"Jarmarczna legislacja" Zełenskiego ws. korupcji to "tani chwyt". "Stał się problemem"
78 proc. Ukraińców uważa, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jest bezpośrednio odpowiedzialny za korupcję w rządzie i administracji wojskowej - wynika z opublikowanego w poniedziałek sondażu Fundacji Demokratyczne Inicjatywy. 4 września parlament odwołał ze stanowiska ministra obrony Ołeksija Reznikowa. Jak informowały media, faktycznymi przyczynami jego dymisji były liczne nieprawidłowości związane z zakupami na rzecz sił zbrojnych oraz skandal korupcyjny dotyczący wystawiania fałszywych odroczeń od służby wojskowej.
W ramach walki z korupcją prezydent Ukrainy zaproponował przyjęcie ustawy, uznającej ją za zdradę państwa, co jednak nie spotkało się z entuzjazmem zachodnich partnerów. W ich ocenie taka zmiana byłaby równoznaczna z marginalizacją roli Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), na rzecz m.in. Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), która miałaby przejąć przypadki największych przestępstw korupcyjnych. Zełenski wycofał się więc ze swojego pomysłu.
Jak zauważył prowadzący audycję "Połączenie" Jakub Janiszewski, rozwiązanie proponowane przez prezydenta Ukrainy, z pozoru sprawne, w rzeczywistości pomagałoby w ukrywaniu przypadków korupcji. Podobnego zdania był Zbigniew Parafianowicz, który legislację Zełenskiego nazwał wręcz "jarmarczną". - Z jednej strony to pokazanie w populistyczny sposób, że zrównuje się korupcję ze zdradą narodową, a z drugiej to przesunięcie tego do instytucji w pełni kontrolowanej przez Andrieja Jermaka, czyli szefa biura prezydenta - instytucji bizantyjskiej, skorumpowanej, lewiatana, który potrafi wygenerować każdą najbardziej wyrafinowaną formę korupcji - skomentował dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" w TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Ból każdego pomajdanowego prezydenta"
NABU to instytucja - tłumaczył Parafianowicz - będąca odpowiedzią państw zachodnich na skorumpowane SBU, a także ukraińską policję i prokuraturę - zdaniem tych państw - niereformowalnych. Dlatego NABU to "ból każdego pomajdanowego prezydenta". - Każdy z prezydentów i premierów Ukrainy wiedział, że NABU to balast, który nie pozwala realizować różnych interesów i interesików, a którego nie mogą kontrolować. W propozycji Zełenskiego widzimy to jak na dłoni. Była nawet afera - jeszcze przed wojną - że SBU podsłuchiwała detektywów NABU. To pokazuje skalę tego problemu - podkreślił dziennikarz "DGP".
Zdaniem gościa TOK FM "tani chwyt" Zełenskiego sprawił, że w oczach Zachodu prezydent "stał się problemem" polityki wewnętrznej Ukrainy. - To, co proponował Zełenski, nie służy państwu demokratycznemu. Jego rozprawa z oligarchami też ma swój komponent - z jednej strony oczyszcza państwo, ale robi to wybiórczo. Walczy tylko z tymi, którzy są jego potencjalnymi politycznymi rywalami - mówił Parafianowicz, podając przykład Ihora Kołomojskiego - magnata mediowego, który sfinansował kampanię prezydencką Zełenskiego w 2019 roku. - Przecież Zełenski o tym, że Kołomojski jest skorumpowany, nie dowiedział się wczoraj. Teraz z nim walczy, m.in. dlatego, że sondaże są dla niego coraz gorsze - dodał dziennikarz "DGP".
Nie tylko Wawrzyk. Afera wizowa zatacza coraz szersze kręgi. 'Korupcja na ogromną skalę'
Jak wskazał gość "Połączenia", Zełenski był daleki od przejrzystej, transparentnej demokracji już w dniu zaprzysiężenia na głowę państwa. - On rozumie logikę ukraińskiej polityki, rozumie, że gwiazdy pewnych procesów historycznych w pewnym momencie kończą na śmietniku historii, tak jak skończył Wiktor Juszczenko. On doskonale rozumie brutalne reguły gry i wie, że żeby się utrzymać, musi również grać nieczysto - przekonywał Zbigniew Parafianowicz w rozmowie w TOK FM.