"Słowo Glapińskiego wylatuje ptakiem, a wraca kamieniem". O uderzaniu w kredytobiorców

Głosami koalicji rządzącej Adam Glapiński został wybrany na drugą kadencję prezesa NBP. Zdaniem posła PSL Dariusza Klimczaka obóz rządzący zdecydował, że "jedną z najważniejszych osób dla finansów państwa pozostanie gawędziarz". - Słowo prezesa Glapińskiego wylatuje ptakiem, a wraca kamieniem. Tylko ten kamień jest przeważnie skierowany w kredytobiorców i wszystkich tych, którzy są klientami banków - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

Adam Glapiński został powołany przez Sejm na drugą kadencję w fotelu szefa Narodowego Banku Polskiego. Tę kandydaturę przeforsował obóz rządzący, mimo że Glapiński jest szeroko krytykowany przez ekspertów i polityków opozycji. Wypominają mu m.in., że jeszcze w marcu 2021 roku mówił, iż "prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych do końca kadencji Rady Polityki Pieniężnej wynosi zero".

Tymczasem od jesieni 2021 roku praktycznie co miesiąc RPP decyduje się na podniesienie stóp procentowych. Podwyżek było już osiem. Ostatnia na początku maja - główna stopa NBP wzrosła do 5,25 proc. W ślad za tym poszedł wzrost kosztów kredytów, który najmocniej odczuwają ci, którzy mają kredyt hipoteczny. Tym bardziej, że w ciągu ostatniego półrocza wysokość statystycznej raty już wzrosła o ponad połowę.

W Wyborach w TOK-u Dominika Wielowieyska zapytała posła PiS Marcina Porzucka, co powiedziałby Polakom, którzy biorąc kredyty, kierowali się optymistycznymi prognozami prezesa NBP, a teraz borykają się ze spłatami rosnących rat pożyczek. - Ekonomiści jeszcze w zeszłym roku uważali, że podnoszenie stóp procentowych w dobie post-covida jest złą decyzją – powiedział i tłumaczył, że Glapiński nie mógł przewidzieć "hybrydowej wojny energetycznej", jaką Rosja od jesieni prowadziła z Europą, ani inwazji na Ukrainę. A to one – zdaniem posła PiS – doprowadziły do wzrostu inflacji i konieczności podnoszenia stóp procentowych w Polsce.

- Rozumiem, że są czynniki zewnętrzne, które napędzają inflację. Ale to nie jest tak, że przed wojną nie było wysokiej inflacji, dochodzącej do 9 proc. - odpowiedziała Kamila Gasiuk-Pichowicz z Koalicji Obywatelskiej.

Wskazywała, że w czasie dużych wzrostów cen szef banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej odgrywa kluczową rolę i powinien bronić Polaków przed drożyzną. - Tymczasem mamy do czynienia z człowiekiem, którego możemy nazwać stand-uperem. Gdyby mu doczepić czerwoną kulkę do nosa, mógłby występować w cyrku. Mylił się we wszystkich prognozach. W maju zeszłego roku mówił, że szczyt inflacji mamy już za sobą. Za tymi pomyłkami idą olbrzymie konsekwencje. Gdyby pracował w firmie prywatnej, to już skończyłaby się jego kariera. A tutaj wybrano go na kolejną kadencję. To jest człowiek, który razem z panami Morawieckim i Kaczyńskim odpowiada za inflację – podkreśliła.

Jak dodała, teraz obóz rządzący i sam Adam Glapiński podejmują drastyczne decyzje, by walczyć z inflacją. - Robią to w taki sposób, że właściwie się morduje kredytobiorców. Oni nie mogą spłacać kredytów - powiedziała.

"Drenowanie kieszeni Polaków"

Również Paweł Zalewski z Polski2050 obarczał Glapińskiego winą za wysoką inflację. - Bo szef NBP zalał nasz kraj całą masą "pustego" pieniądza. To musiało się skończyć wysoką inflacją. Po 2015 roku, czyli przejęciu władzę przez PiS, nastąpiła jedna dobra rzecz: zmiana polityki społecznej w kierunku zwiększonej redystrybucji pieniędzy. Natomiast kłopot polega na tym, że PiS zamiast szukać pieniędzy, które mają pokrycie, wydaje te, które drukuje prezes Glapiński. On zdaje sobie sprawę, że tę nadwyżkę pieniądza można ściągnąć tylko w jeden sposób, czyli inflacją. A inflacja to gigantyczny podatek, który płacą głównie najmniej zamożni i ich on najbardziej dotyka – zwrócił uwagę.

Nazwał tę politykę rządzących "drenowaniem kieszeni Polaków" i uznał ją za skandaliczną. Dodał również, że inflacja nie uderza w samą władzę, tylko w obywateli. - Rządzący sobie poradzą. Podniosą sobie pensje, obsadzą żony w radach nadzorczych polskich spółek i będą nadal ograbiali Polskę. Natomiast cenę za to zapłacą zwykli Polacy – mówił.

"Słowo u Glapińskiego wylatuje ptakiem, a wraca kamieniem"

Z kolei zdaniem posła PSL Dariusza Klimczaka, obóz rządzący wybierając Glapińskiego na drugą kadencję, zdecydował, że "jedną z najważniejszych osób dla finansów państwa pozostanie gawędziarz". - Prezes Glapiński ma kilka problemów, a jednym z nich jest słowo. U niego wylatuje ptakiem, a wraca kamieniem. Tylko ten kamień jest przeważnie skierowany w kredytobiorców i wszystkich tych, którzy są klientami banków. Osoby, które wzięły kredyty po słowach pana Glapińskiego o tym, że prawdopodobieństwo podwyższenia stóp procentowych jest zerowe, dzisiaj mogą czuć się oszukane – stwierdził.

W jego ocenie Adam Glapiński pozostał na stanowisku szefa NBP nie ze względu na swoją dużą wiedzę i kompetencje, tylko dlatego że "jest ślepo posłuszny PiS-owi". - Glapiński tańczy, jak zagrają mu na Nowogrodzkiej (w siedzibie PiS – przyp. red.). A w partii rządzącej posłuszeństwo to najkrótsza droga do tego, by dotrzeć do władzy – powiedział.

Szefa banku centralnego bronił Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski. Przyznał, że "powściągliwość wypowiedzi nie jest mocną stroną" Glapińskiego, ale zarzuty mu stawiane przez polityków opozycji Cymański nazwał "ślepym atakiem". - Jeśli czołowi politycy opozycji używają w odniesieniu do Adama Glapińskiego sformułowań typu "brak jakichkolwiek kwalifikacji"... To szaleństwo i nienawiść do PiS-u nie mogą być silniejsze od zdrowego rozsądku. Pamiętam Glapińskiego jeszcze sprzed 25 lat i wiem, że to nie jest osoba, która wypadła przysłowiowej sroce spod ogona. A że robi błędy? Mylili się więksi od niego – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM