Ilu Rosjan musi sprzeciwić się wojnie, żeby zatrzymać Putina? Ekspertka: 3,5 proc. społeczeństwa

W niedzielę w 59 rosyjskich miastach doszło do protestów przeciwko inwazji na Ukrainę. Czy to może zatrzymać Władimira Putina? - Jeśli 3,5 proc. społeczeństwa Rosji, czyli około 5 mln obywateli sprzeciwi się wojnie, to pojawi się szansa na zmianę polityki Kremla - oceniła w TOK FM Katarzyna Przybyła z Colliegium Civitas.
Zobacz wideo

Co najmniej 4816 osób w 59 rosyjskich miastach zostało w niedzielę zatrzymanych za udział w protestach przeciwko inwazji na Ukrainę - poinformował portal OWD-Info, monitorujący represje polityczne w Rosji. Do największej liczby zatrzymań doszło w Moskwie, gdzie objęły one 1868 osób. Według portalu od 24 lutego, dnia rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, za udział w antywojennych protestach zatrzymano w Rosji 13 158 osób.

Zdaniem Katarzyny Przybyły z Collegium Civitas te protesty w Rosji mają duże znaczenie i mogą się okazać "najlepszym i najbezpieczniejszym" sposobem na zatrzymanie Władimira Putina, który dokonuje inwazji na Ukrainę. - Najlepszy i najbezpieczniejszy, bo jeśli obywatele wychodzą na ulice, uznając, że władza nie ma racji, a później następują zmiany, to unikamy konfrontacji politycznej między państwami. To też najlepsza opcja dla Ukrainy, Rosji, Białorusi, bo w krajach, gdzie dochodzi do zmian bez użycia przemocy i w wyniku działania obywateli, są większe szanse, że w najbliższych kilku latach nie dojdzie do wojny domowej i że będzie tam demokracja oraz przestrzeganie praw człowieka - wyjaśniała ekspertka w TOK FM.

Ilu ludzi musiałoby wyjść na ulice, żeby doszło do takich zmian? - Badania i historia pokazują, że aby takie protesty odniosły sukces, musi się w nie włączyć 3,5 proc. społeczeństwa. W przypadku Rosji to ok. 5 mln obywateli, a w przypadku Białorusi to ok 300 tys. ludzi. Oni nie muszą wyjść w tym samym momencie na ulice, wystarczy, że powiedzą: "Nie!". Można to zrobić na różne sposoby, np. protestować w internecie czy angażując się w działania, które są obywatelskim nieposłuszeństwem – tłumaczyła.

Kiedy dowódcy służb przestają tłumić protesty?

Ważne jest - podkreśliła gościni TOK FM - by oprócz zwykłych obywateli w protesty angażowali się eksperci, intelektualiści i artyści. - Im więcej takich ludzi alarmuje, że jest wojna w Ukrainie, tym więcej obywateli wyjdzie na ulice i tym więcej przedstawicieli zacznie się zastanawiać, co się dzieje. Wtedy mamy szansę na zmianę zasad gry. Bo elity i dowódcy wojskowi zaczynają kalkulować, co im się bardziej opłaca i po której stronie barykady mają stanąć – mówiła.

Prowadzący audycję Przemysław Iwańczyk zauważył, że władza na Kremlu wydaje się niewrażliwa na głosy społeczeństwa. Czy więc jest możliwe, że zostaną wysłuchane? - Jeśli na ulicach jest 100 osób, to nie, ale jeśli są ich grube tysiące, to już tak. Chodzi też o to, że osoby, które mają tłumić te demonstracje, w pewnym momencie zaczną zadawać sobie pytania o to, kto jest w tym tłumie. W Serbii przed obaleniem Slobodana Miloševića protesty zaczęły się w minimalnej skali, a później objęły cały kraj i pewnym momencie ludzie, którzy mieli tłumić demonstracje, przestali reagować. Tłumaczyli, że w tym tłumie mogli być członkowie ich rodzin - wyjaśniała Katarzyna Przybyła.

Podkreśliła, że w takich sytuacjach kluczowe są emocje - jeśli dowódcy służb widzą w tłumie nie tylko bezimiennych ludzi, ale także "osoby, które kochają", przestają angażować się w tłumienie protestów.

"Tylko że na razie Rosjanie nie mają powodu, by powiedzieć władzy: 'Nie!'"

Ekspertka przypomniała jednak, że póki co w Rosji trudno zorganizować masowe protesty nie tylko ze względu na grożące za to wysokie represje. Chodzi też o to, że Kreml ogranicza swoim obywatelom dostęp do niezależnej informacji, by ograniczyć skalę protestów. - Więc większość obywateli w Rosji nie ma pojęcia, co się dzieje w Ukrainie, dlatego na razie nie mają powodu, by powiedzieć władzy "Nie!" - stwierdziła.

W jej ocenie podobnie jest z sankcjami – nie wystarczy, że Zachód nałożył je na Rosję, musi także za tym pójść kampania informacyjna skierowana do rosyjskiego społeczeństwa. Bo nawet jeśli tamtejsi obywatele odczuwają skutki sankcji, to nie wiedzą, dlaczego zostały wprowadzone. - Dlatego dotarcie z tymi wyjaśnieniami do Rosjan powinno być teraz priorytetem – podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM