Czy Niemcy odważą się zmienić politykę wobec Moskwy? "To byłoby pożegnanie z wielką zdobyczą ostatnich 30 lat"

Niemcy stoją przed wyborem, czy zaostrzyć kurs wobec Rosji. - Z jednej strony powinni postawić twarde warunki Moskwie, wreszcie pokazać, że są zdecydowanymi, lojalnymi partnerami w NATO i Unii Europejskiej. Natomiast na szali są też relacje gospodarcze i uzależnienie od gazu - komentował w TOK FM dr hab. Sebastian Płóciennik z Ośrodka Studiów Wschodnich i Uczelni Vistula.
Zobacz wideo

Kreml koncentruje wojska wokół wschodniej granicy Ukrainy. Świat odbiera to jako groźbę inwazji. Sytuacja wokół Ukrainy jest bardzo niebezpieczna i Rosja może zaatakować w każdym momencie - oświadczyła we wtorek rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki. Od kilku tygodni społeczność międzynarodowa stara się przekonać Władimira Putina do rezygnacji z ewentualnego ataku. Kwestia ta ma też duże znaczenie dla relacji dwustronnych pomiędzy Rosją a Niemcami.

We wtorek w Berlinie sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg rozmawiał o sytuacji wokół Ukrainy z kanclerzem Niemiec, z kolei szefowa niemieckiej dyplomacji spotkała się z ministrem Ławrowem w Moskwie. W czwartek do Niemiec ma przyjechać sekretarz stanu USA Antony Blinken.

- W niemieckiej polityce trwa w tej chwili ogromne zamieszanie, brak zdecydowania, co należy zrobić - komentował na antenie TOK FM dr hab. Sebastian Płóciennik z Ośrodka Studiów Wschodnich i Uczelni Vistula. - Z jednej strony Niemcy powinni oczywiście postawić twarde warunki Moskwie, wreszcie pokazać, że są zdecydowanymi, lojalnymi partnerami w NATO i Unii Europejskiej. Natomiast na szali są też relacje gospodarcze i uzależnienie od gazu - tłumaczył analityk.

Gość audycji wskazał, że Niemcy całą swoją transformację energetyczną obudowali wokół importu gazu z Rosji. - Temu miał też służyć cały projekt Gazociągu Północnego i to też prowadziło do tej zmiany w polityce energetycznej, która kończy się w tej chwili zamykaniem elektrowni atomowych - mówił dr Płóciennik. 

Podkreślił, że wobec tej skomplikowanej sytuacji w Niemczech toczy się bardzo ciekawa, żywa dyskusja. - W tej chwili jednak mam wrażenie, że szybko rośnie grupa zwolenników twardszego kursu wobec Moskwy - ocenił. 

Ekspert OSW tłumaczył, że do chaosu w niemieckiej polityce przyczynia się także rząd składający się z partii, które różnią się w kwestii relacji z Rosją.

- Z jednej strony mamy SPD, która jest najsilniejszym uczestnikiem tej koalicji i ta parta jest na niemieckiej scenie politycznej postrzegana jako ta, która będzie bronić dotychczasowych relacji z Rosją i jest gotowa na pewne ustępstwa. W niej jest najwięcej zwolenników kontynuacji. Zieloni i FDP są zdecydowanie bardziej krytyczni wobec Moskwy - stwierdził. Zauważył także, że te dwie partie podkreślały to już w kampanii wyborczej. Zapowiadały w niej, że będą naciskać na to, aby rozważyć zawieszenie Gazociągu Północnego i domagać się od Rosji spełnienia warunków normalnego sąsiedztwa w regionie, odstąpienia od agresywnych działań wobec sąsiadów, a także ingerencji w kampanie wyborcze innych krajów na świecie. - Lista oczekiwań tych dwóch partii wobec Rosji jest bardzo duża i one są też gotowe do bardziej zdecydowanych działań - mówił. 

Nord Stream 2. "Niemcy przez długi czas nie chcieli dostrzec tego problemu"

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski zwrócił uwagę, że pojawia się coraz więcej głosów w niemieckiej prasie, że Nord Stream 2 to właściwie kluczowy element w planie agresji na Ukrainę. 

- Od początku powstawania tego projektu Polska i kraje bałtyckie, a także niektórzy eksperci w państwach zachodnich, ostrzegali, że to jest właściwie zaproszenie do tego, żeby Rosja wywierała naciski na Ukrainę i próbowała przejąć kontrolę nad tym krajem. Z tego powodu, że Ukraina traci bardzo poważny argument w swoim politycznym arsenale - kontrolę nad transportem gazu z Rosji do Unii Europejskiej - komentował dr Płóciennik. Dodał, że w tym momencie Ukraina staje się dla Niemiec mniej istotna i w związku z tym można poddać ją większej presji. 

Wskazał, że "Niemcy przez bardzo długi czas nie dostrzegali lub nie chcieli dostrzec tego problemu". Twierdzili, że jest to projekt gospodarczy. - Jeszcze kilka dni temu kanclerz Olaf Scholz wypowiadał się o nim w ten sposób, co rozczarowało wielu, którzy oczekiwali od nowego niemieckiego rządu innego postawienia sprawy - wskazał ekspert.

W ocenie dra Płóciennika ten czas się jednak powoli kończy. - Wielu polityków SPD mówi już wyraźnie, że grożenie wojną to przekroczenie pewnej granicy i Niemcy muszą zmienić swoją politykę, nawet jeśli oznacza to, że żegnają się z wielką zdobyczą ostatnich 30 lat. Z pokojową dywidendą, czyli otoczeniem, w którym nie ma groźby wojny, można handlować i zarabiać pieniądze - przekonywał.

- Obserwujemy bardzo ciekawy czas w polityce niemieckiej, który może się skończyć bardzo poważną zmianą w polityce zagranicznej Niemiec, nie tylko wobec Rosji, ale także wobec innych krajów, które nie są demokratyczne - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM