A jeśli Rosja zleci zerwanie kabla między Polską a Szwecją? "Jednostek interwencyjnych nie mamy"
W środę po południu doszło do przerwy w przesyle prądu przez magistralę EstLink 2 łączącej Finlandię i Estonię. Fińskie władze podejrzewają, że uszkodzenie kabla na odcinku podmorskim może być związane z obecnością tankowca Eagle S, który należy do rosyjskiej floty cieni. Jednostka pływająca pod banderą Wysp Cooka w momencie awarii znajdowała się w pobliżu magistrali. Została zatrzymana przez fińską straż graniczną i skierowana ku południowemu wybrzeżu Finlandii, kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Helsinek. Służby weszły na pokład statku, a według wstępnych ustaleń śledczych uszkodzenie kabla mogło być wynikiem działania kotwicy, która w momencie zatrzymania jednostki 'nie była na swoim miejscu'. Sprawa jest formalnie badana jako poważny akt wandalizmu i zniszczenia mienia.
Równocześnie w środę doszło do uszkodzenia czterech podmorskich kabli do transmisji danych. Trzech między Finlandią a Estonią oraz jednego prowadzącego do Niemiec. Nie ustalono jeszcze, czy zdarzenia te są ze sobą powiązane.
Czy przed uszkodzeniem podmorskiego kabla da się obronić?
Maksymilian Dura, komandor porucznik rezerwy i ekspert portalu Defence24.pl, przyznał w TOK FM, że nawet kraje, które posiadają silną marynarkę wojenną, nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa swojej infrastrukturze podwodnej. - Bo przecież w czasie pokoju nie można zabronić statkom pływania nad taką infrastrukturą. Niektóre kraje zaczynają to wykorzystywać, przede wszystkim Rosja, która płaci za to, żeby statki w ramach manewrów rzuciły kotwicę i w ten sposób niszczyły kable - wyjaśniał w rozmowie z Pawłem Sulikiem.
Ekspert zwrócił jednak uwagę, że ostatnie wydarzenia wzmogły czujność. - Finowie od razu zaaresztowali statek, gdy tylko padło, że to on jest podejrzany o przerwanie kabla - podkreślił. Bardzo doceniła to Estonia, dla której kabel jest źródłem zasilania. - Władzom Finlandii za szybkie działanie należy się uznanie. Po raz pierwszy podejrzany został zatrzymany i podjęliśmy kroki w śledztwie - oświadczył premier Estonii Kristen Michal.
Jak złapać winowajcę?
W praktyce w czasie pokoju każda jednostka, która działa na wodach czy w wyłącznej strefie ekonomicznej jakiegoś państwa, powinna być widoczna na ekranach radarów i systemów nadzoru. Maksymilian Dura wyjaśniał, że chodzi o system, w którym każda jednostka dość często pokazuje, gdzie jest, dokąd płynie, co wiezie.
- Problem polega na tym, że niektóre jednostki to wyłączają. Wtedy powinien się włączyć alarm dla systemów nadzoru morskiego i powinny być wysłane jednostki pływające - w tym przypadku była to fińska straż przybrzeżna. Ale to może być też jednostka wojskowa - wskazywał. Podkreślał, że liczy się czas, ponieważ taki uciekający statek po przejściu przez cieśniny duńskie będzie już praktycznie nie do złapania.
Sęk w tym, że nie każdy kraj posiadający taką infrastrukturę, ma też odpowiednie jednostki interwencyjne. -Estonia powinna mieć jednostki, które w jakiś sposób potrafiłyby zareagować. Zajęcie takiego statku w czasie pokoju wbrew pozorom nie jest żadnym problemem. Może to zrobić nawet jednostka patrolowa - wyjaśniał.
Przyznał jednak, że nie tylko Estonia ma ten problem. - U nas w Polsce takich jednostek się nie wprowadza. My cały czas myślimy o tym, że wojna się będzie toczyła za pomocą rakiet. Ale pamiętajmy o tym, że jest także czas pokoju - podkreślał, dodając, że właśnie wtedy szczególną kontrolą trzeba objąć infrastrukturę morską. Chociażby farmy wiatrowe, które mają powstawać daleko od brzegu. - Musimy być w stanie reagować, gdyby pojawił się jakiś statek i chciał coś złego robić - dodał.
A gdyby ktoś chciał przerwać kabel prowadzący do Polski?
Gość TOK FM wskazywał przy tym na niekorzystne okoliczności. - Gdyby chcieli przerwać kabel między Polską a Szwecją, to my nie mamy takich okrętów, które mogłyby zareagować w tej chwili, natychmiast. Mamy fregaty, okręt 'Kaszub', okręty transportowo-minowe, ale jednostek interwencyjnych nie mamy - wskazał. Zaraz jednak dodał, że takie jednostki ma straż graniczna.
- Więc gdyby to było w granicach 12 mil wód terytorialnych, bo tam jest ta straż wzdłuż wybrzeża. Ale marynarka przespała moment zapotrzebowania na okręty patrolowe, które należałoby rozstawić na mniejszych portach. Mamy pełno takich portów, z których takie jednostki mogłyby wyskoczyć, w ciągu dwóch godzin dogonić, zatrzymać i sprawdzić taki statek - podkreślił.
Dobra wiadomość jednak jest taka, że taki statek, który zniszczyłby kabel, musiałby uciekać przez cieśniny duńskie. - A tam są Duńczycy i Szwedzi, którzy są naszymi sojusznikami w NATO - wskazał Maksymilian Dura. To tym istotniejsze, że - w jego ocenie - takich przypadków będzie więcej. - To jest sposób wpływania na naszą gospodarkę i próba destabilizacji sytuacji energetycznej - podkreślał.
To nie był ostatni raz
Podobnego zdania są chociażby Finowie, którym tym razem udało się ująć prawdopodobnego winnego. -Nie możemy stać z boku i się przyglądać, i nie będziemy - powiedział premier Finlandii Petteri Orpo na konferencji w Helsinkach. - W świetle ostatnich wydarzeń, jest prawdopodobne, że podobny przypadek się powtórzy - dodał.
Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics wyraził solidarność z Estonią i Łotwą i zaapelował aby 'ochrona infrastruktury krytycznej stała się jednym z kluczowych misji NATO na Morzu Bałtyckim oraz zadań regionalnych'. - Uszkodzenia podmorskich kabli między Finlandią a Estonią to prawdopodobnie nie zbieg okoliczności, delikatnie mówiąc - oznajmił.