Dania znosi obostrzenia covidowe. "Przy wysokim wskaźniku zaszczepienia można sobie radzić z tą fazą pandemii"

Wysoki poziom zakażeń omikronem nie przeszkodził władzom Danii w zniesieniu covidowych obostrzeń. - Od pewnego czasu przestano patrzeć wyłącznie na wskaźniki nowych zachorowań, a coraz bardziej uwaga - zarówno ekspertów, jak i rządu - przeszła na to, jak dużo osób trafia do szpitala, w szczególności na intensywną terapię - wyjaśnił w TOK FM dr hab. Adam Gendźwiłł.
Zobacz wideo

W Danii nie obowiązują od wtorku (1 lutego) restrykcje koronawirusowe, mimo tego, że w kraju notowane są rekordy zakażeń. Dania zniosła obostrzenia jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej.

- Już od pewnego czasu przestano patrzeć wyłącznie na wskaźniki nowych zachorowań, a coraz bardziej uwaga - zarówno ekspertów, jak i rządu - przeszła na to, jak dużo osób trafia do szpitala; w szczególności na intensywną terapię - tłumaczył w TOK FM prof. Adam Gendźwiłł.

Jak mówił ekspert z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, od stycznia w Danii obserwowano, że ogromne wzrosty zachorowań, które wywołał omikron, nie przekładały się na radykalny wzrost liczby hospitalizowanych. - Przy bardzo wysokim wskaźniku zaszczepienia i powszechności testowania poluzowanie obostrzeń to strategia, dzięki której można sobie radzić z obecną fazą pandemii - podkreślił rozmówca Jakuba Janiszewskiego.

W Danii zaszczepionych jest 81 proc. społeczeństwa. Dawkę przypominającą przyjęło nieco ponad 60 proc. 

Od 1 lutego COVID-19 nie jest więc w Danii traktowany jako choroba krytyczna społecznie, czyli zagrażająca społeczeństwu. - Ten status został zniesiony już po raz drugi w ostatnim czasie. Pierwszy raz zrobiono to po wakacjach (2021 roku - red.). Chyba nikt z decydentów nie ma w sobie tyle odwagi, żeby powiedzieć, że teraz stało się to definitywnie, raz na zawsze - ocenił prof. Gendźwiłł.

"Zupełnie inna kultura polityczna"

Według gościa TOK FM, innym powodem, który pozwala duńskim władzom na podejmowanie odważnych decyzji jest to, że zapadają one ponadpartyjnie. Ich ciężar spoczywa nie tylko na rządzie, na ministerstwie, ale na całym parlamencie.

- W takich sytuacjach możemy pozazdrościć duńskiemu społeczeństwu tego, w jaki sposób zorganizowane jest państwo - ocenił ekspert z UW. Jak dodał, kwestie związane z COVID-19 zostały wyjęte z doraźnego konfliktu politycznego. - O poszczególnych decyzjach nie decyduje wyłącznie rząd, ale jest to konsultowane z przedstawicielami różnych partii politycznych, zasiadających w parlamencie. Jest próba wypracowania politycznego konsensusu - wyjaśnił.

Prof. Gendźwiłł wskazał także na bardzo silną pozycję służby cywilnej i ekspertów. - Czyli tego wszystkiego w administracji, w aparacie państwowym, co my często postrzegamy jako dodatek, trybiki maszyny. W Danii pełnią oni kluczową rolę - równoprawną z politykami. Są to kompetentni eksperci, którzy nie zmieniają się w rytmie politycznych zmian. Jednocześnie mają podmiotowość w kontaktach z politykami, mogą się im sprzeciwiać, proponować inne rozwiązania - mówił.

Koronawirus w Danii

W Danii od połowy grudnia obowiązywały surowe restrykcje w związku z szybkim wzrostem zakażeń omikronem. Od 1 lutego Duńczycy nie muszą okazywać certyfikatów o zaszczepieniu na COVID-19 lub negatywnym teście w restauracjach, na imprezach kulturalnych i sportowych. Nie ma limitów dotyczących zgromadzeń. Nie wymaga się także noszenia maseczek w sklepach oraz w transporcie publicznym. Złagodzono też zasady wjazdu dla podróżnych: zaszczepieni nie muszą okazywać na granicy negatywnego testu na COVID-19.

Duńska Agencja Kontroli Chorób Zakaźnych wydała ocenę, w której stwierdziła, że epidemia koronawirusa może skończyć się w Danii za kilka tygodni. Prognoza opiera się na założeniu, że społeczeństwo uzyska odporność zbiorową, gdy zdecydowana większość ludzi przechoruje COVID-19 lub zostanie zaszczepiona.

DOSTĘP PREMIUM