,
Obserwuj
Polska

Rząd wypowiada wojnę "bandyterce drogowej". Będą wyższe kary?

3 min. czytania
22.07.2025 20:18
Rząd chce zaostrzyć przepisy drogowe. - Jedna rzecz to podwyższenie sankcji oraz wprowadzenie nowych kategorii wykroczeń i przestępstw drogowych, a druga - pilnowanie tego, co się dzieje na drogach. Tutaj mam wrażenie, że niezależnie od tego, który to rząd, to kiepsko sobie z tym radzi -skomentował Krzysztof Woźniak, który w TOK FM prowadzi audycję "Skołowani".
|
|
fot. Piechocki/REPORTER / KAROL PIECHOCKI/REPORTER
  • Możliwe są zmiany w przepisach za brawurową jazdę;
  • Jak mówił w TOK FM Krzysztof Woźniak, "to pierwszy pakiet zmian planowanych przez rząd, jeżeli chodzi o przepisy drogowe, a dotyczący głównie zwiększenia sankcji lub wprowadzenia nowych kategorii wykroczeń i przestępstw drogowych";
  • W ocenie dziennikarza TOK FM, choć nowe przepisy mają poprawić bezpieczeństwo, to nie rozwiązują problemu. Dlaczego?

 

We wtorek późnym wieczorem ma się odbyć pierwsze czytanie rządowego projektu zmieniającego przepisy o ruchu drogowym. Nowe rozwiązania mają umożliwić skuteczne karanie piratów drogowych, którzy nierzadko chwalą się w sieci łamaniem przepisów w poczuciu bezkarności. Przygotowano pakiet obejmujący aż 10 ustaw, które mają zwiększyć bezpieczeństwo na drogach i skuteczniej walczyć z recydywistami.

 

Jak mówił w TOK FM Krzysztof Woźniak, kierowcy będą przede wszystkim "surowiej karani za bandyterkę drogową". - To pierwszy pakiet zmian planowanych przez rząd, jeżeli chodzi o przepisy drogowe, a dotyczący głównie zwiększenia sankcji lub wprowadzenia nowych kategorii wykroczeń i przestępstw drogowych - dodał dziennikarz, który w TOK FM prowadzi audycję "Skołowani".

Jak wyliczył, wśród propozycji są m.in. więzienie za przekraczanie prędkości oraz precyzyjne definicje nielegalnych wyścigów i driftu. Przy czym, jak wskazał, karany ma być nie tylko udział w nielegalnym wyścigu, ale także jego organizacja, sędziowanie i świadome obserwowanie takiego wydarzenia. - Jeżeli ktoś będzie kierować pojazdem, który bierze udział w nielegalnym wyścigu drogowym albo go organizuje lub kieruje nim, czyli np. daje sygnał do startu, to będzie zagrożony karą od trzech miesięcy do nawet pięciu lat pozbawienia wolności. Oczywiście będzie też odpowiednia sankcja, a sąd będzie mógł orzec przepadek pojazdu - wskazał ekspert w rozmowie z Filipem Kekuszem.

 

Jak od razu uzupełnił, wykroczeniem będzie z kolei samo uczestniczenie w nielegalnym wyścigu - czy to jako widz, czy też jako pasażer. - Jeżeli ktoś przyjedzie na wyścig, będzie go oglądać, dopingować czy w nim uczestniczyć to też będzie to niepożądane zachowanie. Trzeba to jasno powiedzieć: wyścigi są robione dla poklasku - podkreślił przy tym.

Na tym jednak nie koniec. Jak dopowiedział, będzie też zmiana dotycząca osób, które pomimo sądowego zakazu prowadzenia pojazdów zdecydowały się znów to robić. Tym razem dostaną dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów - zamiast okresowego.

"Rząd kiepsko sobie radzi" 

 

W ocenie gościa TOK FM, choć nowe przepisy mają poprawić bezpieczeństwo, to nie rozwiązują problemu. - Pytanie, jak to będzie sprawdzane? I jak będzie pilnowane bezpieczeństwo na drogach? Bo jedna rzecz to podwyższenie sankcji oraz wprowadzenie nowych kategorii wykroczeń i przestępstw drogowych, a druga - pilnowanie tego, co się dzieje na drogach. Tutaj mam wrażenie, że niezależnie od tego, który to rząd, to kiepsko sobie z tym radzi - dopowiedział.

Inna rzecz, że na faktycznie zmiany przyjdzie poczekać, bo "z reguły tak jest, że po pierwszym czytaniu posłowie kierują projekt do prac w Komisji Infrastruktury".

A jak wyglądają teraz statystyki? - O ile w 2024 roku mieliśmy delikatny wzrost tych ofiar śmiertelnych w porównaniu z 2023 rokiem, to pierwsze półrocze tego roku jest dość optymistyczne. To spadek o 18 proc. rok do roku. Z tego, co pamiętam, a zajmuje się bezpieczeństwem już długo, to nigdy tak nie było - zwrócił też uwagę dziennikarz TOK FM.

Zastrzegł przy tym od razu, że nie zmienia to faktu, że przyczyny wypadków są wciąż takie same. W tym kontekście wskazał na nadmierną prędkość i nieustąpienie pierwszeństwa na drodze. - Trzeba też zaznaczyć, że najwięcej wypadków dzieje się nadal w okresie wakacyjnym, kiedy więcej i częściej podróżujemy. O dziwo dobra pogoda wcale nie jest tu sprzymierzeńcem, wręcz przeciwnie. Znów ze statystyk drogowych wiemy, że najwięcej wypadków, w tym śmiertelnych, jest właśnie podczas dobrych warunków atmosferycznych na prostych odcinkach dróg - podsumował w TOK FM.

'I co? I nic!'. Nielegalne wyścigi w Warszawie. 'To nie jest tak, że te wyczyny są bagatelizowane'