Rosyjskie ataki rakietowe na Kijów. Skąd mieszkańcy wiedzą, ile mają czasu i gdzie się kryją?
Poniedziałkowy atak rakietowy na Ukrainę wyrządził sporo szkód w sieci energetycznej, pozbawiając części mieszkańców Kijowa prądu. W audycji "TOK360 - Podsumowanie Dnia" Piotr Andrusieczko, korespondent "Gazety Wyborczej" w Ukrainie, tłumaczył, jak tego rodzaju atak wygląda z perspektywy mieszkańców stolicy Ukrainy. Gość Adama Ozgi przyznał, że schemat za każdym razem jest bardzo podobny. - Najpierw pojawiają się informacje przede wszystkim na kanałach w Telegramie - zaznaczył.
Najwolniejsze są drony
Jak wyjaśniał, są tam specjalne kanały (zdublowane również na platformie X), które monitorują przestrzeń powietrzną Ukrainy.
- One powiadamiają, jeżeli rosyjskie bombowce strategiczne startują i udają się na tzw. wieże startowe, czyli do tych miejsc, z których są odpalane pociski manewrujące - powiedział, wyjaśniając jednocześnie, że mieszkańcy mają sporo czasu od pojawienia się samych komunikatów do wejścia pocisków w przestrzeń powietrzną Ukrainy.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- To wynika z poddźwiękowej szybkości tych pocisków - wyjaśniał, dodając, że drony kamikaze, które im zwykle towarzyszą, są jeszcze wolniejsze.
- Największym niebezpieczeństwem jest to, że wraz z nimi, Rosja używa też znacznie szybszych pocisków balistycznych i hipersonicznych Kindżałów - zauważył. Przyznał, że w poniedziałek też Ukraińcy mieli z takimi pociskami do czynienia podczas ataku. Przy nich czasu jest znacznie mniej, bo od wiadomości, że "szybki cel zmierza w kierunku Kijowa" do samego ataku są dwie, trzy, góra cztery minuty.
Wojna na Ukrainie i ataki Rosjan. Wyciszone metro
Dalsze zachowania często są już efektem osobistych decyzji. - Kiedy już wiadomo, że te pociski znajdują się w przestrzeni powietrznej Ukrainy, to część osób decyduje się do zejścia do jakiegoś schronienia, ukrycia - tłumaczył gość TOK FM.
Takie schrony mogą znajdować się w budynkach mieszkalnych, to często podziemne parkingi czy stacje metra. Dobrze sprawdzają się te ostatnie. - Dużo ludzi z tych rejonów, gdzie są stacje metra, korzysta z tego ukrycia i oczekuje tam na zakończenie alarmu - opowiadał.
Eksplozja w Omsku. Pożar na terenie największej rafinerii w Rosji
W ocenie korespondenta "GW" metro jest dobrym wyborem, by przetrwać alarmy rakietowe.
- To schronienie daje komfort psychiczny, dlatego, że tam często nie słychać wystrzałów ani eksplozji - podsumował Andrusieczko.