advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Kreml coraz bardziej buja Mołdawią. "Mogą tego nie ogarnąć"

Aneta Malinowska
5 min. czytania
13.03.2023 19:54
Mołdawska policja ostrzega przed zamieszkami w Kiszyniowie, których celem ma być destabilizacja państwa. Do manifestacji w mołdawskiej stolicy ma dojść niebawem. - Jeżeli te demonstracje przekroczyłyby zbyt duży pułap, to może być problem z "ogarnięciem" tego. Jednak myślę, że jeżeli będą demonstracje antyzachodnie, to pojawią się też demonstracje prozachodnie, bo przecież duża część społeczeństwa, szczególnie ludzi młodych, nie chce wracać byłego ZSRR - mówił w TOK FM prof. Krzysztof Fedorowicz z UAM.
|
|
fot. Aurel Obreja / AP Photo

"Mołdawia staje się najgorętszym problemem na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej" - alarmuje portal "Politico". W niedzielę w Kiszyniowie kilka tysięcy osób wzięło udział w antyrządowych protestach. Za podsycanie niepokojów policja aresztowała siedem osób. Tamtejsza policja cały czas ostrzega, że manifestacji może być więcej, a stoją za nimi siły powiązane z Kremlem. Choćby antyrządowa partia Sor, któremu ma zależeć na destabilizacji w kraju.

Gość TOK FM prof. Krzysztof Fedorowicz z Zakładu Studiów Wschodnich Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przyznał w rozmowie z Wojciechem Muzalem, że sytuacja nie jest nowa, bo już od ok. dwóch miesięcy "mamy do czynienia w Mołdawii z demonstracjami osób, które nie są zadowolone z obecnej linii politycznej rządu i prezydent Maii Sandu". - W przypadku Mołdawii ok. 50 proc. mieszkańców popiera Rosję i tzw. ruski mir, natomiast druga część raczej optuje za UE, za zbliżeniem z Zachodem. Te demonstracje mogą przynieść choćby napady na instytucje rządowe. Takie informacje wywiadowcze Stany Zjednoczone przekazały władzom Mołdawii, że tak to ma się zacząć i rzeczywiście taka obawa jest - potwierdził gość TOK FM.

Prof. Fedorowicz dodał, że teraz, kiedy władze Mołdawii są informowane przez USA, co się może wydarzyć, "mogą temu trochę zapobiec". - Ale cały czas trzeba trzymać rękę na pulsie, bo rzeczywiście ze strony rosyjskiej jest zapotrzebowanie na destabilizację sytuacji politycznej w Mołdawii i to się może udać przy dużej dozie szczęścia. Natomiast władze mołdawskie ostatnimi czasy stały się bardziej asertywne, jeżeli chodzi o Rosję i należy tutaj im kibicować, żeby im się udało, żeby ta sytuacja polityczna w Mołdawii nie była tak skomplikowana, jak jest obecnie - zaznaczył politolog.

"Ujawnienie pewnych faktów"

Gość "Weekendowego Poranka Radia TOK FM" zwrócił uwagę, że nowością w ostatnich dniach jest "ujawnienie pewnych faktów". - Strona amerykańska ujawniła, iż prowadzone są działania zmierzające do powstania przeciwko władzom i możliwe jest zainstalowanie prorosyjskiego rządu - powiedział gość TOK FM.

Kolejną istotną sprawą, którą dostrzega rozmówca Wojciecha Muzala, jest fakt, że działaniami na terenie Mołdawii zainteresowały się Stany Zjednoczone. - Wcześniej Ameryka nie interesowała się Mołdawią, nie było prawdopodobnie takiej potrzeby. Teraz nastąpił dosyć duży zwrot. (...) Mołdawia otrzymuje informacje wywiadowcze i myślę, że nagłośnienie tego faktu, że to się ukazało w mediach, to jest coś nowego. Kilka miesięcy temu nikt na ten temat i w ten sposób nie rozmawiał. Publicznie się o tym nie mówiło. Dzisiaj wiemy, że Rosja stara się to zrobić. Wiemy, w jaki sposób chce to zrobić i trzeba teraz temu zapobiec - mówił.

Bovska rozliczyła się z Kościołem katolickim. 'No błagam! Aż się we mnie gotuje'

Prof. Krzysztof Fedorowicz podkreślił w rozmowie, że należy pamiętać, iż Mołdawia jest jednym z najbiedniejszych krajów byłego Związku Radzieckiego. - To kraj, z którego bardzo wiele osób wyjeżdża do pracy za granicą. I ci ludzie, którzy pracują za granicą, widzą, jak wygląda świat. Oni są zdecydowanie proeuropejscy - mówił.

Dodał jednak, że w Mołdawii jest też dużo osób, które nigdzie nie wyjeżdżają. - I oni żyją sentymentem do ZSRR i do Rosji. I ci ludzie rzeczywiście popierają ten ruski mir. Oni są częściowo zorganizowani - przyznał gość TOK FM.

Ekspert wskazał, że w Mołdawii jest oligarcha Ilan Shor, który organizuje manifestacje antyrządowe. - Częściowo tych ludzi dowozi, częściowo im płaci. Jednak nawet gdyby nie płacił, to część ludzi wyjdzie na ulicę i będzie demonstrowała przeciwko prozachodniemu rządowi. Bo obecny rząd Mołdawii jest prozachodni - podkreślił rozmówca Wojciecha Muzala.

Politolog zwrócił jednocześnie uwagę, że proeuropejski w Mołdawii jest właściwie Kiszynów i okolice. Natomiast biedniejsza, wiejska, północna część Mołdawii - od lat w wyborach głosuje za partiami populistycznymi, prorosyjskimi.

"Mogą tego nie ogarnąć"

Czy zatem w takim biednym państwie struktury państwowe są bezpieczne? - dopytywał dziennikarz TOK FM. - Moim zdaniem wystarczy demonstracja na kilkadziesiąt tysięcy i struktury państwowe mogą tego nie ogarnąć - mówiąc kolokwialnie. Ale myślę, że ta sytuacja, która jest w tej chwili, że Mołdawia znalazła się trochę w "pępku świata", powoduje, że władze mołdawskie otrzymują informacje na bieżąco i myślę, że otrzymują też informacje, jak sobie z tym poradzić - zaznaczył.

- Jeżeli te demonstracje przekroczyłyby zbyt duży pułap, to może być problem z ogarnięciem tego, ale myślę, że jeżeli będą demonstracje antyzachodnie, to również pojawią się demonstracje prozachodnie, bo przecież duża część społeczeństwa, szczególnie młodzi, nie chce wracać byłego ZSRR - zauważył specjalista.

Gość TOK FM stwierdził, że "najgorzej będzie, gdy te dwie demonstracje się ze sobą spotkają". - Wtedy może być problem. I myślę, że też na to liczy strona rosyjska - podkreślił.

Zdaniem eksperta jesteśmy świadkami wojny hybrydowej w Mołdawii i najważniejsze jest, "żeby ta wojna nie przerodziła się w coś gorszego, żeby nie przekształciła się w starcia zbrojne, zamieszki, bo to jest to, o co chodzi Moskwie".

Prof. Krzysztof Fedorowicz widzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo i zagrożenie, o którym mało kto wspomina. - Widzimy działania Federacji Rosyjskiej zmierzające do zaognienia sytuacji wokół Naddniestrza. Myślę, że może być sytuacja jakaś na pograniczu: Mołdawia - Naddniestrze - Ukraina, jakaś prowokacja po stronie rosyjskiej. Przede wszystkim chodzi o pokazanie, że tymi atakującymi są Ukraińcy, Zachód. Że to jest wojna nasza z NATO. I tutaj bym się spodziewał jakichś reperkusji, ale też spojrzałbym na południe Mołdawii. Tam jest taki region autonomiczny Gagauzja, który w 1994 roku podpisał umowę z rządem w Kiszyniowie, w którym jest napisane w momencie zmiany neutralnego statusu Mołdawii - Gagauzja ma prawo samostanowienia, czyli np. zorganizowania referendum na temat wyjścia z Mołdawii i przyłączenia się do Federacji Rosyjskiej - tłumaczył.

Przypomniał też, że nie tylko Naddniestrze może być na celowniku Kremla. - Krecia robota robiona jest też w Gagauzji. To taki region na południu Mołdawii. Jeśli zostałby oderwany od kraju, to Rosja mogłaby oskrzydlić siły ukraińskie, które znajdują się w Odessie. To jest to sytuacja jak najbardziej sprzyjająca stronie rosyjskiej - podsumował gość TOK FM.

Naddniestrze to nie jedyny problem Mołdawii. Ekspert wskazuje na inny region. 'Mało kto o tym mówi'