Polityczna śmierć Le Pen? "Partia ma plan B"
- Przywódczyni francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen została skazana w poniedziałek za defraudację środków publicznych w procesie dotyczącym fikcyjnych etatów asystentów europosłów
- Polityczka nie skomentowała dotąd wyroku, którego częścią jest pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne;
- Jak ocenił w TOK FM dr 'wszystko wskazuje na to, że ostatnia szansa na start w wyborach prezydenckich umknęła jej sprzed nosa';
- Dodał, że wyborcy Zjednoczenia Narodowego oczekują teraz, że "partia ma plan B". W praktyce: w wyborach prezydenckich miejsce Le Pen zająłby Jordan Bardella, wskazał były ambasador RP we Francji i w Niemczech.
Sąd w Paryżu orzekł w poniedziałek karę czterech lat pozbawienia wolności, w tym dwóch w zawieszeniu, dla liderki skrajnej prawicy Marine Le Pen za defraudację środków publicznych. Orzekł również pięcioletni zakaz ubiegania się przez nią o stanowiska publiczne, który będzie egzekwowany natychmiast. W praktyce oznacza on zakaz udziału w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Polityczka nie skomentowała dotąd decyzji sądu.
- Le Pen mówiła, że więcej niż cztery razy startować w wyborach prezydenckich nie będzie. Wszystko wskazuje na to, że ostatnia szansa umknęła jej sprzed nosa - skomentował w TOK FM dr Andrzej Byrt, były ambasador RP we Francji i w Niemczech.
Zwrócił przy tym uwagę, że nawet gdyby postanowiła niezwłocznie wnieść apelację, co najprawdopodobniej uczyni, to normalna procedura w sądach francuskich trwa około roku; choć może trwać też dłużej. I to nie jest żadna represja, zastrzegł przy tym. - Gdyby Sąd Apelacyjny tę apelację zatwierdził, a więc uznał, że została ona w pierwszym trybie niewłaściwie skazana, to wówczas Le Pen mogłaby była jeszcze wystartować. Tyle, że materiał dowodowy zgromadzony przez prokuraturę jest obfity - zastrzegł w rozmowie z Paweł Sulikiem.
Posłuchaj:
"Partia ma plan B"
W ocenie gościa TOK FM, wyborcy Zjednoczenia Narodowego oczekują teraz, że "partia ma plan B". W praktyce: w wyborach prezydenckich miejsce Le Pen zająłby Jordan Bardella, czyli lider partii. - Bardella ma 29 lat. To młody, dynamiczny przewodniczący frakcji Patrioci dla Europy w Parlamencie Europejskim. Uzyskał bardzo duże poparcie, szczególnie wśród młodszych - dopowiedział. Zwrócił przy tym uwagę, że dzięki jego kandydaturze Zjednoczenie Narodowego mogłoby sporo zyskać.
Dr Byrt ocenił także, że dzisiejszy wyrok sądu uznany jest we Francji za dowód, że Francja jest państwem demokratycznym z niezależnym sądownictwem, które sprawiedliwie orzekło w sprawie "kantu finansowego". - Dziesiątki polityków, głównie skrajnej prawicy, opowiadają, że to koniec demokracji, a sądownictwo rządzi krajem, dyskryminując Bogu ducha winnych polityków. Zjednoczenie Narodowe ukuło hasło "wysoko głowy i czyste ręce". Jak się okazało, ręce kierownictwa partii wcale nie są czyste - podsumował w TOK FM.
Dlaczego Le Pen urosła w siłę? Ekspert wskazuje na 'detoksykację' skrajnej prawicy w Europie