Gdy Owsiannikowa protestowała, jej koleżanka nawet nie przestała czytać wiadomości. "To ponoć ulubienica Putina"

Rosyjska dziennikarka Marina Owsiannikowa zaprotestowała w państwowej telewizji przeciwko wojnie w Ukrainie. - Czytam dzisiaj posty na Facebooku, w których ludzie pytają, gdzie była przez ostatnie lata i dlaczego nie zaprotestowała wcześniej. Nie mogą wybaczyć jej, że tak długo pracowała dla rosyjskiej propagandy. Ale taki protest w głównym programie o godzinie 21, z największą widownią, wymaga wielkiej odwagi. Musiała zaryzykować wolność. To czyn heroiczny - mówiła w TOK FM Masza Makarowa, rosyjska dziennikarka.
Zobacz wideo

We wtorek rano niezależny rosyjski portal Meduza poinformował, że od dziesięciu godzin adwokaci nie mogą znaleźć rosyjskiej dziennikarki Mariny Owsiannikowej, która w telewizji państwowej w programie na żywo zaprotestowała przeciwko wojnie. Nie było jej na komisariacie w dzielnicy Ostankino, dokąd miała trafić, ani w żadnych oddziałach policji w Moskwie. Dopiero we wtorek po południu niezależne media podały, że Owsiannikowa jest już ze swoim prawnikiem. 

W poniedziałek Owsiannikowa w państwowej telewizji Kanał 1 stanęła za prezenterką z plakatem antywojennym w rękach, powtarzając kilkakrotnie "przerwijcie wojnę". Kamera pokazywała ją przez kilka sekund, po czym kobieta została zatrzymana. Wcześniej Owsiannikowa opublikowała manifest, w którym wyraziła żal za to, że przez wiele lat pracowała pracowała w Kanale 1 i była częścią putinowskiej propagandy. Podkreśliła, że jej ojciec jest Ukraińcem, matka Rosjanką, a mimo to nigdy nie byli wrogami.

Zdaniem Maszy Makarowej - rosyjskiej dziennikarki współpracującej z telewizją Bielsat - protest Owsiannikowej to "bohaterski czyn", tym bardziej, że grozi jej za to do 15 lat więzienia. - Chcą jej bronić prawnicy ze wszystkich niezależnych organizacji praw człowieka w Rosji. Ale jest bardzo prawdopodobne, że w tym przypadku zostanie wykorzystana nowa ustawa przewidująca kary za dyskredytację wojsk rosyjskich. Takich spraw jest już ponad 170 w całej Rosji, głównie za wystąpienia antywojenne z hasłami: "Nie wojnie" czy "Skończmy wojnę". Ta ustawa przewiduje karę 15 lat więzienia za takie "przestępstwa" z wykorzystaniem mediów - wyjaśniała w TOK FM.

Jak mówiła, z przecieków z państwowych rosyjskich mediów wynika, że Owsiannikowa od 20 lat była redaktorką w dziale międzynarodowym Kanału 1. Miała zajmować się tam obróbką wideo i tłumaczeniem np. wypowiedzi zagranicznych polityków. - Z tych przecieków wiemy też, że jej były mąż prawdopodobnie pracuje dla Russia Today, czyli największej stacji propagandowej, która została teraz zablokowana w Europie, ale działa w Rosji - relacjonowała i dodała, że koledzy Owsiannikowej mieli być bardzo zaskoczeni jej protestem, bo nigdy wcześniej nie słyszeli, żeby ujawniała swoje poglądy polityczne.

"Ludzie na Facebooku nie mogą wybaczyć"

Rozmówczyni Mikołaja Lizuta w TOK FM przyznała, że dziwi się komentarzom w mediach społecznościowych, które są krytyczne wobec Owsiannikowej. - To, czego dokonała, jest wielkim czynem. Czytam dzisiaj posty na Facebooku, w których ludzie pytają, gdzie była przez ostatnie lata i dlaczego nie zaprotestowała wcześniej. Nie mogą wybaczyć jej, że tak długo pracowała dla rosyjskiej propagandy. Ale taki protest w głównym programie o godzinie 21, z największą widownią, wymaga wielkiej odwagi. Musiała zaryzykować wolność. To czyn heroiczny - podkreśliła.

Postawę Owsiannikowej zestawiła z tą, jaką zaprezentowała prowadząca w poniedziałek serwis informacyjny w Kanale 1. - Ona (Jekaterina Andriejewa-red.) jest ponoć ulubioną prowadzącą Władimira Putina. Widzieliśmy, że to jest takie dziennikarstwo, że nie przestała nawet czytać wiadomości (gdy Owsiannikowa stanęła za jej plecami – przyp. red.). Później na swoim Instagramie się pochwaliła, że jest taka opanowana, bo uprawia jogę - mówiła dziennikarka.

Gościni TOK FM wyraziła nadzieję, że za Owsiannikową pójdą inni dziennikarze w Rosji. - Tym ludziom, którzy przez lata pracują dla rosyjskiej propagandy, życzę więcej odwagi. Jestem naprawdę dumna z tego czynu Owsiannikowej i jako Rosjanka jej dziękuję - powiedziała.

"Ta wojna w przestrzeni publicznej Rosji nie istnieje"

Masza Makarowa zwróciła również uwagę, że nie do końca wiadomo, jak Rosjanie widzą inwazję Władimira Putina na Ukrainę, bo nie ma niezależnych badań socjologicznych, które mogłyby te nastroje uchwycić. - Z rozmów, jakie prowadzimy jako dziennikarze z różnymi ludźmi, można wywnioskować, że jakieś poparcie dla "operacji specjalnej" jest w społeczeństwie rosyjskim. Ale to dlatego, że dla ludzi głównym źródłem informacji jest telewizja i nie docierają do nich przekazy, że ta wojna nie dotyczy tylko Donbasu i wyzwolenia tamtejszych kobiet oraz dzieci, ale całej Ukrainy. Że giną w ogromnej liczbie cywile. Ta wojna w przestrzeni publicznej Rosji nie istnieje - oceniła.

Na koniec podkreśliła, że od początku wojny zostało zatrzymanych ok. 15 tys. Rosjan, którzy przeciwko niej protestowali. - To ogromna liczba ludzi, którzy popełniają czyny bohaterskie – podsumowała gościni TOK FM.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM