Czy słabość do Putina pogrąży Orbana? "To realne zagrożenie"

Na poczatku kwietnia wyborcy na Węgrzech zdecydują, czy dalej będzie rządził nimi Viktor Orban. Zdaniem Veroniki Jóźwiak dużą rolę może odegrać jego "partnerstwo" z Władimirem Putinem. - Było błędem i to teraz widać bardzo wyraźnie. Myślę, że może to podzielić elektorat Fideszu. Przede wszystkim jednak może to skłonić niezdecydowanych - a tych jest ponad 20 proc. - do oddania głosów na opozycję. To jest realne zagrożenie dla rządu i szansa dla opozycji - mówiła w TOK FM ekspertka z PISM.
Zobacz wideo

W zaplanowanych na 3 kwietnia wyborach na Węgrzech zmierzą się rządzący od 12 lat krajem Fidesz premiera Viktora Orbana oraz blok Zjednoczeni dla Węgier, który współtworzy 6 partii opozycyjnych z Peterem Marki-Zayem na czele. W starciu obu obozów dużą rolę odgrywa temat wojny w Ukrainie. Opozycja wypomina Orbanowi jego związki z Władimirem Putinem. Z kolei - jak zauważyła w TOK FM Veronica Jóźwiak - przywódca Węgier powtarza, że jego kraj "nie może angażować się w tę wojnę i że najważniejsze, by pozostawać z dala od tego konfliktu". - Bo to byłoby niebezpieczne, także dla mniejszości węgierskiej w Ukrainie. W dodatku spowodowałoby wzrost opłat za gaz i elektryczność - mówiła ekspertka w Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jak dodała, na Węgrzech nie ma wiarygodnych sondaży, które pokazywałyby, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na poparcie społeczne dla Fideszu i opozycji. - Wciąż za mało czasu minęło, żeby te ewentualne zmiany wiarygodnie uchwycić. Ale Fidesz ma ogromną przewagę w mediach, a tam skala dezinformacji i oderwania od rzeczywistości jest niebywała - podkreśliła.

Zwróciła uwagę, że media publiczne na Węgrzech przedstawiały wtorkową wizytę Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego w Kijowie jako element procesu negocjacji dostaw broni do Ukrainy. - Według tych mediów premier Orban nie dołączył do przywódców Polski, bo Węgry opowiedziały się po stronie pokoju. Widać więc, że ta dezinformacja dotyczy już też działań Polski, które mają być nieodpowiedzialne - wyjaśniała.

Ekspertka mówiła również, że w pierwszych dniach inwazji Rosji na Ukrainę węgierskie media mówiły – podobnie jak rosyjskie – o "operacji wojskowej", unikając określania jej mianem wojny. - Później ta retoryka się zmieniła, ale wciąż funkcjonuje eufemistyczne określenie "wojna na Ukrainie" bez wskazywania, że Rosja za nią odpowiada (…) W usta ekspertów zapraszanych do mediów publicznych są wkładane teksty, które są wprost przejęte z rosyjskiej propagandy: że Ukraina jest odpowiedzialna za tę wojnę, że konflikt toczy się między USA a Rosją, że to gra wielkich mocarstw, do której Węgry nie mogą się włączyć – relacjonowała.

"Realne zagrożenie dla rządu"

Zaznaczyła, że choć nastroje w węgierskim społeczeństwie są jednoznacznie antywojenne, bo dla ludzi tam najważniejsze jest, by ta wojna ich nie dotyczyła, to jednak duża część z nich angażuje się w pomoc dla uchodźców, którzy też tam docierają z Ukrainy. - Węgrzy starają się pomagać i robić dla Ukraińców jak najwięcej. Ale to głównie dotyczy organizacji pozarządowych i wolontariuszy, a w mniejszym władzy centralnej. Ta głównie pomaga w transporcie na lotniska osób, które nie chcą zostać na Węgrzech. Natomiast społeczeństwo jest tą sytuacją poruszone - oceniła.

Veronica Jóźwiak podkreśliła, że władza zwykle wzmacnia się, gdy społeczeństwo czuje się zagrożone, jednak w przypadku Węgier jest coś, co może ją osłabić. - Jest ten ogromny dysonans między postawami ludzi wobec uchodźców a polityką Fideszu wobec Rosji, która się okazała totalną porażką. Partnerstwo z Putinem było błędem i to teraz widać bardzo wyraźnie. Myślę, że może to podzielić elektorat Fideszu. Przede wszystkim jednak może to skłonić niezdecydowanych - a tych jest ponad 20 proc. - do oddania głosów na opozycję. To jest realne zagrożenie dla rządu i szansa dla opozycji – podsumowała gościni TOK FM.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM