Ujawniono wielki majątek Kościoła. "Powinni spalić się ze wstydu"
Luksusowe hotele, kamienice, pałace i tysiące hektarów ziemi - to tylko część majątku Kościoła katolickiego w Polsce, który w poniedziałek ujawniła Wirtualna Polska . Przeanalizowała ponad tysiąc ksiąg wieczystych, których rejestr jest publicznie dostępny. Na tej podstawie oszacowała wartość kościelnych nieruchomości i gruntów na prawie pół miliarda złotych.
W rzeczywistości majątek Kościoła w Polsce jest o wiele większy, a raport Wirtualnej Polski skupia się wyłącznie na własnościach diecezji i archidiecezji. Pomija nieruchomości i grunty należące m.in. do parafii czy zakonów, a więc kościoły, kaplice, cmentarze. Wszystko dlatego, że - jak przyznaje naczelny portalu i autor materiału Paweł Kapusta - nie ma odpowiednich narzędzi, by odsłonić całe materialne bogactwo Kościoła.
Zdaniem prof. Arkadiusza Stempina wspomniany raport to wizerunkowy cios dla Kościoła w Polsce. - Publikacja jest bardzo uczciwa i pozbawiona agresji. Jest jednak takim lustrem podłożonym pod nosy duchownym. Gdy w nim się przejrzą, powinni się wstydzić. Sam zaglądałem w niego ze smutkiem - mówi historyk i watykanista z Uczelni Janusza Korczaka w Warszawie oraz Albert-Ludwigs-Universitat we Fryburgu.
Jeśli Marta Nawrocka 'ustoi' ten atak, może zostać gwiazdą. 'Masowo stają w jej obronie'
Jak dodaje, spis majątku Kościoła tylko potwierdza, że w tej instytucji machina biurokratyczna "zeżarła Boga". - Biurokraci w sutannach mają mózgi skonfigurowane do tego, by uzupełniać rubryczki w programie do księgowania przychodów. Gubią przy tym Boga. Oto coś, o czym czytaliśmy u Dostojewskiego: religia bez Boga, chrześcijaństwo bez Chrystusa - podkreśla ekspert.
Część diecezji "leży na workach pieniędzy". "Pasywa na chude lata"
Według raportu Wirtualnej Polski Kościół jest wielkim właścicielem ziemskim. Same diecezje mają ok. 3,5 tys. hektarów o wartości 250 mln zł. To grunty, które przekazała im m.in. państwowa Komisja Majątkowa, a także pomogły im uzyskać samorządy.
Zdaniem prof. Arkadiusza Stempina publikacja przede wszystkim unaocznia, że Kościół katolicki w Polsce ma pieniądze, by wziąć finansową odpowiedzialność za przestępstwa seksualne, jakich dopuszczają się duchowni. - Z tej publikacji wynika, że przynajmniej część diecezji leży na workach pieniędzy. Należałoby upłynnić ten majątek i przekazać go ofiarom w ramach zadośćuczynień. Chrystus przecież nie miał majątku, a Kościół na nim się wzoruje. Skoro tak, to powinien dostrzec krzywdę człowieka i jego potrzeby, po czym wesprzeć go swoimi zasobami - mówi.
Jak dodaje, zamiast tego Kościół gromadzi "pasywa na chude lata", które mogą przyjść wraz z pogłębianiem się wizerunkowego kryzysu tej instytucji i odpływem wiernych. - Póki co ta kościelna ręka ze spiżu nadal jest wyciągnięta po publiczne pieniądze, a państwo sowicie dotuje bogatą instytucję - stwierdza watykanista.
Działki, hotele, kamienice, mieszkania. Tyle wynosi majątek polskich diecezji
Polscy biskupi biorą pieniądze z Unii i na nią nadają. "Hipokryzja"
Dodatkowo na część ziem Kościół dostaje jeszcze unijne dotacje. W 2022 roku miał otrzymać przeszło 16 mln złotych dopłat z funduszy Unii Europejskiej. To o tyle ciekawe, że hierarchowie nieraz uderzali we Wspólnotę. Robił to chociażby abp Marek Jędraszewski, który polskiemu rządowi i właśnie UE zarzucał, że chcą deprawować polskie dzieci i młodzież "w duchu masturbacji i ideologii gender".
- Krzykliwi ludzie w Kościele, jak Jędraszewski, krytykują Unię Europejską. Wykrzywiają przy tym twarz tej instytucji, gdy mówi o Europie. Natomiast episkopat rzadko ją potępia, bo doskonale zdaje sobie sprawę, jak wiele jej zawdzięcza. Ale nawet jemu można zarzucić hipokryzję, bo z jednej strony czerpie benefity z UE, a z drugiej nie ma odwagi sprzeciwić się swojemu politycznemu sojusznikowi, czyli PiS. Ta partia uprawia populistyczną propagandę atakującą Unię. To moja największa pretensja do Kościoła w Polsce, że trzyma głowę w piasku i nie broni Wspólnoty przed zapędami populistów. Do niedawana mu się to opłacało, bo brała pieniądze od populistów - ocenia ekspert.
Kościół lubi "łajno diabła"? "Duchowni powinni spalić się ze wstydu"
Kościół jest nie tylko wielkim latyfundystą, ale również kamienicznikiem i hotelarzem. Według Wirtualnej Polski ma też ekskluzywne kompleksy wypoczynkowe, centra konferencyjne, a nawet restauracje. Do tego mieszkania i domy w atrakcyjnych lokalizacjach. Tylko właściwie co jest złego w tym, że Kościół lubi pieniądze?
- Bo jego misją nie jest bogacenie, tylko ewangeliczne ubóstwo. Kościół sam o tym mówi, a później wychodzi na jaw, że zamienił się w wielkie przedsiębiorstwo. Jeśli duchowni prowadzą luksusowy hotel i jednocześnie wertują karty Ewangelii, powinni spalić się ze wstydu. Ale nie są na tyle uczciwi, żeby oblać się rumieńcem. Zamiast tego wolą milczeć o swoim majątku albo zaprzeczać, gdy już o nim mowa - mówi prof. Arkadiusz Stempin.
To 'najsilniejszy człowiek' Jędraszewskiego w Watykanie. 'Gwarantuje nietykalność'
Hierarchowie kryją się w pałacach biskupich, których wartość dziennikarze oszacowali na 200 mln zł. - To jest chore, aberracyjne. Książęta Kościoła mieszkają w pałacach za miliony, które pełnią funkcję reprezentacyjną. A przed kim? Nie mówię, żeby je oddać biednym, tylko np. wykorzystywać jak papież Franciszek. Czyli zapraszać ubogich, by mogli tam pobyć, najeść się, wykąpać. Czyli dohumanizować ich zgodnie z misją ewangeliczną - proponuje.
Jednak w ocenie watykanisty nie ma na to wielkich szans po śmierci papieża Franciszka. Ten nazywał pieniądze "łajnem diabła" i krytykował przepych, w jakim żyją niektórzy duchowni. - Należy opłakiwać Franciszka, bo wraz z nim zniknęło z Kościoła jego podejście do bogacenia się. Moim zdaniem Leon XIV reprezentuje Kościół bizantyjski, co wkrótce zobaczymy. Widać, że lubi splendor Kościoła, czerwone dywany, nieskazitelne stroje. Kościołowi Franciszka zaciągnął hamulec. Na prowadzenie wysunie się wizja instytucji wypełnionej po sufit banknotami - prognozuje rozmówca tokfm.pl.
"Katolicki kapitalizm spod znaku Rydzyka"
Zaznaczmy, że oprócz pałaców Kościół katolicki w Polsce ma również wiele instytucji pomocowych. To m.in. domy samotnej matki, okna życia, hospicja, świetlice i jadłodajnie. Prof. Arkadiusz Stempin nazywa to ewangelicznym „ziarnem", ale zarazem nie ma złudzeń, że Kościół będzie stawał na "plewy", czyli swoje interesy.
- Tym bardziej, że w Watykanie zabrakło latarni, jaka za Franciszka oświetlała drogę w stronę misji ewangelicznej. Kościół w Polsce już nie wykrzesze z siebie sił, żeby zawrócić z drogi katolickiego kapitalizmu spod znaku Tadeusza Rydzyka - ocenia.
Jego zdaniem na plebaniach i pałacach biskupich jest za dużo cichych potakiwaczy biznesmena z Torunia, a za mało sióstr Małgorzat Chmielewskich i księży pokroju Wojciecha Drozdowicza z warszawskiej parafii. - Ten na obiad otwiera puszkę sardynek, zamiast wyciągać rękę po pieniądze. Są tacy ludzie w Kościele i nie można o nich zapominać. Pozostają jednak w mniejszości i nie są twarzami tej instytucji. Nie są w stanie rzucić rękawicy przedsiębiorcom typu Rydzyka - podsumowuje rozmówca tokfm.pl.