,
Obserwuj
Świat

W co gra Rosja w sprawie Bałtyku? "Zmiana granicy nie jest kluczowa"

Kamil Śmiałkowski
3 min. czytania
23.05.2024 17:22
- Rosjanie lubią budować pewnego rodzaju atmosferę, wokół której łatwiej się później wysuwa roszczenia. Nawet absurdalne, ale w jakiś sposób uwiarygodnione tym, że ktoś wcześniej stanowczo nie reagował na podobne sugestie - tłumaczył prof. Marek Madej z Uniwersytetu Warszawskiego, odnosząc się do planów Rosji dotyczących zmiany granic wód terytorialnych. Jako kraj wzorowo odpowiadający na takie zaczepki wskazał Finlandię.
|
|
fot. Mil.ru

Rosyjskie oświadczenie o tym, że Moskwa będzie domagać się zmian w morskich granicach na Bałtyku, pojawiło się i zniknęło z oficjalnych rosyjskich źródeł. Gość Jakuba Janiszewskiego w audycji 'Połączenie', prof. Marek Madej z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, przyznał, że nie wiadomo, jak sprawa w ogóle wypłynęła. Jego zdaniem zachowanie Rosji i cała ta sytuacja jest niejednoznaczna. - Wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o zmianę granicy, a przynajmniej nie to jest kluczowe z perspektywy rosyjskiej - stwierdził ekspert.

Rosja chce zmiany granic morskich? Wrażenie bałaganu

Gość TOK FM tłumaczył, że chodzi o korzystne dla Rosji przesunięcie linii podstawowej (dzięki zmianie punktów, od których liczy się pomiary), które pozwoliłoby wydłużyć czy też poszerzyć rosyjską strefę morza terytorialnego. - Mogłoby to wpływać trochę na ruch statków czy możliwości rosyjskiej floty i lotnictwa - wyjaśniał. I choć być może mogłoby to nawet ułatwiać blokowanie dostępu do innych portów, jednak w praktyce, w przekonaniu Madeja, nie zmieniłoby jakoś strategicznie układu na Bałtyku. 

- Jest to pretekst do wywołania zamętu oraz ewentualne stworzenie podstaw do wysyłania roszczeń, oskarżeń o naruszanie rosyjskiego terytorium - uznał, dowodząc, że sama sprawa granicy nie jest najważniejszą treścią ruchów Rosji. - Działanie rosyjskie jest w takich sytuacjach wielopoziomowe - tłumaczył. Przyznał, że pojawienie się i wycofanie dokumentu może wynikać oczywiście z bałaganu, ale zwracał też uwagę, że Rosjanie lubią tworzyć wrażenie, że coś jest bałaganem, przypadkiem, bo wtedy łatwiej później bronić się stwierdzeniami o braku złych intencji. 

Jego zdaniem cała akcja miała na celu wywołanie niepokoju i dyskusji, a także stworzenie podstaw, by jeśli np. za rok do tego wrócą, mogli powiedzieć, że już rok temu o tym mówili. Osobną kwestią jest ewentualna korzyść, gdyby po prostu udało się faktycznie to wszystko przeprowadzić. - Rosjanie lubią budować pewnego rodzaju atmosferę, wokół której łatwiej się później wysuwa roszczenia. Nawet absurdalne, ale w jakiś sposób uwiarygodnione tym, że ktoś wcześniej stanowczo nie reagował na podobne sugestie - tłumaczył ekspert. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rosyjskie roszczenia graniczne. Reakcja oparta na faktach

Madej przyznał, że mamy do czynienia ze swoistym paradoksem. - Ta zmiana nie jest szczególnie ważna, natomiast wywołuje niepokój - zaczynamy sie tym zajmować i rozmawiamy o tym - zauważył. Przy okazji zwrócił uwagę na reakcję Finlandii, kraju, który ma długie doświadczenie w odpieraniu presji Rosji, a wcześniej Związku Radzieckiego. - Finowie powiedzieli, że ich reakcja jest spokojna i oparta na faktach - zauważył gość TOK FM.

Szefowa dyplomacji Finlandii Elina Valtonen stwierdziła, że Rosja powinna przestrzegać Konwencji ONZ o prawie morza, przyjętej w 1982 roku i obowiązującej od 1994 roku. Zdaniem gościa TOK FM to, że taki był koniec fińskiej narracji, pokazuje, o jakich faktach mówimy. I że należy się wzorować właśnie na Finach. 

Pytany o to, czy może dodatkowym kontekstem afery z bałtyckimi granicami jest obecne zamieszanie w Moskwie, dymisje w wojsku i coraz poważniejsze podejrzenia korupcji, Madej stwierdził, że nie czuje się kremlinologiem. Jego zdaniem zrozumieć Rosję jest wyzwaniem nawet dla kogoś, kto bardzo głęboko śledzi tamtejsze wydarzenia, co samo w sobie jest bardzo trudne. Transparentność informacji, zwłaszcza tych o ruchach koterii w poszczególnych ministerstwach jest bowiem bardzo słaba.

Rosyjski ferment na Bałtyku. 'Chodzi o to, by sprowokować incydent'. Kto najbardziej zagrożony?

To wszystko prowadzi jednak z powrotem do stwierdzenia o nieprzewidywalności Rosji. Zdaniem eksperta lubi ona czasem grać silniejszą niż jest, a czasem wręcz przeciwnie. Licząc na to, że zostanie zlekceważona jako kraj niepoukładany, niefunkcjonujący dobrze i że jej działania to niekompetencja i chaos, a nie przemyślana i zaplanowana akcja.