,
Obserwuj
Świat

"Nie jedź do Białorusi, bo możesz nie wrócić". A Litwini i tak swoje. "Łukaszenka wygrał"

Koprz
3 min. czytania
11.08.2023 12:58
Jak powiedział były premier Saulius Skvernelis (...) "Litwinów na Białoruś ściąga bieda". Szef straży granicznej przyznał, że jeżdżą tam po tańszą sól i grykę. Rozmawiałam też z kobietą, która leczy zęby w Białorusi. Litwini z przygranicznych miejscowości tankują w Białorusi też tańsze paliwo - wymieniała w TOK FM Ewelina Mokrzecka, redaktor naczelna redakcji mniejszości narodowych w radiu LRT.
|
|
fot. Ministerstw Spraw Wewnętrznych Litwy/Facebook

Litwa na przejściach granicznych z Białorusią zainstalowała czerwone tablice informacyjne z napisem: "Nie narażaj swojego bezpieczeństwa, nie jedź do Białorusi, bo możesz nigdy nie wrócić". Według danych straży granicznej z Litwy do Białorusi miesięcznie wjeżdża ok. 52 tys. osób.

Litewskie MSZ od wielu miesięcy odradza podróżowania na Białoruś. Informuje o próbach werbowania i możliwości nielegalnego zatrzymania pod sfingowanymi zarzutami. Przypomina, że zdolność ambasady litewskiej w Mińsku do szybkiego reagowania na wszystkie możliwe sprawy konsularne została drastycznie ograniczona, bo przed dwoma laty reżim Łukaszenki zredukował przedstawicielstwo dyplomatyczne Litwy na Białorusi do jednego dyplomaty.

 

- To jednak nie zniechęca mieszkańców Litwy do tego, żeby jechać do Białorusi - podkreśliła gościni. Cytując byłego premiera - Sauliusa Skvernelisa wskazała jedną z przyczyn tych podróży. Jest to bieda. Dodatkowo w Litwie jest wysoka inflacja. 

- Szef straży granicznej przyznał, że jeżdżą tam po tańszą sól i grykę. Rozmawiałam też z kobietą, która leczy zęby w Białorusi. Litwini z przygranicznych miejscowości tankują w Białorusi też tańsze paliwo - wymieniała w TOK FM Ewelina Mokrzecka, redaktor naczelna redakcji mniejszości narodowych w radiu LRT (litewski publiczny nadawca telewizyjno-radiowy).

W jej ocenie obecna sytuacja jest konsekwencją wprowadzenia przez reżim Łukaszenki ruchu bezwizowego do Litwy. - Chodziło o pieniądze. Łukaszenka ściągnął mieszkańców miejscowości przygranicznych, by kupowali tańsze produkty. Teraz z ruchu bezwizowego korzysta ok. 60 proc. mieszkańców Litwy. Więc Łukaszenka wygrał - podkreśliła rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz.

Wskazała też drugi powód wizyt Litwinów w Białorusi, czyli więzy rodzinne. - Rozmawiałam z mężczyzną, który tam jechał. Mówił: "Zostawiam samochód po litewskiej stronie, jadę rowerem przez granicę, a w Białorusi czeka już na mnie żona". Są więc te związki małżeńskie, ale też groby rodzinne, które odwiedzają Litwini. Bo musimy pamiętać, że granica pomiędzy oboma krajami powstała 30 lat temu (...) Stąd też Litwini nie czują strachu, bo tej granicy w ich głowach nie ma. Białoruś była zaraz za miedzą i można było tam na mszę albo spotkać się z siostrą czy bratem - opowiadała gościni TOK FM.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Litwini werbowani i szantażowani przez służby Łukaszenki

Powiązania obu narodów są więc tak silne, że apele władz Litwy zdają się na niewiele. A te - jak tłumaczyła gościni TOK FM – ostrzegają przed niebezpieczeństwem w Białorusi.

- Są dowody, że obywatele Litwy są werbowani przez białoruskie służby. Są poddawani przemocy psychologicznej. Podróżującym są odbierane telefony komórkowe i inne urządzenia mobilne. Ściągane są z nich informacje wrażliwe, a następnie ich właściciele są szantażowani - stwierdziła ekspertka.

Jak dodała, zagrożeniem dla Litwinów jest też Grupa Wagnera, którą Łukaszenka ściągnął do Białorusi. Obawy związane z rosyjskimi najemnikami są tak duże, że w połowie sierpnia mają zostać zamknięte 2 z 6 przejść granicznych między oboma krajami. Zdaniem ekspertki to powinno ograniczyć wyjazdy Litwinów do sąsiedniego kraju.

- Zaczną się bowiem tworzyć jeszcze większe kolejki, a one już są ogromne i na przejściach czeka się po 10-20 godzin - podsumowała Ewelina Mokrzecka.

'Mądro-głupi żart' o 'wycieczce' Grupy Wagnera do Polski. Ekspert przestrzega. 'Mogą się dziać dziwne rzeczy'