Afera hejterska. Prokuratura zgromadziła już 13 tomów akt, ale nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów

Trzynaście tomów liczą już akta sprawy dotyczącej afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości - ustaliło Radio TOK FM. Sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie, która choć nie ujawnia szczegółów, potwierdza, że dokumentacja jest już bardzo obszerna.
Zobacz wideo

Sprawę dotyczącą opisanej przez portal Onet grupy hejterskiej, która miała działać w resorcie sprawiedliwości i oczerniać sędziów, teoretycznie mógłby prowadzić powołany do tego zespół prokuratorów. Jak ustaliliśmy, takie decyzje jednak nie zapadły - sprawę bada jeden śledczy. Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie Piotr Marko potwierdził nam, że zgromadzono już 13 tomów akt.

"W toku prowadzonego śledztwa przeprowadzono szereg czynności procesowych ukierunkowanych na zabezpieczenie i koncentrację dowodów mających znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa brak jest możliwości udzielenia szczegółowych informacji dotyczących zawartości akt sprawy, przeprowadzonych dotychczas czynności dowodowych i ich wyników, poczynionych w sprawie ustaleń faktycznych, a także planowanych czynności" - napisał nam prokurator Marko.

Kilka miesięcy temu portal Onet ujawnił, że wiceminister Łukasz Piebiak miał kontaktować się z kobietą o imieniu Emilia. Przy jej udziale miała się odbywać zorganizowana akcja oczerniania sędziów, m.in. tych związanych ze Stowarzyszeniem Sędziów "Iustitia".

Zdaniem adwokat Ewy Stępniak, która reprezentuje panią Emilię, trzynaście tomów akt jak na śledztwo - które trwa dopiero kilka miesięcy - bardzo dużo.
- Taka objętość akt zdarza się w sprawach, które już się toczą przed sądem, np. przestępczości zorganizowanej czy w sprawach, które są mocno skomplikowane i trudne - mówi adwokatka. Jej klientka nie była przesłuchiwana w sprawie ani jako świadek, ani jako podejrzana.

Co może znajdować się w trzynastu tomach akt?

- Prawdopodobnie część tej dokumentacji to publikacje medialne. Ale nie mam pojęcia, skąd aż 13 tomów - tłumaczy Ewa Stępniak. I dodaje, że 13 tomów akt to ponad pięć tysięcy stron.

Chcący pozostać anonimowy sędzia wskazuje, że być może prokuratura chce się wykazać i udowodnić, że ciężko pracuje i zbiera dowody. - Ale tak naprawdę, to niewiele zmienia, bo wciąż jest to śledztwo w sprawie. Nikomu przecież nie przedstawiono zarzutów. A w tym kierunku powinno to przecież zmierzać - powiedział w rozmowie z reporterką TOK FM. 

Na brak postawienia komukolwiek zarzutów zwraca także uwagę sędzia Olimpia Barańska-Małuszek.  "Cały czas w sprawie... piąty miesiąc a zarzutów brak" - napisała na Twitterze. 

Z kolei prokurator Katarzyna Szeska ze Stowarzyszenia "Lex Super Omnia" podkreśla, że liczy się jakość, a nie ilość. "O jakości postępowania nie przesądza liczba tomów akt postępowania, lecz trafność i sprawność przeprowadzonych w tym postępowaniu czynności, a tym samym wynikające z nich ustalenia" - napisała na Twitterze.

Prokuratura ujawnia jedynie, że zabezpieczono szereg dowodów. Można się domyślać, że chodzi o nośniki danych osób, które były wymienanie jako uczestnicy afery hejterskiej. To m.in. sędziowie i osoby związane z Ministertswem Sprawiedliwości. Nie wiadomo jednak, czy zabezpieczono wyłącznie ich sprzęt służbowy (komputery, komórki, karty pamięci) czy również prywatny.

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie.

DOSTĘP PREMIUM