Awantura wokół parady równości w Budapeszcie. "Sytuacja może wymknąć się spod kontroli"
- Napięcie wokół parady równości, która ma się odbyć w weekend w Budapeszcie rośnie;
- Władze miasta zdecydowały się zorganizować wydarzenie jako imprezę miejską, przy jednoczesnym zakazie władz centralnych;
- Premier Viktor Orban zapowiedział, że osoby idące na marsz muszą liczyć się z konsekwencjami prawnymi;
- Sytuację wokół wydarzenia komentowała w TOK FM Ilona Gizińska z Zespołu Europy Środkowej w Ośrodku Studiów Wschodnich.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi i sugeruję, aby każdy zdecydował, czego chce (...) Trzymajcie się reguł. W wypadku, gdy nie będą tego robić, będą musieli stawić czoła jasnym konsekwencjom prawnym - ostrzegł Orban w swoim cotygodniowym wystąpieniu.
Premier zapowiedział, że w wypadku nielegalnego zgromadzenia, policja będzie mogła rozpędzić protest. Zarazem zaznaczył, że Węgry to cywilizowany kraj, a rolą policji jest przekonanie ludzi do stosowania się do regulacji prawnych.
Uczestnicy parady mogą zostać obciążeni karami pieniężnymi, a ponadto, jak podkreśliła w TOK FM Ilona Gizińska z Zespołu Europy Środkowej w Ośrodku Studiów Wschodnich, "będą oni mogli być identyfikowani za pomocą kamer". - Przy takiej skali środków sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Oczywiście policja będzie próbowała trzymać to w ryzach - zaznaczyła.
Udział zapowiedzieli politycy z różnych państw
Dziennik "Nepszava" poinformował w czwartek, że w marszu, mimo zakazu, weźmie udział m.in. ponad 70 europarlamentarzystów, a także przedstawiciele rządów i władz lokalnych państw UE. Unijna komisarz ds. równości Hadja Lahbib zamierza uczestniczyć w wydarzeniu, o ile będzie ono legalne - podał w piątek dziennik, powołując się na rozmowę z rzecznikiem Komisji Europejskiej.
Zdaniem rozmówczyni Filipa Kekusza w związku z tym wątpliwe jest, aby służby uniemożliwiły odbycie się wydarzenia. - Mając u siebie tak prestiżowych i wysokiej rangi gości trudno sobie wyobrazić, żeby Viktor Orban naraził się Unii Europejskiej represjonowaniem tej części uczestników, a także pozostałych - powiedziała Gizińska w audycji "TOK 360".
- Na pewno należy spodziewać się wysokiej frekwencji - oceniła. Jej zdaniem udział w paradzie może wziąć udział w sumie co najmniej kilka tysięcy osób. - Ta edycja będzie wyjątkowa ze względu na kontrowersje, więc paradoksalnie, wbrew intencji władz, może przyciągnąć większą liczbę uczestników - zwróciła uwagę. Dodała, że z pewnością dojdzie do paraliżu miasta, zwłaszcza że skrajnie prawicowi politycy planują organizację manifestacji przeciwko marszowi równości.
Węgierski rząd zakazał parad równości
W połowie marca br. parlament Węgier przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach w praktyce delegalizującą parady równości. Projekt zmian złożyła rządząca partia Fidesz. Zakaz pozwala nakładać grzywny na organizatorów wydarzeń i zabrania "przedstawiania lub promowania" homoseksualizmu wśród nieletnich poniżej 18. roku życia.
Francja, Niemcy i Hiszpania znalazły się wśród ponad 20 krajów Unii Europejskiej, które w maju wezwały Budapeszt do zmiany przepisów zakazujących wydarzeń związanych z osobami LGBTQ+, wyrażając obawę, że jest to sprzeczne z podstawowymi wartościami - godnością, wolnością, równością i poszanowaniem praw człowieka - zapisanymi w traktatach UE.
Sytuacja osób LGBT gorsza niż rok temu? 'Zaczynam tracić wiarę'