili do jego płotu i mu docinali, ale po nich akurat nie spodziewał się niczego innego.

- Nigdy im nie przeszkadzało, co robiła ich partia: rozwalała sądy, Sejm, media i pałowała protestujących ludzi na ulicach. Nie dogadam się z nimi i trudno. Za to nie mogę znieść niezdecydowanych, którzy rżną w internecie obiektywnych i zdystansowanych. Na podstawie debat albo jakichś impulsów decydują, na kogo zagłosują. Jakby przez ostatnie 10 lat żyli pod kamieniem i nic do nich nie docierało. A przecież nie ma znaczenia, czy Trzaskowski dobrze wypadł w tej lub innej debacie. Bo jest jedynym kandydatem, który ma realnie szanse pokonać PiS - wzdycha.

- Czyli woli pan wyborczy żar niż letnią temperaturę? - dopytuję.

- Nie do końca. Moja siostra Dominika jest lewaczką, a wśród dalszych znajomych mam innych wyborców planktonu demokratycznego. Oni mają polityczny ogień, ale go nie lubię. Bo grają na to, żeby cała demokracja stała się planktonem, który zostanie zeżarty przez PiS - uważa Marcin.

Wyborczym banerem zrobiła coming out. Polityczne emocje jak w TV

Dominika już przywykła do słów brata i podchodzi do nich z dystansem, dlatego teraz tylko lekko wzdycha z uśmiechem. - Już pomijam szantaże moralne dotyczące obrony demokracji, ale skąd ten tekst o tym, że mam jakiś polityczny ogień. W ogóle go nie czuję - wzrusza ramionami.

Jak dodaje, nie przez ogień wywiesiła baner Magdaleny Biejat. Chciała po prostu zamanifestować swój lewicowy wybór w "prawackim" miasteczku. Wcześniej robiła to anonimowo podczas wyborów. Stawiała krzyżyk przy lewicowym kandydacie, a potem czytała, że zajął ostatnie miejsce, bo dostał kilka-kilkanaście głosów. - Teraz zrobiłam coming out przed sąsiadami, bo nie chcę już udawać, że mnie nie ma. Wyszedł z tego specyficzny eksperyment - opowiada.

Po wywieszeniu baneru poczuła, jakby cudze emocje polityczne, które do tej pory widziała tylko w telewizji, wlały się w jej codzienność. - Oczywiście, w niewielkiej skali. To nie są emocje ze szpitala w Oleśnicy, do którego wpadł Grzegorz Braun i zaatakował lekarkę robiącą aborcje. Tylko radykałowie i fanatycy tak podgrzewają klimat. Tego bym nie wytrzymała. Mój eksperyment nie wywołał agresji. Nawet jeśli usłyszałam od starszego kolesia: "Zdejmij ten baner", to zabrzmiało nie jak groźba, tylko taka pokręcona troska: "Zapamiętałem cię jako dobrą dziewczynę i nie mogę sobie poradzić z tym, że tak zlewaczałaś". Protekcjonalne i gów...ne, ale bez agresji - opisuje.

Dominika wie, że tym banerem nie wpłynie na wynik wyborów. Ocenia, że jej kandydatka przepadnie w pierwszej turze i nic w polityce się nie zmieni. - Ale to ważne, by głosować zgodnie ze swoimi przekonaniami, a nie z oczekiwaniami innych. Wtedy demokracja jest żywa i prawdziwa. Dlatego w pierwszej turze głosuję na Magdę, a potem ją zwijam i przekazuję schronisku dla zwierząt. Ocieplą nią budy dla psów. Myślę, że moja kandydatka nie miałaby nic przeciwko. Jest już trochę odrapana przez moją kotkę Miętkę - uśmiecha się moja rozmówczyni, ale nie chce dopowiedzieć, na kogo zagłosuje w drugiej turze.

"Ładny pan Karol" Nawrocki. "Nie da się wybrzydzać"

Na pomysł wywieszenia baneru pani Wanda wpadła po dwóch pierwszych debatach wyborczych w Końskich. - Karol Nawrocki stawił się na obu i mnie ujął. Był lekko zdenerwowany i taki trochę nieobyty, bo jest jeszcze nowy w polityce. Dlatego pomyślałam, że tym bardziej muszę go wesprzeć, by wygrał. Zawsze dzielnie się stawia na debatach i walczy. A ten Trzaskowski opuścił już trzy w Republice. Wybiera je sobie jak paniczyk. Taki "bonżur" nie może być prezydentem wszystkich Polaków - mówi emerytka. Gdy ją pytam o aferę mieszkaniową z udziałem kandydata PiS, odpowiada, że nie ma w niej dużego rozeznania i nie ufa mediom w tej sprawie.

Co trzeba zrobić, żeby mieć u siebie na płocie podobiznę Nawrockiego? Z tym pytaniem pani Wanda pobiegła do znajomej. To z jej balkonu już spoglądał na przechodniów kandydat "obywatelski". Nie uśmiechał się jak Rafał Trzaskowski, tylko patrzył z powagą. Miała pewnie pasować do biało-czerwonej w tle i słowa "prezydent" nad głową.

- Tutaj nie da się wybrzydzać: ładny jest ten nasz pan Karol. Nie to, co Trzaskowski, który wygląda jak bawidamek. Ale wracając: moja koleżanka odpowiedziała, że to wnuk załatwił jej w internecie reklamę naszego przyszłego prezydenta. Zadzwoniłam do swojego wnuka, a on sprawdził i rzeczywiście: sztab pana Karola rozdawał takie plakaty w internecie. Niedługo potem jeden z nich miałam już w domu. Ucieszyłam się, że mogę mu jakoś pomóc - opisuje 68-latka.

Nie spodziewała się, że baner Karola Nawrockiego wzbudzi taką niechęć przechodniów. - Tyle się mówi o nienawiści polityków do siebie, ale człowiek zakłada, że ona zostaje w mediach. No, czasem sąsiad z sąsiadem pokłócą się o Tuska, ale to jest w jakichś ryzach. A tutaj nie dość, że ktoś domalował przyrodzenie, to jeszcze dopisał: "Zdychaj". Zwłaszcza to drugie mnie przeraziło. Nie myślałam, że jak dotknie się polityki, choćby banerem, to może zrobić się tak nieprzyjemnie - przyznaje.

Pani Wanda nie ukrywa, że było też zabawnie. Gdy zobaczyła penisa na czole Karola Nawrockiego, od razu zabrała cały baner do domu i tam zaczęła go szorować środkiem do czyszczenia WC. - Pogorszyłam sprawę, bo go wybieliłam. Nawet teraz, jak o tym opowiadam, to się śmieję. Nie ma co płakać, przecież to nie obraz świętego. Ale uważam, że takie bazgranie po kandydatach to chamstwo i dziecinada - podkreśla.

Nie miała wyjścia: ładnie złożyła reklamę "pana Karola" i zostawiła na tarasie. Odniesie ją do śmietnika, ale dopiero po wyborach. - Nie chcę ściągnąć na niego pecha. Jestem przekonana, że wygra - podsumowuje emerytka.

Źródło: TOK FM