,
Obserwuj
Polska

Jeden spadek, dwa różne podatki. Prawnik łapie się za głowę

7 min. czytania
10.07.2025 06:34
Otrzymanie spadku z zagranicy brzmi jak spełnienie marzeń. Przestaje, gdy musimy zapłacić wysoki podatek. Paweł i Roman odziedziczyli takie same części tego samego mieszkania, ale jeden z nich zapłacił podatek spadkowy wyższy o niemal 60 proc. - To jest niedopuszczalne! - dziwi się prawnik. Czy polski podatnik jest bezbronny wobec fiskusa?
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Dwóch spadkobierców tego samego spadku z zagranicy otrzymuje różne decyzje podatkowe. Jeden z nich musi zapłacić o 60 proc. więcej niż drugi;
  • Różnica tkwi w interpretacji przepisów dokonanej przez organy skarbowe: jeden z oddziałów urzędu skarbowego przyjął, że podstawą opodatkowania jest wartość odziedziczonego mieszkania minus zadłużenie spadkodawcy. Drugi, że to, co wpłynęło na konto po sprzedaży mieszkania. Różnica w tych kwotach to ok. 30 tys. zł;
  • Notariusz i adiunkt w Katedrze Prawa Finansowego i Ekonomii WPiA UKSW Krzysztof Buk wskazuje, który z urzędów popełnił błąd. 'To niedopuszczalne!' - podkreśla;
  • Czy podatnik, który zapłacił więcej jest bezbronny wobec prawa? Czy może się odwołać i odzyskać niesłusznie nadpłacony podatek?

 

Jeden spadek i dwóch spadkobierców. Paweł i Roman* otrzymali po jednej trzeciej mieszkania w dużym skandynawskim mieście. Pierwszy jest mieszkańcem Polski powiatowej, drugi mieszka w jednej z warszawskich dzielnic. Dlaczego ich przeprawy z urzędem skarbowym i decyzje, które otrzymali, tak się różnią?

 

Pięć telefonów do Krajowej Informacji Skarbowej i nadal nic nie wiadomo

 

Problemy pojawiły się jeszcze zanim spadek został podzielony, mieszkanie spieniężone, a pieniądze wpłynęły na konta. Obaj spadkobiercy - gdy tylko dowiedzieli się, że są ujęci w testamencie, próbowali sprawdzić, z jakimi kosztami będzie się to wiązać - jak duży podatek spadkowy będą musieli zapłacić. Dzwonili na infolinię Krajowej Informacji Skarbowej i - co ciekawe - otrzymywali na niej zupełnie inne informacje. Pytali też w swoich urzędach skarbowych, również z różnym rezultatem. Postanowili zatem czekać, aż spadek dostaną i wtedy działać. 

Gdy niemal rok później spadkobiercy otrzymali dokumenty ustalające wysokość spadku, a pieniądze ze sprzedaży odziedziczonego za granicą mieszkania wpłynęły na ich konta, obaj ponownie rozpoczęli drogę o ustalenie wysokości podatku od spadku.

Paweł w swoim powiatowym urzędzie część spraw omawiał z urzędniczką telefonicznie, na miejsce osobiście udał się dwukrotnie.

W tym samym czasie Roman - w dzielnicowym oddziale urzędu w Warszawie - był pięć razy. Za każdym razem rozmawiał z inną urzędniczką. W czasie pierwszych trzech wizyt - jak relacjonuje - otrzymywał sprzeczne i niepełne informacje. W czasie czwartej miał spędzić w poczekalni 1,5 godziny, żeby dostać dokument, w którym  - jak mówi - nie było żadnych konkretów. Ostatecznie, po trzech tygodniach i dwukrotnym upomnieniu się, otrzymał decyzję o podstawie prawnej należnego podatku i jego wysokości.

 

Ten sam spadek, różne decyzje

 

Podatek Romana okazał się o ponad 60 proc. wyższy od podatku Pawła i został wyliczony na podstawie kwoty, jaka wpłynęła na jego konto. Podatek Pawła był wyliczany przez powiatowy urząd na podstawie wartości odziedziczonego mieszkania (wartość została wcześniej oszacowana przez skandynawski urząd skarbowy), po odjęciu od niej zobowiązań zmarłej, bo mieszkanie było obciążone kredytem.

- Spadek był skomplikowany, złożony - przyznaje Paweł. - W samym testamencie było wiele punktów wymieniających nieruchomość i różne ruchomości. Było trzech głównych spadkobierców dziedziczących mieszkanie, a do tego jakieś obrazy przeznaczone dla warszawskiej galerii sztuki, datek na rzecz Cmentarza Powązkowskiego, dyspozycja utrzymania grobu w Polsce czy żyrandol, który miał trafić do jeszcze kogoś innego - wylicza. - Jednak to, co było masą spadkową dla trzech głównych spadkobierców, to mieszkanie - dodaje.

Ponieważ mieszkanie było obciążone kredytem, należało je sprzedać, spłacić kredyt i podzielić pozostałą kwotę na trzech spadkobierców. Pełnomocniczką wyznaczoną do realizacji całego testamentu (podziału i wydania wszystkich części spadku, wyceny i sprzedaży mieszkania) była trzecia osoba z grupy głównych spadkobierców - wieloletnia przyjaciółka zmarłej, od 30 lat mieszkająca w kraju wydania spadku, posiadająca obywatelstwo tego kraju i znająca lokalne przepisy.

- Z telefonu na telefon, z maila na mail, wspólnie we trójkę zagłębialiśmy się w tajniki dziedziczenia. Ona [pełnomocniczka - przyp. red.] na miejscu to badała, a my tu - w Polsce - realizowaliśmy to, o co ona nas prosiła - opowiada Paweł. - Jednocześnie gromadziliśmy i tłumaczyliśmy dokumenty, które miały być potrzebne do naszego rozliczenia z urzędem skarbowym w Polsce - dodaje.

- W moim urzędzie byli przestraszeni tym, że to spadek z obcego kraju. Przewidywali kłopoty i obawiali się tego - wspomina Paweł. Jak dodaje, słychać to było w ciągłych westchnieniach urzędniczek. - Wypełniłem formularz SD-3 [zeznanie podatkowe o nabyciu rzeczy lub praw majątkowych - red.] tak, jak umiałem. Dołączyłem przetłumaczone dokumenty i wysłałem pocztą. Po dotarciu dokumentów zadzwoniłem, żeby upewnić się, czy wszystko się zgadza. Urzędniczka przyznała, że nic z tego nie rozumie - rozkłada ręce.

Pojechał na miejsce i opowiedział całą historię. - Chyba ze 20 minut do niej mówiłem, ona uważnie słuchała, robiła notatki, po czym stwierdziła, że teraz już wszystko wie, ale musi to omówić z naczelnikiem i umówiła się ze mną na kolejną wizytę, następnego dnia. Podczas drugiej wizyty wskazała mi, w których punktach złożonej deklaracji należy wprowadzić poprawki - opowiada dalej mój rozmówca.

Po kilku dniach Paweł dostał decyzję ustalającą wysokość zobowiązania podatkowego, w której zawarta była zarówno kwota należnego podatku, jak i podstawa prawna, na którą urząd się powoływał w jej wyliczeniu. Finalnie więc początkowe obawy Pawła zupełnie się nie sprawdziły.

- U mnie na temat spadku jako takiego i tego, co właściwie odziedziczyłem, nie było rozmowy - mówi Roman. - Urząd był zainteresowany jedynie kwotą, która wpłynęła na konto - dodaje. 

Bydgoszczanie do pisania testamentów nie są chętni. Notariusz obala popularny mit

Gdy porównuję końcowe pisma, jakie otrzymał każdy ze spadkobierców, rzeczywiście widzę, że podano w nich inne podstawy opodatkowania. Wartości, które następnie stały się podstawą wyliczenia podatku, różnią się o około 30 tys. zł, więc i sam wykazany podatek też był inny. Ten do zapłaty przez Romana - znacząco wyższy.

- Ustalmy to jeszcze raz, co było przedmiotem spadku, co właściwie odziedziczyliście? - pytam na koniec moich rozmówców.

- Mieszkanie - odpowiada Paweł.

- Pieniądze - niemal jednocześnie odpowiada Roman.

 

Mieszkanie czy pieniądze?

 

O to, czy często mają miejsce podobne przypadki całkowicie odmiennej interpretacji prawa przez urzędy skarbowe, pytam eksperta.

- To jest niedopuszczalne - mówi Krzysztof Buk, notariusz i adiunkt w Katedrze Prawa Finansowego i Ekonomii Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. - Decyzje urzędu skarbowego powinny być identyczne i wynik zobowiązania podatkowego musi być taki sam. Nie może się różnić ani o złotówkę - przekonuje prawnik.

Zastanawia się, jak to możliwe, że do tej rozbieżności doszło, bo sam nigdy wcześniej nie spotkał się z tak różnym wyliczeniem podstawy opodatkowania przez organy podatkowe. - U źródeł tej rozbieżności leżało pewnie to, że orzekały dwa różne organy podatkowe, bo spadek znajdował się za granicą [i podatnicy mogli go rozliczyć w urzędach właściwych dla swojego miejsca zamieszkania - przyp. red.]. Gdyby był w Polsce, to byłby tu jeden organ podatkowy - mówi Krzysztof Buk.

Jego zdaniem 'jeden z urzędów skarbowych przyjął na pewno zły sposób wyliczenia podstawy opodatkowania'. - I to jest ten, który przyjął, że podstawą jest kwota pieniędzy, jaką otrzymał podatnik ze zbycia swojego składnika spadku - stwierdza ekspert.

Gosposia na plebanii często w podwójnej roli. 'Bardzo często czekają na śmierć matki tego księdza'

Z jednej strony wpływ na rozbieżność miało to, jakie kwoty podatnicy podali w swoich deklaracjach, a jak przyznają Paweł i Roman - te kwoty były inne. Z drugiej jednak strony to nie podatnik, a urząd weryfikuje, czy zeznanie zawiera prawdziwe informacje.

- Jeżeli deklaracja podatkowa jest niezgodna z rzeczywistością, to organ podatkowy ma obowiązek dojść do prawdy, czyli ustalić rzeczywistą kwotę podstawy opodatkowania i nie jest do tego związany finalnie deklaracją podatkową - wyjaśnia prawnik. - Najczęściej organ podatkowy podwyższa podstawę opodatkowania, co zwiększa kwotę podatku, ale jest zobowiązany ustalić podstawę opodatkowania zgodnie z rzeczywistością - dodaje.

I podkreśla, że jeśli organ podatkowy zapoznał się z całą dokumentacją, to powinien tę podstawę obliczyć prawidłowo. - Nawet jeśli podatnik zadeklarował, że odziedziczył pieniądze, to urzędnik musi jednak zauważyć, że to nie były pieniądze. To jest prosty podatek - dziwi się nasz rozmówca.

W ocenie Krzysztofa Buka faktycznym przedmiotem dziedziczenia w tym przypadku nie były pieniądze uzyskane ze sprzedaży mieszkania, tylko samo mieszkanie. - Podstawą opodatkowania była zaś wartość tego mieszkania ustalona według cen rynkowych z dnia powstania obowiązku podatkowego, co w tym przypadku oznacza dzień, w którym skandynawski organ podatkowy urzędowo potwierdził krąg spadkobierców oraz ich udziały w spadku. Ponadto tak ustalona wartość mieszkania powinna być pomniejszona o długi i ciężary spadkowe - tłumaczy notariusz. - I dopiero czysta wartość nabytej rzeczy, stanowi podstawę opodatkowania - kwituje.

Będzie nowy podatek? Premier Tusk zabrał głos. 'Zgodnie z panującą dziś modą'

 

Czy podatnik jest bezbronny wobec błędów fiskusa?

 

Czy Roman może odwołać się od decyzji urzędu i wycofać część nadpłaconego podatku? - Podatnik ma na to 14 dni - podaje mój rozmówca. Jednak kierując się Kodeksem postępowania administracyjnego i ordynacją podatkową, prawnik znajduje inną możliwość odwołania się po upływie tego terminu. - Podatnik mógłby się zwrócić do prokuratora, aby to on w trybie przepisu art. 184 Kodeksu postępowania administracyjnego złożył własny sprzeciw od tamtej decyzji. (...) Prokurator jest odpowiedzialny za ochronę porządku prawnego i prawo przewiduje jego udział w znacznie dłuższym czasie, gdy zostały złamane przepisy podatkowe - wyjaśnia Krzysztof Buk i i dodaje, że tu ewidentnie zostały złamane, bo wskazana kwota wpływu na konto może stanowić podstawę wyliczenia podatku dochodowego, ale na pewno nie podatku spadkowego.

- Teraz, nauczony doświadczeniem, poszedłbym do jakiejś kancelarii i zasięgnął opinii prawnika. Nie zrobiłem tego, bo trzeba pamiętać, że to jednak jest dodatkowy koszt - przyznaje Roman. - Dziś mogę się najwyżej szczycić tym, że zapłaciłem więcej, bo jestem z wielkiego miasta, ze stolicy! - żartuje.

(*) Imiona moich rozmówców zostały zmienione. Spadkobiercy prosili też o nieujawnianie ich miejsca zamieszkania, a także kraju uzyskania spadku.