Rosyjscy żołnierze "poskarżyli się na ukraińskim posterunku". Tak działa rosyjska propaganda

Rosyjska machina propagandowa od lat formuje obywateli. Także żołnierzy, którzy 24 lutego zaatakowali Ukrainę. O Rosjanach, którzy ruszyli "wyzwalać" Ukraińców mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej".
Zobacz wideo

Według ukraińskich źródeł, wojska rosyjskie zamordowały w Buczy ponad 300 osób, część z nich była torturowana i zabita strzałem w tył głowy. Rosyjska agencja RIA Novosti winą za masakrę obarczyła Ukraińców. Przekazała, że Rosjanie opuścili Buczę do 30 marca a mordowania cywili miała dopuścić się armia ukraińska, która wkroczyła do miasta po czterech dniach. W publikowanych przez rządową agencję tekstach tłumaczono, że ukraińskich żołnierzy rozsierdzić miały wciąż noszone przez mieszkańców białe wstążki, wymagane wcześniej przez okupantów. Stwierdzono także, że w rejonie Buczy i w innych miejscach działać miał ukraiński snajper, który za cel obierał właśnie cywilów.

Narracji rosyjskiej propagandy nie zakłócają informacje firmy Maxar Technologies, która pokazała zdjęcia satelitarne z 10 marca. Widać na nich 14-metrowy rów wykopany obok cerkwi w Buczy. Kontrolę nad miastem sprawowali wtedy Rosjanie. Po wejściu do Buczy wojsk ukraińskich przy cerkwi odkryto masowy grób z ciałami cywilów.

- To agencja, która ściśle współpracuje ze służbą wywiadu zagranicznego Rosji. Mówimy więc o pewnym elemencie państwa, który buduje narrację. To nie jest medium, które zdobywa informacje i przekazuje je dalej w świat - komentował w TOK FM Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej". Dziennikarz przebywa obecnie w Charkowie. 

Rosyjscy żołnierze poszli się "poskarżyć na ukraiński posterunek"

Parafianowicz podkreślił, że absurdalny przekaz rosyjskiej agencji nie jest skierowany do Zachodu. Takie komunikaty to cześć propagandy skierowanej do obywateli Federacji Rosyjskiej. Machina propagandowa działa pełną parą od lat. I efekty tego doskonale widać w czasie wojny, którą 24 lutego rozpoczęła Rosja.

Dziennikarz "DGP" przytoczył dwie historie, które usłyszał do Ukraińców. Obie dobrze pokazują, jak skutecznie działa rosyjska propaganda. Pierwszą usłyszał od mieszkańca Charkowa i dotyczyła rosyjskiego oficera, który przekraczając granicę, powiedział napotkanym we wsi Ukraińcom, że "za kilka dni będzie w Kijowie, wszystko będzie w porządku i będą mogli żyć tak, jak oni w Rosji". - On miał w głowie ułożoną sytuację człowieka, który jedzie czynić dobro i wyzwalać Ukraińców od reżimu - podkreślił Parafianowicz. I zwrócił uwagę, że nie chodzi o "zwykłego szeregowego żołnierza", który może nie znać szerszego kontekstu sytuacji, ale o oficera, "człowieka, który najpewniej skończył studia wojskowe, oficerskie". 

Druga wspomniana przez dziennikarza historia dotyczyła rosyjskich żołnierzy w Hostomlu. - Gdy  zaczęto strzelać do żołnierzy rosyjskich, oni poszli na posterunek policji, żeby się poskarżyć, że strzelają do nich faszyści, banderowcy, którzy chcą ich zabić - opowiadał Parafianowicz. Jak dodał, "oczekiwali oni, że po stronie po stronie policji ukraińskiej znajdą zrozumienie", bo przecież byli w kraju, który mieli wyzwolić.

- I temu służy ta propaganda. Ten komunikat sformułowany przez RIA Novosti (...) służy meblowaniu głowy właśnie tego oficera, który przekracza granicę i jest przekonany, że za trzy dni będzie w Kijowie, a za pięć dni ci ludzie, których on tam wyzwala, będą żyli tak, jak w Rosji. On nie zdaje sobie sprawy, że tu nikt nie chce żyć tak, jak w Rosji, bo tu ludzie żyją lepiej niż w Rosji - podsumował dziennikarz.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM