advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

O co chodzi w konflikcie Izrael-Hezbollah? "To część bliskowschodniego bazaru"

Jacek Stawiany, PAP
3 min. czytania
24.09.2024 17:36
Izrael i Hezbollah w praktyce rozpoczęły w poniedziałek otwartą wojnę, chociaż wojska izraelskie nie wkroczyły jeszcze na terytorium Libanu. - Nadal nie jest to wojna pełnoskalowa, obie strony trzymają się w ryzach - ocenił w TOK FM Jarosław Kociszewski z Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.
|
|
fot. Suleiman Amhaz / Anadolu/ABACAPRESS.COM

Co najmniej 558 osób zginęło w trwających od poniedziałku izraelskich atakach na Liban, 1836 zostało rannych - przekazało ministerstwo zdrowia w Bejrucie. Wcześniej resort informował o co najmniej 492 zabitych i 1645 rannych. Wśród ofiar śmiertelnych jest 50 dzieci i 94 kobiet.

- Nadal nie jest to wojna pełnoskalowa, obie strony trzymają się w ryzach - ocenił w TOK FM Jarosław Kociszewski, redaktor naczelny magazynu online 'Nowa Europa Wschodnia', ekspert Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.

Jak mówił też w TOK FM, Izrael atakuje przede wszystkim południe i to, co uważają za cele Hezbollahu, tym bardziej, że ten podkreśla, że trzyma on broń w domach cywilów. - Hezbollah koncentruje się z kolei na obiektach wojskowych, to przede wszystkim bazy lotnicze, zakłady zbrojeniowe na północy Izraela - dodał gość Agnieszki Lichnerowicz. Zwrócił też uwagę, że obie strony unikają ataków na stolice.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Mimo to, jak podają eksperci, to najbardziej krwawy atak na Liban nie tylko od rozpoczęcia jesienią 2023 r. wzajemnych ostrzałów między Hezbollahem a Izraelem, ale od zakończenia drugiej wojny libańskiej w 2006 r., w której zginęło ponad 1000 Libańczyków i ponad 100 Izraelczyków.

Przed rozpoczęciem nalotów izraelskie wojska wezwały mieszkańców południowego i wschodniego Libanu, by ewakuowali się z terenów, gdzie Hezbollah ukrywa broń. Było to pierwsze ostrzeżenie tego rodzaju podczas trwających niemal rok wzajemnych ostrzałów.

'20 gramów materiału wybuchowego w baterii'. Czym Hezbollah odpowie na atak z pagerami?

"To też część bliskowschodniego bazaru"

Gość TOK FM tłumaczył, że Izraelczycy chcą w ten sposób odzyskać kontrolę nad północą swojego kraju. - Doszli do wniosku, że aby to zrobić, muszą odepchnąć Hezbollah kilka kilometrów od granicy. Bo to spowoduje, że miejscowości w pasie przygranicznym nie będą narażone na ogień rakiet przeciwczołgowych, a snajperzy nie będą mogli tam strzelać - tłumaczył, dodając, że Izraelczycy zakładają, że osiągną to bombardując, niszcząc infrastrukturę Hezbollahu i powodując ucieczkę ogromnej liczby uchodźców.

Hezbollahowi dla odmiany, jak mówił, zależy na tym, by zachować władzę. - To bardzo wpływowa partia polityczna. Jeżeli doprowadzi do wojny, która znowu zrujnuje Liban, może stracić polityczną legitymację. Izraelczycy na to liczą. To ich sposób na wywarcie presji na Hezbollah, by ten odsunął się od granicy; wtedy może pojawi się miejsce na siły pokojowe ONZ - przekonywał Jarosław Kociszewski.

W jego ocenie, jedni i drudzy biorą odpowiedzialność za wojnę - Izraelczycy jasno mówią, że walczą po to, by przywrócić spokój swojej północnej rubieży i gotowi są eskalować dalej. Hezbollah deklaruje z kolei, że jest obrońcą Libanu.

- Inna rzecz, że to też część bliskowschodniego bazaru. Jedni i drudzy się targują, jedni i drudzy mają swoje argumenty - skwitował w TOK FM.